wtorek, 29 maj 2012 21:25

Dojarnia

Napisał

Toczące się od wielu miesięcy debaty wokół ustawy emerytalnej obracały się wokół kwestii, którą zamykano w stwierdzeniu ?będziemy musieli pracować dłużej?. Paradoksalnie, niemal wszyscy koncentrowali się tu na owym ?dłużej?, pomijając to, co w gruncie rzeczy zasadnicze, a co kryje się za słowem ?musieli?.

Co to znaczy, że ?musimy pracować?? O jaki przymus chodzi? Najogólniej mówiąc, przymus ów może być albo wewnętrzny, albo zewnętrzny. W pierwszym wypadku przymus jest poniekąd wyborem: muszę pracować, żeby zdobyć pieniądze na utrzymanie siebie, rodziny, zaspokojenie podstawowych pragnień bądź wyszukanych przyjemności (w skrajnym wypadku muszę pracować, bo jestem od pracy uzależniony). Ale oczywiście nie musimy utrzymywać ani siebie, ani innych, nie musimy też zaspokajać pragnień bądź przyjemności albo możemy tak je ograniczyć bądź zmodyfikować, że dla ich zaspokojenia nie będzie konieczna praca w potocznym znaczeniu tego słowa. W tym wypadku praca jest więc konsekwencją naszych wyborów bądź koniecznością wynikającą z bardziej pierwotnej chęci przeżycia (która wcale nie jest tak odruchowa, jak się czasem uważa), a o jej charakterze i rozmiarze możemy w zasadzie decydować sami. Ograniczając potrzeby do minimum, a pragnienia do zera, można również ograniczyć do minimum ? albo również do zera ? pracę; można też zadecydować, że przez, powiedzmy, dziesięć lat będzie się harować jak wół, a przez następne dziesięć pławić w nieróbstwie. Wszystko to są rzeczy możliwe, pod jednym wszak warunkiem: jeśli w pełni dysponuje się zarobionymi pieniędzmi, a więc, mówiąc nieco pretensjonalnie, samemu zbiera się owoce swej pracy.

W drugim wypadku ? przymusu zewnętrznego ? sprawa wygląda inaczej. Muszę pracować dlatego, że ktoś lub coś mi tak każe. Tego rodzaju przymus może łączyć się z groźbą użycia siły (?jeśli nie będziesz pracował, to cię zabiję?) albo szantażu związanego z istotnymi dla życia kwestiami (?jeśli nie będziesz pracował, to nie damy ci jeść, nie zapewnimy ci dachu nad głową, opieki nad twymi dziećmi itd.?). Nietrudno dostrzec, że mamy tu do czynienia z sytuacją, którą tradycyjnie opisuje się mianem niewolnictwa bądź pracy przymusowej: praca nie jest skutkiem wolnego wyboru, ale staje się ceną czy gwarancją przeżycia w ogóle. Niewolnik nie ma wyboru: kto nie pracuje, ten nie tylko nie je ? ten nie żyje. A nie ma wyboru dlatego, że to nie on dysponuje zyskami ze swojej pracy ? tym, kto mu je wydziela, jest jego pan.

Trzeba wszakże podkreślić, że istotną cechą ustroju niewolniczego jest nie tylko ów zewnętrzny przymus skłaniający ludzi do pracy, ale przede wszystkim fakt, że ten, kto przymus ów stosuje, bierze na siebie utrzymanie niewolnika. Wbrew pozorom ustrój niewolniczy nie przypomina państwa kapitalistycznego, lecz państwo opiekuńcze. Niewolnik to ktoś, kogo pozbawiono możliwości utrzymania się samemu. W ten sposób ? a contrario ? każdy system polityczny, w którym ludzie zostają pozbawieni możliwości troski o siebie, a więc samodzielnego zaspokajania swych elementarnych potrzeb dzięki dochodom płynącym z pracy, można określić mianem niewolniczego w takim stopniu, w jakim owa możliwość zostaje ograniczona. Ktoś powie, że takie postawienie sprawy to przesada. Być może. Jednak dopiero dzięki przerysowaniu pewnych zjawisk ujawnia się ich prawdziwa natura.

(?)

Wyświetlony 2873 razy
Więcej w tej kategorii: « Demokracja grecko-belgijsko-polska
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.