środa, 28 marzec 2012 21:52

W kraju Lenina i Mickiewicza

Napisał

Ducha wybitnego poety Adama Mickiewicza i komunistycznego ludobójcy Włodzimierza Lenina widzimy na każdym kroku. To ulice, place, popiersia, pomniki i muzea z nimi związane. Czy może się udać kompilacja tak odległych od siebie postaci? Na Białorusi zgodnie współistnieją, nie wchodząc sobie w paradę.

 

Ostatniego dnia podczas tygodniowego pobytu na Białorusi postanowiłem, że odwiedzę miejsce o wielkim znaczeniu historycznym nie tylko dla kraju nad Niemnem i Prypecią. Mianowicie tutaj, w głębokich lasach białoruskiej części Puszczy Białowieskiej, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Polską zaszło bardzo ważne wydarzenie dla całego świata. W sowieckim wtedy jeszcze pałacyku we wsi Wiskuli, wybudowanym dla prominentnych radzieckich szych w połowie XX wieku (i tu chichot historii), doszło do podpisania aktu likwidacji Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W grudniu 1991 roku zebrali się tutaj najwyżsi komunistyczni przedstawiciele radzieckich republik oraz prezydent Borys Jelcyn. Jak głosi legenda, którą opowiedziała mi bardzo miła właścicielka biura podróży w Białej Podlaskiej, gdzie załatwiałem białoruską wizę, w celu podpisania odpowiedniego aktu szefowie sowieckich republik najzwyczajniej w świecie upili Jelcyna, by ten bez jakichś specjalnych oporów podpisał podsunięty mu dokument. A jak wiadomo, prezydent Rosji za kołnierz nie wylewał, więc podstęp udał się bardzo łatwo.

Tak zainteresowała mnie ta legenda, że jadąc z wyłączonymi światłami mijania wybudowaną bez unijnych dotacji, niezatłoczoną i niedrogą (dla obcokrajowych kierowców około 3 euro za niecałe 400 kilometrów z Brześcia do Mińska, dla Białorusinów około połowa tej sumy) autostradą z Baranowicz, zdecydowałem, że odwiedzę to ciekawe miejsce. Ale najpierw należało zatankować paliwo. Na przyautostradowej stacji benzynowej można płacić nie tylko białoruskimi rublami, ale również dolarami i euro. Ciekawe jest natomiast to, że zanim z dystrybutora zacznie spływać do baku 95-oktanowa ołowiowa benzyna, trzeba zapłacić w kasie sumę, za jaką chce się zatankować samochód. Białoruś jest w tym dobrym położeniu, że dostępna jest lepsza dla samochodów i środowiska benzyna ołowiowa, gdyż substancje zastępujące w benzynie bezołowiowej ołów są bardziej szkodliwe od wyeliminowanego ołowiu ? zarówno dla ludzi, jak i środowiska. Najbardziej zaś każdego zagranicznego kierowcę cieszy fakt, że litr takiego paliwa kosztuje zaledwie około 3 zł (w maju 2010 roku). Nic tylko lać i jechać po równej białoruskiej autostradzie! A informacje o częstym zatrzymywaniu przez białoruską milicję samochodów z obcą rejestracją w celu wymuszenia łapówek można włożyć między bajki. Nie zostałem zatrzymany ani razu.

Jednak już wkrótce musiałem opuścić tę drogę, by na wysokości Berezy ruszyć w kierunku Prużan. Nawierzchnia drogi trochę się pogorszyła. Jechałem powoli przez małe wioski, zabudowane drewnianymi domostwami, omijając furmanki i coraz większe dziury w asfalcie. Im dalej od autostrady, tym droga była gorsza (w listopadzie 2011 roku, w celu udostępnienia tych terenów dla inwestycji, otwarto nową drogę łączącą Brześć z Grodnem biegnącą przez Puszczę Białowieską). W kolejnych wioskach mogłem zza szyby samochodu podziwiać sowieckie pomniki sprzętu wojskowego z drugiej wojny światowej: zielony samolot z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach i ogonie albo radzieckie działo ozdobione pięknym bukietem świeżych kwiatów. Dalsza fragmentami gruntowa droga wiodła przez coraz gęstszy las. Od autostrady przejechałem już kilkadziesiąt kilometrów i Puszcza Białowieska gęstniała. W pewnym momencie na środku drogi ujrzałem czerwono-biały, podwójny szlaban z drewnianą budką strażniczą. Obok stał duży drewniany napis Biełowieżskaja Puszcza wraz z herbem tego przyrodniczego skarbu w środku Europy.

Powoli dojechałem do szlabanu i zatrzymałem samochód. Ponieważ nikt do mnie nie wychodził, otworzyłem drzwi pojazdu i podszedłem do budki. Wokół nie było żywej duszy. Nie wiedziałem, czy mnie wylegitymują, czy zabiorą auto, czy może od razu aresztują albo zastrzelą. Wszedłem po drewnianych schodkach do środka i nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego ze swojego krzesła wstała strażniczka i zaczęła wypytywać się mnie po białorusku.

? Gdzie wy chcecie jechać? ? spytała groźnie, widząc moją polską rejestrację.

? Chciałem jechać do Wiskuli ? odpowiedziałem.

? Ale po co? ? zapytała.

? Chciałem zobaczyć pałacyk w Wiskuli ? powiedziałem, ale po minie strażniczki już wiedziałem, że nic z tego nie będzie.

? Ale tam nic nie ma do oglądania. Tam jest tylko rezydencja prezydenta Aleksandra Łukaszenki ? stwierdziła. ? Proszę zawracać ? dodała podniesionym głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Nie mogłem oponować. Ostry wzrok strażniczki nie dał mi szansy, by się tłumaczyć, by prosić, aby specjalnie dla mnie podniosła szlaban i jednak mnie puściła, tak jak kiedyś w Peru. Będąc w tym południowoamerykańskim kraju, chcieliśmy przejechać się najwyżej położoną wtedy na świecie Centralną Koleją Transandyjską, zwaną koleją Ernesta Malinowskiego, wybudowaną w XIX wieku przez tego genialnego polskiego inżyniera (teraz najwyżej położona jest wybudowana niedawno kolej w Tybecie). Jednak, jak się okazało, akurat trwał kilkudniowy strajk kolejarzy i kolej nie funkcjonowała. W związku z tym chcieliśmy zobaczyć chociaż stację w Limie, skąd rusza pociąg kolei Malinowskiego. Na miejscu okazało się, że jest ona zamknięta wielką żelazną bramą i nikt nie jest wpuszczany. Nie chcieliśmy odpuścić tego miejsca. Uprosiliśmy jednego ze strajkujących kolejarzy, by nas wpuścił do środka, argumentując, że jesteśmy z Polski, ojczyzny Malinowskiego i być może jedyny raz w życiu odwiedzamy Peru. Wtedy udało się ? wpuszczono nas na stację, gdzie zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia pod płaskorzeźbą polskiego budowniczego. Tym razem, na znacznie nam bliższej i mniej egzotycznej Białorusi, nie było dyskusji. Wsiadłem do samochodu, zawróciłem przy szlabanie i kilkadziesiąt kilometrów musiałem wrócić przez lasy i wsie, z powrotem do autostrady.

Na szczęście nie wszyscy napotkani przeze mnie podczas tego tygodnia Białorusini byli tak dla mnie nieuprzejmi. Wręcz przeciwnie. Kiedy w karczmie ?Rzym? na rynku w Nowogródku jadłem na obiad podany przez piękną młodą kelnerkę w minispódniczce kotlet schabowy z ziemniakami i sałatką, popijając piwem ?Żiguljewskoje?, przy stoliku obok siedziało dwóch facetów, którzy wyglądali, jakby wczoraj uciekli z więzienia, i pili jakiegoś miejscowego jabola. Jeden, z niewielkim zarostem, ubrany był w podkoszulkę moro, a na nią niebieską kurtkę dresową i do tego dresowe spodnie. Drugi w dżinsach z szerokim brązowym pasem i w letniej brązowej kurtce. Obaj z tatuażami na rękach. Pierwszy z nich grzecznie podszedł do mojego stolika i wskazując na moją lustrzankę leżącą na stole, poprosił, żeby zrobić im obu zdjęcie, co niezwłocznie uczyniłem. Obaj panowie ładnie się uśmiechnęli. Pstryk. ? Jak będziesz w Polsce, to pokaż wszystkim to zdjęcie ? powiedział pan w niebieskim dresiku. ? I powiedz im, że tak wyglądają prawdziwi Białorusini ? zaznaczył. Odpowiedziałem, że dokładnie tak uczynię.

Zresztą podobną sytuację miałem podczas centralnych obchodów 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem w Mińsku. To gigantyczna impreza, odbywająca się co roku 9 maja. W dniu tym niemal cały Mińsk jest zablokowany, a ludzie tłumami walą, by zobaczyć przemarsze wojsk, przemowy prezydenta Łukaszenki (transmitowane również w telewizji) i innych oficjeli, przelatujące z białoruską flagą śmigłowce bojowe i samoloty ciągnące za sobą kolorowe wstęgi dymu. Właśnie kiedy szerokimi ulicami stolicy szedłem na tę uroczystość z wiszącym na szyi aparatem fotograficznym, zagadnęło mnie dwóch młodych chłopaków w czarnych kurtkach. Wokół wstrzymany ruch, wielkie billboardy reklamujące rocznicę i olbrzymie telebimy transmitujące imprezę, a oni pytają mnie, czy mogę im zrobić zdjęcie. Oczywiście zgodziłem się, a ci zamachali rękami i z szerokim uśmiechem na twarzach uchwyciłem ich w kadrze. Na pożegnanie pomachali mi przyjaźnie rękami.

(?)

Wyświetlony 1900 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.