środa, 25 kwiecień 2012 23:50

Przygoda w górach Birmy

Napisał

Góry Szan w Birmie ciągną się aż do północno-zachodniej Tajlandii, a ich średnia wysokość sięga 1000 metrów n.p.m. Podczas kolonialnych rządów górskie miasteczko Kalaw było popularnym miejscem wypoczynku dla Brytyjczyków. Dzisiaj to senna miejscowość z niewielkimi świątyniami buddyjskimi, skromnymi zakładami rzemieślniczymi, kilkoma hotelami i knajpkami, skąd można wyruszyć na kilkudniowy trekking w góry, by dotrzeć nad jezioro Inle.

 

Kiedy płaciliśmy za pokój w hotelu Pine Land Inn, podeszła do mnie około 10-letnia dziewczynka, która zaproponowała kilka wariantów górskiego trekkingu. Koszt to 9000 kiatów (około 30 złotych) za osobę za dzień, w tym przewodnik, spanie i jedzenie. Wybraliśmy wariant 2-dniowy. ? W takim razie jutro rano dołączycie do wyprawy, którą prowadzi moja mama ? powiedziała po angielsku pewnym głosem. ? A całą sumę trzeba mi zapłacić już teraz ? stwierdziła i dodała, że za niewielką opłatą (3000 kiatów) nasze główne plecaki zostaną przetransportowane bezpośrednio do wybranego hotelu nad jeziorem Inle. ? Bardzo obrotna dziewczyna, jak na swój wiek ? pomyślałem. ? Dobrze potrafi prowadzić domowy biznes.

Następnego dnia rano oddaliśmy dziewczynce nasze plecaki, a ta załatwiła nam jeszcze transport do początku szlaku. Pierwotnie mieliśmy jechać taksówką, ale okazało się, że tańsze będzie wynajęcie dwóch motocyklistów (4000 kiatów od osoby). Podjechało do nas dwóch mężczyzn ubranych w tradycyjne longyi, jeden w kolorowym polarze, a drugi w brązowej kurtce, obaj z kaskami na głowie i klapkami na stopach. Dziewczynka poinstruowała ich, gdzie mają nas zawieść. Po krótkiej jeździe motocykliści podjechali na stację benzynową, by za zapłacone przez nas z góry pieniądze zatankować swoje pojazdy. Podobną sytuację miałem przed laty w Peru, kiedy wzięliśmy taksówkę, by z Cusco dostać się do Tambo Machay, kompleksu inkaskich ruin ? wtedy też kierowca taksówki nie miał w baku benzyny nawet na te osiem kilometrów, które miał nas podwieźć. Za nasze pieniądze kupił trzy litry benzyny. Za powrotny kurs do Cusco zjadł prawdopodobnie śniadanie!

Jednak w Peru stacje benzynowe wyglądają w miarę normalnie, podobnie jak nieliczne państwowe stacje w Birmie. Ta natomiast, gdzie nasi motocykliści tankowali swoje pojazdy i których wiele widziałem w Birmie wcześniej i później podczas mojego pobytu w tym kraju, stacji benzynowej nawet nie przypominała. Prymitywna drewniana konstrukcja z krótkim zadaszeniem z jakichś plastikowych odpadów, by dawać trochę cienia. Na górnej półce osiem 1,5-litrowych butelek z paliwem, na środkowej ? dwanaście szklanych litrowych butelek z benzyną, a na półce dolnej ? dwa 5-litrowe plastikowe kanistry. Oprócz tego z boku konstrukcji zawieszone na gwoździu dwa metalowe zwisające lejki. Oto cała stacja benzynowa, którą zarządzała piękna brunetka, ubrana tak, jakby właśnie wybierała się na jakiś bal: długa biała spódnica w czerwone grochy i biała marynarka z dużymi czarnymi guzikami, pod którą miała czerwoną koszulkę i brązowe korale. Miała spięte z tyłu czerwoną kokardą czarne włosy, w uszach małe czerwone kolczyki oraz pomalowane usta i oczy. Tylko te sandały na wysokiej podeszwie nie pasowały do reszty ubioru. Motocykliści zapłacili za paliwo, a dziewczyna podeszła do pierwszego, a potem drugiego motoru, by przez lejek napełnić baki z plastikowej butelki. Motocyklista podniósł siedzenie, a panienka prawą ręką je trzymała, by lewą, ozdobioną srebrną bransoletką, wlewać bezbarwny płyn.

Dotowana przez państwo benzyna kosztuje w Birmie w przeliczeniu na złotówki około 18 groszy za litr. Jednak jej podaż jest ograniczona, a popyt znacznie większy, niż komunistyczne państwo może zapewnić. Na państwowych stacjach benzynowych paliwo pojawia się codziennie, ale w ograniczonych ilościach i, podobnie jak za PRL-u, jest do momentu, aż zostanie w całości wykupione przez kierowców. Trwa to nie dłużej niż 2-3 godziny. Ci, którzy stali w dalszej części kolejki, mogą szukać szczęścia dopiero następnego dnia. Dlatego wytworzył się drugi obieg sprzedaży paliwa ? przydrożne ?stacje? z benzyną w plastikowych butelkach. Tutaj paliwo jest prawie dwadzieścia razy droższe niż na stacjach oficjalnych i w przeliczeniu kosztuje około 3,2 złotego.

Po zatankowaniu paliwa ruszyliśmy kamienistą drogą przez góry. Po pół godzinie dotarliśmy na wyznaczone miejsce. Tam spotkaliśmy zaskoczoną przewodniczkę Toto, która właśnie kończyła ze swoją grupą jeść śniadanie i zaraz miała ruszać w dalszą drogę. ? Ależ ta moja córka jest mądra ? powiedziała, kiedy oznajmiliśmy jej, skąd się tu wzięliśmy. ? Jestem z niej dumna ? dodała trzydziestokilkuletnia Toto, która poprzedniego dnia rozpoczęła trzydniowy trekking z grupą Europejczyków: parą z Włoch, Hiszpanem i jeszcze jednym Włochem. Dołączyliśmy do nich, by dwa dni później dotrzeć nad jezioro Inle.

(?)

Wyświetlony 2305 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.