wtorek, 09 lipiec 2013 15:59

Koniec Euro

Napisane przez

Dla banków emisyjnych istnieje granica, której nie wolno im przekraczać, jeśli chcą pozostać wierne swojej misji stania na straży stabilności waluty. Nie wolno im ?drukować? pieniędzy. Co oznacza tyle: wolno im wprawdzie na niedługi termin przyjmować obligacje państwowe, jako kaucję, zabezpieczenie przyznanych bankom kredytów, ale nie wolno im na własna rękę ich skupować.

Jak Europejski Bank Centralny nauczył się drukować pieniądze

Już w przededniu hiperinflacji w 1923 roku Reichsbank w coraz większych ilościach kupował obligacje wypuszczone przez rząd w Berlinie. Tego typu metoda finansowania deficytu jest rzeczywiście kusząca i niemal genialna. Państwo zadłuża się w banku emisyjnym, a ponieważ bank emisyjny jest instytucją państwową, państwo, by tak rzec, zadłuża się u samego siebie. Jest jednocześnie dłużnikiem i wierzycielem. Nie powiększa długu zewnętrznego, tworzącego zależność od zagranicy, lecz wewnętrzny, który co do zasady można zaciągać przez długi czas. Rząd płaci odsetki bankowi emisyjnemu, ten wypracowuje odpowiednie zyski i ostatecznie przekazuje je rządowi. Mechanizm funkcjonuje tak długo, aż inflacja (nadmierna podaż pieniądza) nie obejmie cen konsumpcyjnych i opinia publiczna nie przejrzy oszustwa. Na końcu tego procesu pieniądz powraca do swojej immanentnej wartości, czyli do ceny papieru, albo bawełny, z której fabrykuje się euro. Od tego punktu jesteśmy jeszcze daleko, ale pierwszy krok został uczyniony. Do pionierów należą oba anglosaskie banki emisyjne, Rezerwa Federalna (Fed) i Bank Anglii, które zaczęły bezpośrednio skupować obligacje rządowe. 10 maja 2010 roku tę fatalną praktykę przejął od nich Europejski Bank Centralny. Według informacji pochodzących od inwestorów działających na rynku walutowym EBC już w ten poniedziałek, ledwie kilka godzin po konferencji ministrów finansów w Brukseli, kupował na rynku kapitałowym obligacje greckie, portugalskie, hiszpańskie i włoskie. Ich kursy zwyżkowały, natomiast kursy obligacji niemieckich spadły. Jest to całkowicie zrozumiałe, ponieważ jeśli niemieckie gwarancje dla obligacji tych krajów były udzielone na serio, to ? teoretycznie rzecz biorąc ? nie były one wiele mniej warte niż niemieckie i ryzyko związane z ich zakupem nie mogło być znacznie wyższe. Tak funkcjonuje ?konwergencja? w unii monetarnej przeobrażającej się w europejską unię długów. Wyższe odsetki, które Niemcy będą musieli w przyszłości płacić, trzeba będzie dodatkowo doliczyć do rachunku.

Pytanie, jak daleko chce się posunąć EBC? Bank Anglii kupił obligacje rządowe za 200 miliardów funtów, czyli 25 procent z zaległych, które są do wykupienia. Realizowany przez amerykański bank emisyjny i przerwany w 2010 roku program zakupu obligacji prezentował się nieco skromniej. Fed wydrukował pieniądze wartości 300 miliardów dolarów tzn. wykupił 5 procent znajdujących się w obiegu papierów skarbowych.

Monetyzacja państwowych długów w krajach strefy euro, oznaczająca pomieszanie polityki pieniężnej i fiskalnej ? skandaliczne novum ? była częścią dealu z 10 maja. Nikomu nie przeszkadzało, że traktat z Maastricht, który właśnie tego zabraniał, ponownie został złamany. ?Jesteśmy w pełni niezależni? ? ogłosił 10 maja bezsilny Trichet podczas wizyty w Bazylei w banku banków emisyjnych, czyli Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Nikt już tego nie brał poważnie. Jeszcze nigdy szef banku emisyjnego ? kierując się politycznym oportunizmem ? nie zrobił w tak krótkim czasie tak radykalnej wolty, nie zdradził tak szybko fundamentalnych zasad swojej instytucji. Jeszcze w marcu 2010 roku na comiesięcznym posiedzeniu EBC poświęconemu kwestiom polityki pieniężnej, Trichet sprzeciwiał się bilateralnej pomocy finansowej dla poszczególnych krajów strefy euro. Kto nie wypełnia kryteriów stabilności, tego rynki karzą ? takie było jego przesłanie. W tym samym miesiącu Trichet określił kredyty MFW dla Aten, jako ?niepożądane?. Ale z posiedzenia kwietniowego do przedstawicieli mediów wyszedł zupełnie inny Trichet. Ni stad, ni zowąd nazwał unię monetarną ? dopasowując się do politycznego żargonu ? ?wspólnotą losu?, która ma zastąpić nieaktualną już koncepcję unii monetarnej jako ?wspólnoty stabilności?.

Reputacja euro legła w gruzach. Nie można już reklamować euro jako solidnej alternatywy dla dolara, jako kontynuacji marki niemieckiej innymi środkami, jako ?stabilnej waluty?, której stabilności pilnuje niezależny bank emisyjny.

(...)

Wyświetlony 2533 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.