poniedziałek, 27 luty 2012 19:55

Fiskus dusi podatników, a Palikot walczy o wolność

Napisał

Dlaczego Polki i Polacy zarabiają tak mało? Dlaczego większość musi pracować za marne 2-3 tysiące złotych miesięcznie, za które trudno wyżywić rodzinę, nie mówiąc o większych ekstrawagancjach?

 

Praca powinna być tylko środkiem, a nie celem. Powinna być środkiem do celu, czyli wygodnego życia, zgodnego z zainteresowaniami. Fryzjerka, kosmetyczka, weterynarz niemający własnej kliniki, kafelkarz, księgowa, pani na kasie w hipermarkecie, pracownik przy taśmie, tynkarz, operator maszyny, kierowca, pracownik ochrony, pompiarz na stacji benzynowej ? to wszyscy oni tworzą dobrobyt i bogactwo kraju i mogliby zarabiać dwa razy więcej gdyby nie pasożyt na ich wypłatach, którym są wszelkiej maści państwowi urzędnicy od szczebla podstawowego do stanowisk ministerialnych, gminni, powiatowi czy wojewódzcy (także ci od unijnych dotacji), strażnicy miejscy (choć niektóre gminy zaczęły ograniczać ich liczebność), pracownicy różnych państwowych agencji czy funduszy i politycy, którzy nie tylko zabierają im ciężko zarobione pieniądze, ale na dodatek przeszkadzają w wykonywaniu pracy różnymi szkodliwymi regulacjami i ich egzekwowaniem. Komu oprócz pracującym w opłacanym przez podatników Ministerstwie Sportu i Turystyki urzędnikom ze skompromitowaną nepotyzmem i brakiem podstawowej wiedzy sportowej Joanną Muchą z PO na czele potrzebny jest ten urząd? Bo chyba ani nie sportowcom, ani kibicom, ani turystom.

Do tego katalogu należy dodać pasożytujące związki zawodowe, ale też pracowników państwowych przedsiębiorstw przynoszących straty, do których trzeba dopłacać, albo których w różny sposób się dotuje, jak koleje, poczta, kopalnie czy telewizja. To są instytucje, które w przeciwieństwie do pracowników sektora prywatnego nie tylko nie tworzą bogactwa ani dobrobytu, ale na dodatek swoją pracą ten dobrobyt umniejszają. Niestety, nie ma co liczyć na rychłą zmianę w tej kwestii. Raczej wątpliwe wydaje się, że dojdzie do skutku bardzo dobra inicjatywa Ruchu Palikota, który planuje ujawnić na specjalnej stronie w Internecie przywileje, zarobki i polityczne koneksje ludzi nominowanych przez rządową koalicję na stanowiska w państwowych koncernach. ? To, co Platforma i PSL wyprawiają w spółkach skarbu państwa i agencjach, to bandytyzm w białym kołnierzyku. Przecież posiedzenia rad nadzorczych w państwowych spółkach wyglądają tak, że towarzystwo zjeżdża się, je, pije i kasuje dietę. Mamy tego dość ? mówił Artur Dębski, poseł i wiceprzewodniczący Ruchu Palikota.

Gdyby nie było wydatków publicznych, każdy pracujący Polak byłby bogatszy średnio o prawie 3800 zł miesięcznie (wyższe zarobki i niższe ceny)! To tak jakby pracownik aktualnie zarabiający średnią krajową, czyli ponad 2600 zł netto, zarabiał 6400 zł miesięcznie. To nie wszystko. Zadłużenie sektora finansów publicznych na koniec 2011 roku wyniosło około 812,3 mld zł (na koniec 2010 roku ? 765,8 mld zł, na koniec 2009 roku ? 658,8 mld zł), czyli było o 61,8 procenta wyższe niż na koniec 2007 roku, kiedy wynosiło około 502 mld zł i nadal rośnie w szybkim tempie. Oznacza to, że poprzez kredyty sektora publicznego przeciętny Polak zadłużony jest już na 22 tysiące zł (na koniec 2010 roku ? około 20 tysięcy zł, na koniec 2009 roku ? 17,3 tysiąca zł)! Na dodatek okazuje się, że w Polsce realnie zarabia się z roku na rok coraz mniej. W latach 2008-11 realne płace Polaków spadły o 3 procent w stosunku do wzrostu PKB, podczas gdy w wielu krajach Europy w tym czasie znacznie wzrosły: w Bułgarii ? o 33,4 procenta powyżej wzrostu PKB, w Rumunii ? o 27,5 procenta, w Hiszpanii ? o 14,9 procenta, a we Włoszech ? o 14,5 procenta (średnia UE ? wzrost o 7,7 procenta).

Najgorsze jest to, że politycy martwią się tylko dniem dzisiejszym, nie interesuje ich to, że ich działania w przyszłości będą miały fatalne skutki dla społeczeństwa albo to, że co chwilę wypowiadane kłamstwa w końcu wyjdą na światło dzienne. Liczy się tylko tu i teraz. Reszta jest nieważna, bo ludzie i tak nie pamiętają, co politycy mówią, a nawet jak pamiętają, to ich z tego nie rozliczają w trybie wyborczym ani żadnym innym. Politycy liczą, że za ich kadencji nie wyjdą na wierzch skutki ich złych działań, a jeśli wyjdą, to potem przecież zawsze mogą nakłamać, że to nie ich wina. Tak jak w przypadku Donalda Tuska, który twierdził, że ostatnie zamieszanie w państwowej służbie zdrowia to nie wina fatalnego uchwalonego prawa, tylko? lekarzy! Podobnie Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi z PSL, stwierdził, że wysokie ceny paliwa, w których przecież połowa to podatek, nie są winą nadmiernego fiskalizmu jego rządu, lecz? koncernów paliwowych. Mikołaj Budzanowski, minister skarbu państwa, zaapelował nawet o? wrażliwość społeczną państwowych koncernów paliwowych. Ludzie, którzy nie rozumieją powiązań gospodarczych, mogą uwierzyć w takie brednie.

Sam Donald Tusk zapowiedział ręczne sterowanie cenami paliw. Niestety, nie tędy prowadzi droga. Faktycznie rząd cieszy się, kiedy cena paliw idzie do góry, bo dzięki temu ma większe wpływy z VAT-u, chyba że w końcu zadziała krzywa Laffera ? nastąpi przegięcie ? zbyt wysoka cena spowoduje, że kierowcy będą kupować mniej paliw i wpływy z podatków paliwowych się załamią. Ale przecież premier Tusk już wielokrotnie udowodnił swoimi działaniami podnoszącymi podatki, że nie wierzy w istnienie krzywej Laffera. Co to za rzekomo centroprawicowy, liberalny rząd, który otwarcie mówi o ręcznym sterowaniu? Zresztą to nie pierwsze tego typu działania tej władzy. Energetyka jest przeregulowana, branża paliwowa jest przeregulowana, przemysł motoryzacyjny jest przeregulowany, branża lotnicza jest przeregulowana i wiele innych. Od tego roku ustawowo prawnie zlikwidowano konkurencję między innymi na rynku odpadów i na rynku leków. Wcześniej zmuszono kierowców do tankowania szkodliwych dla silników biopaliw, zakazano sprzedaży tradycyjnych żarówek, rybakom wprowadzono limity połowowe, a górnictwo węgla kamiennego częściowo zlikwidowano, nie mówiąc o katastrofie energetycznej, która czeka nas od 2013 roku, kiedy zaczną obowiązywać certyfikaty na emisje dwutlenku węgla. Oczywiście, ktoś powie, że rozkaz przyszedł z Brukseli. Zgoda, ale przecież właśnie ludzie obecni w tym rządzie tak bardzo popierali unijną integrację, więc są za to poniekąd odpowiedzialni. Polski biznes jest coraz bardziej kontrolowany i coraz bardziej obciążony podatkami, jak podniesiona składka rentowa czy różne opłaty, które rosną wraz z ustawowym podniesieniem wysokości płacy minimalnej. Niedługo dojdzie do tego, że premier Tusk z ekipą co rano będzie nam obniżał ceny chleba i masła, które najpierw sam podniósł do niebotycznych rozmiarów swoją działalnością regulacyjną i fiskalną. Wracamy do PRL-owskiego ręcznego sterowania gospodarką, bo urzędas wie lepiej niż prywaciarz-burżuj? tfu? przedsiębiorca? Centralne planowanie już mieliśmy i z tego, co pamiętam, to niezbyt się udało. Nie tylko zresztą w Polsce.

(?)

Wyświetlony 2021 razy
Więcej w tej kategorii: « Poezja konfesyjna Naród na kolanach »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.