piątek, 12 listopad 2010 14:55

Kazachstan - wizyta po roku

Napisane przez

Minął rok od mojego ostatniego pobytu w Kazachstanie. Tęskno mi było za tym krajem. Tak wspaniałych i gościnnych ludzi rzadko spotyka się na świecie.

Na podróż wybrałem inną trasę niż poprzednim razem. Poleciałem przez Frankfurt. Cena biletu 3400 zł, ale uniknąłem w ten sposób długiego postoju w Moskwie. Po sześciu godzinach lotu wylądowałem w Ałmacie. Była godzina 23 czasu miejscowego, czyli 18 czasu europejskiego. W samolocie leciał ze mną polski ambasador. Przyznam, że mile mnie zaskoczył. Ogólnie nigdy nie miałem dobrego zdania o polskich służbach dyplomatycznych. Wynikało to z doświadczeń moich, jak i moich przyjaciół. W tym przypadku miałem do czynienia z bardzo sympatycznym gentlemanem, który wiedział, co mówi. Natychmiast zadeklarował swą pomoc w każdej trudnej sytuacji. Otrzymałem też zaproszenie do ambasady. Widać było, że jest to człowiek normalny i niewywyższający się, a ambasada jest otwarta o każdej porze dla wszystkich gości z Polski i traktuje się ich poważnie. Potwierdziło to też opinię mojego znajomego z Austrii, który miał kontakt z naszą placówką.
Późna pora nie przeszkodziła mi rzucić się w wir nocnego życia Ałmaty. Tego mi brakowało przez rok. Uśmiechnięci ludzie, pełne lokale i te szaszłyki! Z moimi kazachskimi przyjaciółmi nie możemy nacieszyć się ponownym spotkaniem. Pytali mnie, czy nie miałem kłopotów z wizą. Tym razem wszystko poszło łatwo. Konsulat Kazachstanu obsłużył mnie wzorowo i praktycznie od ręki otrzymałem wizę. W konsulacie spotkałem szefów kilku firm transportowych, co mnie ucieszyło ? zaczynamy współpracę! Każda polska firma, która pójdzie w tym kierunku, zawsze zyska moje uznanie. Jest to jedyny kierunek ucieczki firm przed systemem, który je tu zabija.
Rano pojechałem do zaprzyjaźnionej kazachsko-polskiej firmy. Praca wre. W toku są duże inwestycje budowlane. Widziałem koncepcje architektoniczne. To ma sens. U nas stawia się budynki, a mieszkania latami czekają na nabywców. Tutaj, dzięki dobrej pracy banków hipotecznych, mieszkania sprzedaje się na pniu. Cena jednego metra waha się od 1000 do 2000 USD. Przy tańszej sile roboczej jest to niezły interes. Sam proces inwestycyjny jest prosty. Podstawą jest kupno gruntu. Partner miejscowy może też wnieść grunt jako udział. Można budować z własnych środków, z kredytu, jak również można ubezpieczyć przedsięwzięcie. Tak tu buduje się wszystko. Nawet drogi. Obecnie bardzo dobrze rozwija się strefa nadkaspijska, jak i nowa stolica Astana. Mieszkania i domki tam budowane idą jak woda. Bardzo dobrymi inwestycjami są hotele. W miejscach wydobycia ropy, np. Atyrau, na wolny pokój czeka się do dwóch lat, po prostu zagraniczne firmy wynajęły wszystko.
Chcę zobaczyć, jak przez rok zmieniła się Ałmata. Jeździmy po nowych dzielnicach. To jest po prostu szok. Wierzyć się nie chce. Zbudowano setki nowych domów i buduje się dalej. Przybyło także sklepów, hipermarketów i pubów. Są już chyba wszystkie od Dublin Pub po German Pub. Polskiego, niestety, nie ma. A to jest przecież świetny interes. W ogóle tradycyjne restauracje z zadaszonymi ogrodami na zewnątrz prowadzą głównie Turcy. Tam też są najlepsze szaszłyki. Wieczorem poszliśmy do pierwszej z brzegu i okazało się, że na szaszłyk musimy czekać 40 minut. Gdy zapytaliśmy dlaczego, kelnerka odpowiedziała: ? Panowie, u nas jest sto stołów i wszystkie zajęte! To ostatnie zdanie polecam naszym gastronomom, którzy zamykają restauracje.
Inwestowanie na terenie Kazachstanu jest opłacalne w każdej dziedzinie i nie tak skomplikowane dla obcokrajowców jak u nas. Jeden z moich znajomych zaryzykował i w Uralsku rozpoczyna produkcję plastikowych okien. Wszystkie formalności, łącznie z wynajmem biur i powierzchni produkcyjnych, zajęły mu pięć dni...
Pogoda tym razem mnie nie rozpieszcza. Raz upał, raz ulewy. Znajomy zaprasza mnie w góry. Odwiedzamy jego syna, który przebywa na obozie pionierskim. Jedziemy kilometrami serpentyn. Widoki przepiękne. Obóz mogę pooglądać z daleka. Rodziców się nie wpuszcza. Może to i lepiej. Niech się młodzież uczy samodzielności. Na bramie przekazujemy dwie duże pizze (takie było zamówienie) i wracamy. Jest to niejedyny obóz w okolicy. Niedaleko na podobnym przebywają dzieci z biednych rodzin. Pieniądze na ich pobyt przekazało miasto Ałmata. Warunki ich pobytu z pewnością nie są tak dobre jak na obozie prywatnym, ale u nas i na takie zgodziłoby się wiele dzieci z zadymionych miast.
Zawsze jest taki dylemat: co lepsze? Czy rozdawać pieniądze, ratując pozycję polityczną (oczywiście, rabując innych i gospodarkę), czy tłoczyć środki w infrastrukturę kraju, dając przy okazji pracę i możliwość rozwoju. Wydaje mi się, że w Kazachstanie jest to wyważone. Oglądałem program w telewizji na temat socjalistycznego (czyli darmowego) wypoczynku młodzieży na koloniach. Dziennikarz krytykował jego poziom, że nie ma basenu, stołu do tenisa itd. Porównywał do prywatnego. Niestety, jest to świadomość występująca i u nas. Lepiej przecież inwestować w kraj, aby ojciec biednego dziecka dostał pracę i opłacił obóz prywatny, niż rozdawać kasę, a poza tym darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
Wracamy. Mam spotkanie z biznesmenem z Atyrau. Prowadzi on firmę budowlaną i w formie wkładu w przedsięwzięcie proponuje 2,5 ha ziemi pod budowę czterdziestu domów jednorodzinnych. Rozmowa jest bardzo rzeczowa i konkretna. Większe przedsięwzięcia można rozliczać etapowo, np. zapłata co cztery domy. Dzwonię do znajomego developera w Polsce. Chyba temat ruszy. Tu trzeba działać bardzo szybko. Na podobne oferty czekają także firmy miejscowe. My po prostu mamy niżej oprocentowane kredyty, czym możemy być lepsi.
Wracam do domu. Po drodze znowu podziwiam Ałmatę. Takiej ilości mercedesów, audi, lexusów nigdzie nie widziałem. Stare łady czy moskwicze powoli już znikają. Rozmawiam z przyjacielem, czy nie lepiej, aby biznesmeni lokowali środki w inwestycje. Odpowiedział mi krótko: taka jest Azja. Musisz mieć dobre ciuchy, zegarek, samochód, a wtedy wszyscy będą cię traktowali poważnie. Lepiej zadawać się z człowiekiem, któremu się powiodło, niż z nieudacznikiem. Dzień następny. Dopada mnie pech. Dostałem zapalenia oczu. Jedziemy do polikliniki. Mam okazję (przykrą) zapoznania się z miejscową służbą zdrowia. Poliklinika położona jest na gigantycznym terenie parkowym. Zadzwoniliśmy wcześniej. Okulistka już czeka. Przechodzimy przez kilka budynków. Wszędzie sterylnie czysto i bardzo nowocześnie. Diagnoza, niestety, nieciekawa: czeka mnie długotrwałe leczenie. Dostaję recepty. Zorganizowano mi także pielęgniarkę, która kilka razy dziennie będzie mnie odwiedzać. Wykupiłem leki i jak się okazało później ich ceny są wielokrotnie niższe niż w Polsce. Np. tam za krople płaciłem 2 zł, a później za takie same w Polsce około 20 zł. Może ktoś z ministerstwa zdrowia mi to wytłumaczy. Gdzie podziewa się te 18 zł? Podejrzewam, że dzieli się tym producent z twórcami list. Głęboko gdzieś mam dopłaty i refundacje. Tylko wolny rynek może to uzdrowić. Mam więcej czasu. Dzięki temu dużo lepiej mogę poznać życie normalnych ludzi i Kazachstanu. Moja pielęgniarka jest kopalnią wiedzy na ten temat. Jest ciągle uśmiechnięta. Tym się chyba bardzo różni od polskich pielęgniarek. Wyobraźcie sobie, drodzy Czytelnicy, że ona z jednej pielęgniarskiej pensji i fartuchowego utrzymuje sama dwie córki, z których jedna studiuje, a druga jest w szkole średniej, oraz matkę. Może lepiej niech polskie pielęgniarki tego nie czytają. O władzy też wyraża się z dużym szacunkiem...
Na konsultacje idziemy do zwykłej przychodni. I tu znowu się wkurzam. Czysto, kolorowo, lekarze noszą wysokie czapy. Nie brakuje żadnych kafelków w toaletach, po prostu wzorowo. Zastanawiam się, czy nie podrzeć biletu powrotnego. Leczenie przebiega dobrze. W Polsce okazało się, że metodzie leczenia przyjętej przez kazachskich lekarzy zawdzięczam brak komplikacji po wyleczeniu. Nie mam żadnych blizn na oczach itd., co jest rzadkością u nas. Moja okulistka powiedziała mi, że musi się nad tą metodą zastanowić.
W Polsce referendum unijne, tu telewizja w korespondencjach z Polski pokazuje także przeciwników wejścia do unii. Komentarze dziennikarzy są jednoznaczne: jest to ogromne ryzyko pod względem gospodarczym. Normalni ludzie dziwią się, że tak dzielnie wywalczoną niepodległość tak szybko rozmieniamy na drobne i pytają: czemu odwróciliście się od wschodu? Co im mam odpowiedzieć? Że na wschodzie nie czeka ileś tam tysięcy stołków? Że kapitalizm wschodu (jakikolwiek by on był) nie idzie w parze z łączeniem się międzynarodówki socjalistycznej?
W Kazachstanie wiadomość dnia: premier Imangali Tasmagambietow podał się do dymisji. Związane to było z nową ustawą o obrocie ziemią. Odbyło się to z dużym spokojem i bez zbędnych sensacji. Jak zauważyłem, odchodzący premier cieszył się dużym uznaniem u obywateli Kazachstanu. Moim zdaniem o tym człowieku, który położył ogromne zasługi w rozwój południowego Kazachstanu, jeszcze nie raz usłyszymy i to w pozytywnym znaczeniu. Tam wybitnych ludzi się nie marnuje, niezależnie od prezentowanej przez nich opcji.
Odwiedzam polsko-kazachską fabrykę rur w Ałmacie. Obie strony są zadowolone ze współpracy. Sprzedaż idzie w tysiące kilometrów. Właściciel nie zdradza mi wysokości obrotów, ale z własnych źródeł wiem, że są to miliony. Szanowni polscy biznesmeni, jak widzicie, można na wschodzie osiągać sukcesy, wiąże się to tylko z odważną decyzją i nieprawdą jest, że tam rządzi mafia (mówię tu o Kazachstanie).
Klimat dla inwestorów zagranicznych jest bardzo sprzyjający. Obecnie tworzona jest nowa ustawa dotycząca sprzętu i urządzeń wprowadzanych czasowo na terytorium kraju w celu wykonania usług lub inwestycji. Według ustawy, ma to być zwolnione z opłat i zbędnych biurokratycznych procedur.
Czytam przygotowaną przez naszego prawnika listę największych inwestycji na następne lata. Wydaje mi się, że setki polskich firm mają szansę znaleźć dla siebie pracę, jako wykonawcy lub podwykonawcy. Wszystkich zainteresowanych pracą lub inwestycjami na terenie Kazachstanu zapraszam. Zapytania lub oferty proszę kierować pod adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub do redakcji "Opcji".
Czasu jest mało. Widać już wyścig firm koreańskich, amerykańskich czy rosyjskich. My historycznie mamy lepsze relacje i wykorzystajmy to.

(?)
Wyświetlony 4718 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.