Wydrukuj tę stronę
piątek, 12 listopad 2010 14:46

Dekadencja

Napisane przez

Powoli dobiegają kresu rządy socjal-demokracyj. W ostatniej ankiecie "Wirtualnej Polski" (6000 odpowiedzi) 38% opowiedziało się za systemem prezydenckim, 27% za dyktaturą, 19% za monarchią, a tylko 16% za d***kracją parlamentarno-gabinetową; czyli za tym g***em, w którym żyjemy. Sądzić należy, że tak niskie poparcie dla monarchii bierze się stąd, że (1) ludzie w ogóle nie wyobrażają sobie, że można by ją wprowadzić; (2) ludzie mają o niej zupełnie mylne wyobrażenie; (3) nie mamy tradycji monarchicznych: od upadku dynastii Piastów Polacy żyli w rzeczpospolitej szlacheckiej, a "król" był tylko czymś w rodzaju I sekretarza KPZS – też w zasadzie obieranego dożywotnio, a w Korei nawet dziedzicznego; za czasów zaborów zaś Cesarze niekoniecznie dobrze się kojarzyli: poza Aleksandrem II (w Rosji: Aleksandrem I!) carowie ulegali nacjonalistycznym koteriom na Kremlu, niemieccy dbali o praworządność, ale zwalczali polskość, a austriaccy pozwalali na kultywowanie tradycyj narodowych, ale rozbudowywali przerażającą biurokrację (z którego to powodu śp. Franciszek Józef jest do dziś kochany przez galicyjską inteligencję: były POSADY!!).

Demokracja jest systemem, który mógł przyśnić się każdemu ? ale być zrealizowany tylko przez chorego umysłowo. Dwóch meneli ma w nim bowiem więcej do powiedzenia, niż kulturalny człowiek, który potrafi z niczego wyczarować zyskowną firmę! By upewnić się, że ten człowiek nie wywrze na nich wpływu, demokraci domagają się, by wybory były tajne: ci menele mogą więc powiedzieć mu, że głosowali na prawo ? a w rzeczywistości wrzucić do urny głos na Czerwonych...
Co więcej: tych dwóch meneli ma więcej do powiedzenia, niż facet, który by w pojedynkę i gołymi rękami rozgonił setkę tych meneli! Nie liczy się siła, umiejętności, wiedza, inteligencja, zasługi, wierność, odwaga ? liczy się tylko LICZBA. Skutki widzimy.
Popatrzmy na sztandarowy kraj demokracji, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Demokraci lubią wskazywać na nie jako na sukces idei demokratycznych...
W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. W okresie największego rozkwitu USA w ogóle nie były krajem demokratycznym ? w dzisiejszym sensie. Z całą zaś pewnością ludzie nie uciekali do USA dlatego, że była tam demokracja i mogli sobie pogłosować! By głosować, trzeba było zdać egzamin z angielszczyzny, egzamin z Konstytucji USA, zapłacić podatek wyborczy ($2 ? za dolara można było wtedy zjeść obiad z całą rodziną!!) ? i jeszcze w większości stanów mieszkać w nich przez pewien czas ? od pół roku do dwóch lat. Prawa głosu nie miały też kobiety, chorzy umysłowo, kryminaliści ani dzieci do 23. roku życia. Imigranci często przez dwa pokolenia nie brali udziału w wyborach! Natomiast mieszkańcy (nie tylko obywatele!!) USA mieli za to zagwarantowane przez Konstytucję rozmaite, nieznane w Starym Świecie, wolności: przede wszystkim swobodę podróżowania, handlu i działalności gospodarczej. Oraz bardzo niskie podatki (do 1913 roku w ogóle nie istniał podatek dochodowy!!). To właśnie ten liberalizm gospodarczy przyciągał tłumy imigrantów.
Oraz konserwatyzm prawny. Mieszkaniec USA był pod ochroną Prawa, które było dość jasne i proste. Na straży prawa stał Sąd Najwyższy, który odrzucał próby Większości naginania prawa do swojej woli. I to był drugi fundament.

(?)
Janusz Korwin-Mikke
Wyświetlony 5844 razy
Janusz Korwin-Mikke

Najnowsze od Janusz Korwin-Mikke

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.