czwartek, 29 kwiecień 2010 19:03

Polsko-niemieckie obrachunki

Napisał

Rozpatrywanie różnych alternatyw politycznych, militarnych, gospodarczych i wszelkich innych szans historycznych jest mało popularne ze względu na dominującą w Polsce teorię tzw. naukowej analizy przeszłości, która zajmuje się tylko tym, co było, a wszelkie inne rozważania na ogół uważa za mało uprawnione spekulacje.

Te ?spekulacje? są jednak wielce pouczające, co doceniali przysłowiowi już starożytni Rzymianie twierdząc, że Historia magistra vitae est. Z tego punktu widzenia tekst Adama Danka ?Niemieckie obrachunki? należy ocenić bardzo pozytywnie (?Opcja na Prawo? Nr 10/2007). Wypada się zgodzić, że z naszym zachodnim sąsiadem, tak samo jak z dwoma pozostałymi, trzeba było szukać korzystnego dla nas porozumienia, ale nie za wszelką cenę. Postawioną w tym artykule tezę, że w 1939 roku niezależnie od okoliczności należało przystąpić do sojuszu z Niemcami, należy uznać za historycznie błędną, a z dzisiejszego punktu widzenia szkodliwą politycznie. Wydaje się, że obecna dyskusja na ten temat ma też swoje współczesne odniesienia w innych już realiach i okolicznościach, ale cel jest przecież stale ten sam, który sprowadza się do pytania: czy Polska ma być krajem suwerennym, czy też niemiecką kolonią?

Strategia
Polska polityka II RP usiłowała utrzymać pozycję równowagi pomiędzy zachodnim i wschodnim sąsiadem, nie angażując się po żadnej ze stron. Tak było to głoszone w oficjalnej propagandzie rządowej. W rzeczywistości Polska wybrała politykę utrzymania dobrych stosunków z Niemcami. Wystarczy przypomnieć, że pierwszą utworzoną ambasadą w wolnej Polsce, była ambasada niemiecka. Liczne wzajemne wizyty czołowych polityków obu państw, tym intensywniejsze, im bliżej było do wojny, oparte musiały być na ewentualnych korzyściach politycznych dla obu stron. Niemcy jednak w rozmowach tych posuwali się do coraz większych dla siebie nabytków kosztem Polski, która w ten sposób miała zapłacić za sojusz z Niemcami. Żądano przyłączenia do Rzeszy Gdańska i eksterytorialnej autostrady łączącej Prusy Wschodnie z Rzeszą. Można powiedzieć, że w świetle późniejszych ofiar były to żądania prawie nic nieznaczące i należało wyrazić zgodę na ich realizację. Tyle tylko, że Polska z suwerennego kraju stawałaby się wtedy niemieckim satelitą, a tego w Polsce, która po 123 latach odzyskała niepodległość, nikt nie chciał i nie mógł zaakceptować, niezależnie od wszelkich rachunków i kalkulacji.
Od początku istnienia II RP podstawowym kierunkiem obronnym był wschód. Na zachodzie nie przewidywano żadnych konfliktów, nie budowano umocnień i fortyfikacji. Tu wystarczyły dobre stosunki polsko-niemieckie. Taka była strategia. W tej sytuacji proponowane przez Studnickiego przystąpienie do Paktu Antykominternowskiego, to była zgoda na całkowitą dominację Niemiec. Z faktu tego w Polsce zdano sobie sprawę w 1938 roku, kiedy na zmianę niemieckiego sojusznika było za późno. Natychmiastowa zmiana strategii poprzez pozyskanie nowych sojuszy na Zachodzie całkowicie zawiodła. Dlatego proponowane zawarcie sojuszu polsko-niemieckiego należy uznać za całkowicie chybione, gdyż on faktycznie dotąd istniał. Jego dalsze trwanie i rozszerzenie miało na celu uczynienie z Polski państwa całkowicie zależnego od Niemiec. Na to nie było zgody. I z tego powodu wszelkie propozycje Studnickiego i zbliżonych do niego kręgów nie miały żadnych szans na ich realizację. Wobec niemieckiej polityki podporządkowania sobie Polski strategia dalszego rozwijania polsko-niemieckiego sojuszu w przeddzień drugiej wojny światowej była już wręcz niemożliwa.

 

Polska po stronie Niemiec
Załóżmy jednak, że te polityczne i strategiczne polskie opory zostały przełamane i Polska w drugiej wojnie światowej stanęła po stronie Niemiec, tak jak życzy sobie autor tekstu. Oczywiście, że losy tej wojny potoczyłyby się wtedy całkiem inaczej. Czy jednak do końca inaczej? Być może, że padłaby Moskwa i Londyn, zostałby zdobyty Stalingrad. Na wszystkich frontach Niemcy walczyliby ?do ostatniego Polaka?. Być może Gestapo byłoby bardziej dyskretne. Pokonanie jednak USA nie wchodziło w rachubę. Bomba atomowa, być może, zostałaby zrzucona na Berlin, a może nawet i na Warszawę. Wojna przedłużyłaby się o kilka lat. Powojenny dyktat mocarstw nie oszczędziłby naszego kraju pod żadnym względem. Bez Kresów Wschodnich, Pomorza i Śląska, Polska nie byłaby większa do Królestwa Kongresowego lub Księstwa Warszawskiego. Jej współczesne znaczenie, przy całym szacunku do małych państw europejskich, mogło osiągnąć najwyżej rolę Belgii, Holandii, a może nawet tylko Luksemburga czy też Czech i Słowacji, oczywiście na dużo niższym poziomie gospodarczym. Ile byłoby milionów zabitych polskich żołnierzy na wszystkich frontach, trudno zgadnąć, ale zapewne nie mniej niż podczas naszego sojuszu z aliantami. Obozy koncentracyjne i tak by budowano w Polsce dla opornych wobec niemieckiej polityki, bo budowano je również na terenie Niemiec. Ważnym elementem w tej wojnie było morale w Polsce, na ogół takie samo prostego żołnierza, jak i generała. Tego moralnego zjednoczenia narodu w walce z najeźdźcą na pewno by zabrakło. Moralne rozdarcie zaowocowałoby zapewne bratobójczymi walkami partyzanckim, a nawet regularnych oddziałów wojskowych, bo niecałe Wojsko Polskie poddałoby się niemieckiemu dyktatowi. Nastąpiłaby całkowita eksterminacja ludności żydowskiej. Politycznie i faktycznie Polska musiałaby w tym uczestniczyć. W takim wypadku, kto wie czy po dzień dzisiejszy nie bylibyśmy nadal sowiecką kolonią, niezdolną do samodzielnych ruchów wyzwoleńczych, obarczeni odium hańby i zbrodni. To prawda, że być może, Niemcy by nas od Rosjan mogli wykupić za grube miliony marek i dolarów. Język niemiecki i niemiecka kultura byłyby w Polsce czymś naturalnym i powszechnym. Czy jednak bylibyśmy Polakami? Czy mimo tych wielkich ofiar, poniesionych w czasie tej wojny, poczucie walki po stronie honoru i prawdy nie jest naszym kapitałem narodowym, umożliwiającym nam trwanie również w zjednoczonej Europie? Czy efektem końcowym nie byłby los Łużyczan, którzy dziś z wielkim trudem mogą zachować resztki swojej kulturowej tożsamości? Czy nawet po zwycięskiej dla Niemców wojnie bylibyśmy w stanie oprzeć się niemieckiej presji na tworzenie jednego wielkiego narodu niemieckiego, formalnie tylko tolerującego swoje mniejszości narodowe?

 

Rachunek strat i zysków
Pozostawiając na boku wszelkie uprzedzenia do naszego zachodniego sąsiada, zimny rachunek zysków i strat wskazuje, że wybór nasz w czasie drugiej wojny światowej był prawidłowy. Cena była straszliwa. Nie ma jednak żadnej pewności, czy cena za wojenny sojusz z Niemcami nie byłaby równie wielka. Straty polityczne i terytorialne, jakie poniosłaby w tym wypadku Polska, są niewyobrażalne. Pozostalibyśmy małym europejskim krajem satelitarnym względem ZSRR lub po korektach i umowach polityczno-handlowych rolę tę wobec nas przejęliby Niemcy. Wszystko to jest mało budujące i mało atrakcyjne. Być może, ideologia konsumpcji zabiłaby w nas poczucie winy i odpowiedzialności za to, co stało się w czasie tej okropnej wojny, ale jednocześnie w wyniku tego procesu bylibyśmy dziś już tylko Europejczykami. Polska w wyniku drugiej wojny światowej zdradzona przez swoich sojuszników, za których przelewała krew, dzisiaj jest jednak samodzielnym podmiotem politycznym, do czego w wojennym sojuszu z Niemcami nigdy by nie doszło.

 

Szanse
Nieodpowiedzialny upust polskiej krwi w czasie drugiej wojny światowej, a nawet potem, o czym słusznie pisze Adam Danek, dla nas współczesnych winien być lekcją polityki, zawierania międzynarodowych sojuszy oraz wyznaczania taktycznych i strategicznych celów naszego państwa. Niezależnie od ocen i przebiegu niekorzystnych dla nas decyzji w wyniku drugiej wojny światowej, Polska może dziś kontynuować niezależną politykę wobec obu sąsiednich mocarstw. Może też szukać oparcia w USA, Wielkiej Brytanii i innych krajach. Mając to oparcie, może szukać równoprawnego, a nie satelitarnego z nimi porozumienia. Wszystko to jest niezwykle trudne i wymaga też od naszych służb dyplomatycznych niezwykłych kwalifikacji, aby cele te osiągnąć. Są one po raz pierwszy od wielu stuleci w realnym zasięgu naszych możliwości. Czy je wykorzystamy? Czy w wewnętrznych naszych sporach politycznych wezmą też udział nasi sąsiedzi? Tym razem zależy to tylko od nas samych. Samodzielność, suwerenność i niepodległość to końcowe rezultaty naszej na pewno nie zawsze najlepszej polityki podczas drugiej wojny światowej, ale w ostatecznym rachunku wynik tej wojny jest dla nas pozytywny. Ten pozytywny wynik dopiero po 1989 roku Polska może wykorzystać w swojej polityce międzynarodowej w sposób przynoszący nam trwałą i mocną pozycję w Europie i na świecie. Wykorzystanie tej szansy zależy również od wyników dyskusji nad naszą przeszłością, nad jej rzeczową oceną, która winna pomóc nam w prowadzeniu współczesnej polityki międzynarodowej.

 

Adam Maksymowicz
Wyświetlony 4472 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.