niedziela, 29 styczeń 2012 19:18

Państwo prawa czy bezprawia?

Napisane przez

Podczas jednego z procesów na Białorusi przeciw opozycjonistom i dziennikarzom (niedawno głośny był przeciw Andrzejowi Poczobutowi), sędzina białoruska, odpowiadając na krytyczne zapytanie o tryb ich skazywania, stwierdziła, że prawo białoruskie jest przecież podobne do polskiego. Rzeczywiście, coś w tym jest, tyle że trzeba to rozumieć odwrotnie: to polskie prawo, jego egzekucja, sądownictwo coraz częściej zbliża się do standardów białoruskich.

 

Z jednej strony to słynny już paragraf 212 Kodeksu Karnego o zniesławieniu, używany najczęściej przeciw dziennikarzom, w którym zawarta jest groźba kary do roku pozbawienia wolności, z drugiej praktyka sądowa w procesach cywilnych o ochronę dóbr osobistych, zniesławienie, obmowę itp., które pod pozorem ochrony osób uważających się za pokrzywdzone, stała się skutecznym straszakiem przed krytyką publiczną, oceną negatywnych zjawisk i zachowań. Ta coraz częstsza praktyka sądowa utrudnia nie tylko wymianę myśli, ogranicza wolność słowa i wyrażania opinii, ale tłumi zdrowe, racjonalne reakcje i odruchy obywatelskiego niezadowolenia w uzasadnionych przypadkach życia społecznego.

Od dziesięciu lat środowiska dziennikarskie w Polsce, ostatnio w sposób zorganizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i porozumienie prasy lokalnej walczą o likwidację paragrafu 212. Jak dotąd bezskutecznie. Władze polityczne grają na zwłokę lub zwodzą delegacje dziennikarskie po ich kolejnych kampaniach i postulatach. Gdy nawet niedawno sprawa była bliska załatwienia i wielu posłów popierało publicznie likwidację tego paragrafu, nastąpiła mobilizacja w Sejmie i nowelizację kodeksu odrzucono. Jest po prostu silne lobby polityczne, głównie rządzącej Platformy Obywatelskiej, które chce utrzymania paragrafu 212 jako narzędzia represyjnego i dyscyplinującego środowisko dziennikarskie i jego krytyczne opinii. Są one niewygodne zarówno w stolicy, jak i na prowincji, w gazetach i mediach lokalnych, które są nieraz jedynym środowiskiem opiniotwórczym, mogącym kontrolować lokalne władze. To stanowisko przeważającego dziś lobby politycznego, reprezentowanego przez takich posłów PO jak Adam Szejnfeld, Iwona Śledzińska-Katarasińska czy b. marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna i b. minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, uzasadnia wprost ekspert prawny komisji sejmowej prof. Marian Filar: ?Jednak gdzieś w tle ta kara musi istnieć. Przecież tutaj chodzi o dziennikarzy. Wszyscy pamiętamy namioty telewizyjne pod Sejmem. To wygląda spektakularnie, ale nie możemy za bardzo im ulegać. Jeśli ktoś chce mieć czwartą władzę, to musi mieć czwartą odpowiedzialność?. I delegacje dziennikarskie przy każdej rozmowie z politykami o zniesieniu paragrafu 212, a przynajmniej jego sankcji karnych, słyszą odtąd, że nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za swe publikacje.

Tymczasem działanie paragrafu o zniesławieniu rozszerza się już poza sferę dziennikarstwa i mediów. Skazuje się z niego naukowców, biznesmenów, a więc może właściwie dotyczyć wszystkich. Kilka takich bulwersujących przypadków opisała niedawno Agnieszka Rybak w ?Rzeczpospolitej?, w artykule ?Skazani za słowa?. Profesor Henryk Manteuffel z Akademii Rolniczej został skazany za wydanie negatywnej opinii o pracowniku, który wniósł sprawę do sądu z tytułu poniżenia i zniesławienia. Groziła mu kara rocznego więzienia, skończyło się na grzywnie. Profesor nie odwoływał się od wyroku, uznał, że z powodu przewlekłości procesów sądowych, woli zapłacić grzywnę i mieć spokój. Bardziej skomplikowana, ciągnąca się latami, była sprawa Izabeli Lewandowskiej-Malec, profesora prawa samorządowego w Uniwersytecie Jagiellońskim. Była ona także lokalnym politykiem, a po krytycznych uwagach w prasie o działalności swego konkurenta i następcy, została pozwana do sądu za zniesławienie i skazana, ponieważ nie przedstawiła dostatecznych dowodów. Sprawa nie skończyła się jednak, po odwołaniach i publicznych, krytycznych reakcjach pozwanej, poszkodowana poczuła się także prokuratura i skierowała sprawę do sądu, teraz już z publicznego oskarżenia. Drugi wyrok zaważyłby na jej dalszej karierze uniwersyteckiej. Tuż przed habilitacją skierowano ją ponadto z polecenia sądowego na badania psychiatryczne. Udało się jej przejść te badania i uzyskać habilitację, ale dziś ze zrujnowanym zdrowiem oczekuje na uniewinniający wyrok Trybunału w Strasburgu. Jeszcze bardziej absurdalny jest przypadek Jana Domanusa, biznesmena spod Chicago, który miał nieszczęście wejść Polsce w spółkę, w której stracił duże pieniądze. Jednym ze współudziałowców okazał się człowiek, który przewodził grupie przestępczej. Został skazany za to przez sąd i odsiadywał wyrok więzienia. Tu sprawa Domanusa dopiero się zaczęła. Poinformował o niej krakowski ?Dziennik Polski?. Dziennikarz, który się nią zajął, poinformował po jakimś czasie Domanusa, że skazany wspólnik wychodzi z więzienia z powodu złego samopoczucia, depresji, psychicznego załamania. ?Dziennik? opublikował artykuł krytyczny pod uszczypliwym tytułem ?Wymiar niesprawiedliwości?, w którym autor przytaczał także opinie Domanusa, wyrażającego zdziwienie: Czy można kogoś posłać do domu, kogo uważa się za szefa zorganizowanej grupy przestępczej. (?) Ś. i jego ludzie okradają mnie, mecenasa K. oraz Skarb Państwa, a państwo polskie na to pozwala. Został za to pozwany do sądu przez zażywającego już wolności przestępcę za publiczne zniesławienie i skazany na grzywnę w marcu 2010 roku, choć nie wiedział o publikacji w ?Dzienniku Polskim?, a jego słowa były tylko przytoczone przez autora artykułu i pochodziły z rozmowy telefonicznej. Sąd drugiej instancji utrzymał ten wyrok, ostatnią szansą pokrzywdzonego na wszelkie sposoby Polaka z USA jest skarga konstytucyjna o uznanie, że paragraf 212 jest niezgodny z konstytucją.

(...)

Wyświetlony 2251 razy
Więcej w tej kategorii: « Audyt Polski ?Eurogeddon? i co dalej »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.