sobota, 07 lipiec 2012 00:42

Serbia-Kosowo. Było źle, będzie gorzej

Napisane przez

Kosowo w dalszym ciągu pełni rolę protektoratu uzależnionego od pomocy unijnej i amerykańskiej, jego rozwój jest bardzo powolny, poziom życia najniższy w Europie i wyróżnia się jedynie aktywnością mafii, handlującej żywym towarem i narkotykami. Pomimo starań władz w Prisztinie, wsparciu Waszyngtonu i zachodnioeuropejskich stolic, nie jest uznawane przez większość krajów świata i aż pięć państw UE. Niedawne wybory w Serbii i zwycięstwo Tomislava Nikolicia, który będzie w większym stopniu niż dotychczasowy prezydent Boris Tadić podejmował temat przyszłości tego regionu, mogą dodatkowo skomplikować sytuację w regionie.

Władze w Prisztinie, dążące do centralizacji i unifikacji państwa, nie zważają na protesty mniejszości serbskiej z północnej części regionu (ok. 65 tys. ludzi), która nie uznaje legalności ich rządów i poprzez swoje struktury finansowane przez Belgrad żyje tak, jakby nie istniała granica serbsko-kosowska. To państwo w państwie nie pozwala o sobie zapomnieć kosowskim Albańczykom, którym od pewnego czasu coraz bardziej puszczają nerwy, co powoduje, że gotowi są użyć siły w celu wymuszenia na Serbach posłuszeństwa. Czara goryczy prisztińskich władz została przelana 14-15 lutego, gdy na dwa dni przed obchodami czwartej rocznicy niepodległości musieli znosić kolejne podważenie swoich rządów nad całym terytorium Kosowa. Zamieszkujący północną jego część Serbowie zorganizowali referendum, w którym w znakomitej większości opowiedzieli się przeciwko prawomocności prisztińskiej władzy. Wynik wyborów można było od dawna przewidzieć, tym bardziej że od jednostronnego ogłoszenia niepodległości tego regionu zarówno Serbia, jak i kosowscy Serbowie nie uznają prawomocności tej decyzji. Co ciekawe, władze w Belgradzie nie wyraziły wsparcia dla plebiscytu z obawy przed krytycznymi uwagami Brukseli i Berlina.

Do podobnych kontrowersji doszło też podczas serbskich wyborów parlamentarnych, prezydenckich i samorządowych z 6 maja. Serbowie kosowscy domagali się przeprowadzenia lokalnych wyborów, ale Belgrad nie uznał ich legalności. Taka postawa została odczytana jako kolejny dowód na to, jak bardzo serbskie władze liczyły się w tym czasie z opinią zachodnioeuropejskich ośrodków decyzyjnych, starając się unikać zaogniania konfliktu. To dzięki takiej polityce, delikatnych, acz znaczących ustępstw, udało się temu państwu osiągnąć od dawna upragniony cel. Chociaż jeszcze w grudniu decyzji o przyznaniu statusu kandydata na członka Serbii sprzeciwiał się Berlin, to ostatecznie zmienił zdanie. Decyzję tę należy odczytywać jako nagrodę dla Belgradu za porozumienie z Prisztiną w sprawie współpracy regionalnej i zarządzania wspólną granicą pod auspicjami Komisji Europejskiej. Było to także postrzegane jako udzielenie Borisowi Tadiciowi wsparcia przed majową walką o reelekcję, która, ku wielkiemu zaskoczeniu, okazała się porażką.

(?)

Wyświetlony 1856 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.