środa, 28 marzec 2012 21:38

Czarny scenariusz

Napisane przez

Serwisy informacyjne polskich telewizji unikają problematyki zagranicznej i widz ma gwarancję, że program zdominowany będzie katastrofą kolejową, a nie jakąś Syrią czy Iranem. Swoją drogą, płaci się abonament dla adrenaliny, lecz tej miękkiej adrenaliny. Telewidz ogląda całodobową relację ze zderzenia pod Szczekocinami, klnie władze, klnie chciwość spółek kolejowych, po czym najspokojniej robi sobie herbatę i nawet nie przyjdzie mu do głowy, aby podjąć wszystko, co ma na koncie. Twarda adrenalina powoduje, iż biegniemy pod bank, ustawiamy w kolejce jeszcze przed otwarciem placówki. Tak było w Buenos Aires podczas kryzysu.

 

O Afganistanie mowa w polskich telewizjach głównie wtedy, kiedy ginie polski żołnierz ? aczkolwiek są to obecnie bardzo już zdawkowe wzmianki, bez transmitowania uroczystości sprowadzenia trumny i pogrzebu. Bezpieczna wojna. Wojna nie zmieniająca nawyków miłośnika telewizji. Twarda wojna zmienia je. Człowiek porzuca wirtualny świat, wydobywa się z jego magicznego widnokręgu. Kupuje inne zupełnie produkty, ba, przegląda odzież. Wyjeżdża za granicę. I to nie jest już żeglowanie po Internecie. Wojna współczesna (a może każda wojna od początków ludzkości) angażuje totalnie, podporządkowuje sobie sfery bardzo intymne, jednostkowe, wywraca do góry nogami całą kulturową rekwizytornię w teatrum mundi. Czy grozi taka wojna? Oczywiście. Poszczególne państwa natowskie są już uwikłane w Kosowo, Irak, Libię, Wielkiej Brytanii grozi nowa wojna o Malwiny-Falklandy. Jest Północna Korea. Afganistan zaś to śródlądowe państwo, do którego dostać się można z Pakistanu, Iranu, Turkmenistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu (tzw. miękkiego podbrzusza Eurazji) oraz Chin. Dla nas w grę wchodzą Pakistan i republiki postradzieckie, na ogół lojalne wobec niedawnego hegemona (którą to kwestię doskonale rozumie się w Moskwie). Zaopatrzenie wojsk koalicji czy też ich ewakuacja musi odbyć się przez któreś z tych terytoriów. Bo potrzeba ewakuacji w wypadku wojny z Iranem. Albo w razie zmiany polityki Pakistanu.

Pakistan nie chce i nie może dać się Stanom Zjednoczonym sprowadzić do roli pionka na geopolitycznej szachownicy. Nie chce, ponieważ to oznacza zabijanie obywateli Pakistanu czy to przypadkowo, przez amerykańskie samoloty bezzałogowe, czy przy okazji takich jak, dla przykładu, zlikwidowanie Osamy ibn Ladena. Obywatele ci są wyborcami, a indolentny rząd w demokracji traci wyborców. Rząd w Islamabadzie zresztą już od dawna dystansował się od chaotycznej polityki afgańskiej USA dlatego także, iż Taliban jako idea oraz instytucja właśnie tu się narodził. Jest w swoim założeniu przerwaniem kulturowej i psychicznej schizofrenii, w jaką wiernych muzułmańskich wtrąca zachodni pęd ku postępowi i bogactwie. Jest odtrutką na coś, co część ludzi Zachodu nazywa cywilizacją śmierci. Wyraża też ? nam, ludziom Zachodu może to się wydać krępujące ? szacunkiem do własnej religii. O ile my bowiem przetwarzamy, przepracowujemy chrześcijaństwo ze skutkiem takim, iż gdyby postawić tu znienacka chrześcijan sprzed paru wieków, chwyciliby na nasz widok za miecze. Islam liczy sobie zaledwie czternaście wieków. Nim dojrzeje do naszej separacji tronu od ołtarza, musi minąć co najmniej pół tysiąca lat; być może potrzebuje jeszcze swoich epok renesansu, baroku, klasycyzmu, ale barok ze świętymi wojnami i cynizmem kardynała Richelieu przeżywał do sędziwej starości mało kto, średnia wieku wynosiła coś około trzydziestki. Jesteśmy bardziej niż do dawnych chrześcijan podobniejsi do późnych Rzymian. Uwielbiamy wygodę, sport, miękką adrenalinę. Po prostu nasze igrzyska odbywają się na ekranie, na światłoczułej kliszy fotografii i filmu, w wirtualnej cyberprzestrzeni. Tak przy okazji zresztą, najdłużej spośród rzymskich igrzysk przetrwały nie olimpiady, ale walki gladiatorskie, zamienione później w jakże urokliwe, opiewane przez poetów turnieje rycerzy.

A Iran? Trwa na razie iskrząco zimna wojna nerwów, te iskry zaś pryskają blisko pęczniejących arsenałów. Nie tylko dlatego, że ajatollahowie nienawidzą Wielkiego Szatana w gwiazdy i w pasy. Iran boi się Izraela, boi się ataków prewencyjnych. Uważa, że irańscy fizycy, pracujący nad programem atomowym, zginęli z rąk sił specjalnych Izraela. Że Izrael, obłudny pies na amerykańskiej smyczy (powiadają) pierwszy ukąsi, zresztą tylko zdechły pies nie kąsa. Podczas zeszłorocznych przewrotów w Egipcie, Tunezji i Libii komentatorzy izraelscy wyglądali na zdenerwowanych: zapewne teoretycznie rozumieli zasadność emancypowania się społeczeństw spod dyktatur Mubaraka albo Kadafiego. Nie wypadało im wyszydzać arabskich demokratycznych rewolucji. Problem w tym, że tylko dyktatura dawała dotąd poczucie bezpieczeństwa.

(?)

Wyświetlony 1637 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.