czwartek, 29 grudzień 2011 14:37

Pielgrzymka ? ale dokąd?

Napisał

Wierni podchodzą, otrzymują ?chleb? na rękę i maczają go w kielichu wina. (str. 203)

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest pozornie prosta: pielgrzymka szlakiem św. Olafa, króla Norwegii, na trasie Oslo-Trondheim. Opis kilkutygodniowego przemarszu poraża ogromem wysiłku, który w wyprawę musiały włożyć dwie bohaterki książki. To budzi szacunek, bo z pewnością ludzi gotowych do takich poświęceń jest niewielu. Z punktu widzenia czytelnika, który bezpiecznie siedzi z książką we własnym mieszkaniu, nawet przepiękne krajobrazy tej magicznej ziemi trudno byłoby uznać za rekompensatę za wszystkie trudy. Motywacja duchowa musiała być zatem decydująca dla podjęcia wyzwania.

 

Pielgrzymka to jednak nie tylko przejście określoną trasą do grobu świętego. Pielgrzymka powinna być czasem wzrastania w świętości, zbliżeniem do naszego Pana Jezusa Chrystusa, podróżą ?w górę?. Niestety, choć dla autorki dziennika ta pielgrzymka nie była pierwszym takim przedsięwzięciem, zbliżając się do grobu św. Olafa pani Lucyna Szomburg oddalała się od Chrystusa w stronę protestanckiej herezji. Jest w tym jakieś straszliwe szyderstwo, bo przecież święty król zginął w obronie świętej wiary katolickiej!

Już sam początek pielgrzymki przy ruinach średniowiecznego kościoła mariackiego był, delikatnie mówiąc, dziwny ? przyjęcie ?błogosławieństwa? ze strony pani pastor (którą była miła, zwyczajnie ubrana kobieta w średnim wieku). Co istotne, autorka wspomniała o pastorach jako o ?protestanckich księżach?, a przywołuję to określenie, bo w dalszych rozdziałach pisała też o wspólnocie ewangelickiej jako o Kościele, w dodatku w taki sposób, że gdyby nie pojawiające się słowo ?pastor?, żaden czytelnik nie byłby w stanie rozróżnić, czy mowa o Kościele Chrystusowym, czy raczej o grupie heretyckiej.

?Błogosławieństwo? miało dalsze następstwa w postaci udziału w protestanckich nabożeństwach, w tekście określonych mianem ?Mszy świętej? (sic!). Można by skomentować to z bezsilną ironią, że cała wściekłość Lutra, który robił wszystko, aby zaprojektowane przez niego obrzędy nie miały nic wspólnego z prawdziwą, katolicką Mszą, poszły na marne...

Ironia ironią, ale jeżeli uświadomimy sobie, że pielgrzymujące panie to osoby zanurzone w nierzeczywistości Nowego Porządku Mszy z 1969 r., przestaje dziwić passus z katedry Nidaros, że Układ mszy wydaje mi się podobny do naszego, natomiast Komunia św. wygląda nieco (sic!) inaczej. Lub wzmianka ze świątyni w Skaun o stole służącym za ołtarz, w dodatku znajdującym się w sali, która równocześnie pełniła rolę sypialni dla pielgrzymów. Również w Nidaros nabożeństwu przewodniczyła pastorka, miła Elisabeth.

Niewątpliwie charakterystyczna i godna odnotowania jest pewna obserwacja z Trondheim, niemal identyczna z tym, co kiedyś usłyszałem od polskiej turystki w kościele w Kopenhadze, że w świątyniach protestanckich jest tak pięknie, bo jest skromny, prosty wystrój, a u nas taki przepych, taki przepych. O ile, oczywiście, można dyskutować o architekturze i wystroju kościołów NOM, wydaje się, że przynajmniej niektórzy deklaratywni katolicy utracili poczucie sensu i nie rozumieją, że rzekomy ?przepych? to nie pomnik na cześć miejscowego proboszcza, gdyż pozostałości tradycyjnego wystroju, które ostały się jeszcze w świątyniach zabytkowych, to wyraz piękna, które miało przybliżać wiernych do Stwórcy. Tak więc opis katedry (w istocie ? ofiary spustoszenia protestanckiej rewolucji) może tylko budzić zdziwienie: Niby duża i skromna wewnątrz, bez rozpraszających dekoracji, bogatego wystroju, ale ciepła, dobra...

W trakcie protestanckiej ceremonii p. Szomburg dziękowała Panu Bogu i św. Olafowi, że mnie tutaj przywiódł. W tym momencie lektury mogłem tylko wspomnieć usłyszaną niedawno wskazówkę, że są modlitwy, których raczej wysłuchuje szatan.

Z lektury pozostaje zatem bardzo smutny wniosek, że autorka na równi z Kościołem katolickim traktuje wspólnoty, które wyrzekły się wiary świętej. Różnice między liturgią oddającą cześć Bogu a obrzędami stworzonymi przez ludzi są dla niej dostrzegalne na poziomie tylko tego, co naocznie widoczne. W dodatku nie budzi to w niej żadnego niepokoju czy wątpliwości. Czy zatem ta pielgrzymka miała sens, jeżeli towarzyszyło jej obrażanie Boga?

Sprawa ma jeszcze jeden, niezwykle szokujący aspekt, gdyż książka została opublikowana przez Wydawnictwo ?Bernardinum? (związane z Wyższym Seminarium Duchownym)! Czy w takim wydawnictwie nie było ani jednego redaktora, który byłby w stanie wychwycić fragmenty ewidentnie szkodliwe dla wiary? Ale cóż, przypomina się pewne wydawnictwo stworzone przez misjonarzy, które wydało muzułmańskie modlitwy... Indeks dzieł zakazanych jest, jak widać, niezbędny.

Lucyna Szomburg, Którędy do Ciebie, Olafie?, Pelplin 2011, str. 212.

Wyświetlony 2442 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.