poniedziałek, 03 maj 2010 14:25

Socjalizm zwycięży!

Napisał

Niektórzy twierdzą, że nie mamy na nic wpływu. Ani w skali globalnej, ani w lokalnej. Niezależnie od tego, jak dużo energooszczędnych żarówek wkręcimy, klimat i tak się ociepli, a Ziemię prędzej czy później trafi szlag. Możemy zacieśniać nasze więzy przyjaźni międzynarodowych, znosić kolejne granice, wydać wojnę stereotypom i uprzedzeniom, walczyć z nietolerancją i dyskryminacją, aby wszyscy stali się sobie bliscy jak bracia, a wszechświat i tak się będzie rozszerzał, wskutek czego mimo duchowej bliskości ostatecznie będziemy od siebie oddaleni o tysiące kilometrów. Możemy też dbać o siebie, podnosić własne kwalifikacje, doskonalić umiejętności, poznawać języki i kraje, być bardziej afirmatywni i progresywni, nowocześni i docześni, pojętni i majętni, a koniec końców i tak wszyscy pomrzemy. Gruda ziemi na twarz i koniec na wieki - jak mawiał poczciwy Pascal.

 

Nasze losy są więc, przynajmniej w ogólnych zarysach, z góry określone, a wiara w to, że uda nam się zmienić te odgórnie ustalone plany, jest jedynie rodzajem narkotyku uśmierzającego ból wywołany świadomością, że nie mamy na nic wpływu. Św. Augustyn pisał, że niezależnie od tego, co człowiek będzie robił, Bóg już dawno zdecydował, czy zostanie on zbawiony, czy potępiony. Dobre i złe uczynki nie odgrywają tu żadnej roli. Człowiek może się nie wiadomo jak starać, a i tak, jeśli jest mu to pisane, wyląduje tam, gdzie tylko płacz i zgrzytanie zębami. Pozostaje usiąść i czekać.

Oprócz takich pewników, jak to, że Ziemia ostatecznie usmaży się w płomieniach konającego słońca i przynajmniej połowa z nas wyląduje w piekle, są jeszcze pewniki innego rodzaju, których nieuchronność dopiero powoli zaczynamy pojmować. Pewne jest, na przykład, to, że ludzie będą zawsze niezadowoleni z życia, jakie prowadzą, w związku z czym stale będą kombinować, jak uczynić swoją smutną egzystencję znośniejszą. Ma to swoje dobre i złe strony, zależnie od tego, jak na to spojrzymy. Na przykład banki i karty kredytowe z jednej strony ułatwiają życie, wygodniej bowiem nosić ze sobą kawałek plastiku niż lnianą sakiewkę wypełnioną monetami, łatwiej założyć lokatę przez Internet, niż zakopywać w ogródku skrzynię z talarami. Z drugiej jednak strony, posiadanie sakiewki i skrzyni nie pociągało za sobą żadnych dodatkowych opłat, pieniądze zaś miały wówczas przyjemnie materialny i namacalny kształt, można było obracać je w dłoni bądź, dosłownie, obsypać się złotem. Teraz zaś, nie dość że musimy ponosić rozmaite koszty i wystawać w kolejce do okienek, to śledząc transakcje na papierze bądź ekranie monitora nawet nie jesteśmy w stanie fizycznie poczuć swojego bogactwa, a uczucie to przecież było jednym z niewielu, które człowiekowi pozwalało na chwile prawdziwej radości na tym padole łez. Albo weźmy pod uwagę postęp w dziedzinie edukacji czy medycyny. Zamiast prywatnych nauczycieli dla elity i przykościelnych szkółek dla wyróżniającej się hołoty, mamy powszechne szkoły, w których elita miesza się z hołotą, mamy egzaminy, które każdy zdaje bez względu na wiedzę, i wyższe studia, na które każdy się dostaje ze względu na chęci. Nauczyciele, co prawda, już nie biją dzieci linijką po piętach, nie każą klęczeć na grochu i traktują wszystkich równo i sprawiedliwie, jednak prowadzi to jedynie do równo i sprawiedliwie rozdzielonej głupoty, z której każdy jest dumny i zadowolony. A najsmutniejsze jest to, że nie mamy na nic wpływu: choć szkoły utrzymywane są z naszych podatków, to jednak znajdują się pod kuratelą państwa, nam zaś za nieposyłanie do nich dziecka grozi wysoka kara, choćbyśmy znaleźli mu guwernanta na miarę Leibniza. Podobnie jest z opieką zdrowotną: niby skończyło się znachorstwo, zmniejszyła śmiertelność dzieci i kobiet w ciąży, ale równocześnie straciliśmy możliwość wyboru. O ile kiedyś płaciło się medykowi tylko wówczas, gdy człek było chory, grabarzowi zaś wtedy, kiedy zmarł, dziś lekarzom płacimy stale i choćbyśmy nigdy nie chorowali, część naszych dochodów co miesiąc zostaje nam odebrana i posłana gdzieś tam, hen daleko, gdzie ?sprawiedliwie? je podzielą. Uzasadnia się to tym, że być może, kiedy w końcu zachorujemy, wówczas będziemy mieli prawo leczyć się ?za darmo?. Oczywiście, twierdzenie to jest równie idiotyczne, jak przekonywanie nas, że co miesiąc musimy oddawać część pensji grabarzom, bo kiedyś zapewne umrzemy i wówczas zakopią nas za friko.
Jak widać, człowiek stara się sobie dogodzić i polepszyć warunki życiowe, tylko jakoś tak wciąż się dzieje, że choć pod pewnymi względami jest mu lepiej, to pod innymi jest znacznie gorzej. Postęp ma swoją cenę i jeśli się tego postępu chce, trzeba ją zapłacić. A że większość jest bardziej postępowa niż konserwatywna (każdy chętnie by zamienił trabanta na BMW, ale któż by chciał zamienić swojego audi A8 na dorożkę?), w takim razie wygląda na to, że trzeba ją będzie płacić aż do końca świata i będzie ona rosnąć wraz z postępem. A ceną tą jest stopniowa utrata indywidualnej wolności i powolne, ale globalne, zwycięstwo socjalizmu.
Klasycy materializmu dialektycznego uważali, że socjalizm zwycięży w sposób rewolucyjny, a potem ewolucyjnie przekształci się w komunizm. Otóż pod tym względem ? jak zresztą pod niemal wszystkimi innymi ? grubo się mylili. Tam, gdzie doszło do rewolucji ? w Rosji, Chinach, w Korei, na Kubie, w krajach Ameryki Łacińskiej i Afryki ? zamiast socjalizmu mieliśmy feudalizm, który ewoluował albo w stronę totalnego zamordyzmu, albo systemu oligarchicznego, w którym władzę, w wyniku awansu społecznego, dzierżyły pastuchy bądź ich potomstwo. Rewolucja to bajka dla rozpieszczonych mieszczańskich dzieciaków, nie mających co robić z czasem i pieniędzmi rodziców, ewentualnie świecka religia dla inteligentów drugiego sortu, którzy wierzą, jak niejaki Kroński, że dzięki bagnetom i kałachom będą mogli w końcu dzierżyć rząd dusz i zmuszać ludzi do czytania swoich wypocin. Jednych i drugich generalnie nie warto traktować poważnie, choć trzeba pamiętać, że w sytuacjach skrajnych jedni i drudzy mogą być niebezpieczni: ostatecznie taka właśnie postępowa młodzież, chowana w Hitlerjugend czy Komsomole, stanowiła potem zaplecze wszechwładnej Partii, a rozmaici zakompleksieni inteligenci z uciechą wyżywali się, realizując rewolucję kulturalną i skazując, co popadnie ? i kogo popadanie ? na śmietnik historii. Jednak dziś rewolucje wybuchają z rzadka, a na sytym i swawolnym Zachodzie są w stanie co najwyżej przybrać kształt błazenady czy reality-show ? wystarczy spojrzeć na francuski maj ?68 czy na obecne pikniki antyglobalistów. Dla prawdziwych rewolucjonistów, w rodzaju Żelaznego Felka czy Soso, byłby to jedynie bunt pajaców.
Jednak to, że socjalizm nie zwycięża w sposób rewolucyjny, nie znaczy, że w ogóle nie zwycięża. Niestety, tutaj dobrych wieści nie ma, gdyż w tym jednym wypadku akurat marksiści, leniniści i fourieryści mieli rację: socjalizm zwycięży, prędzej czy później. I wydaje się to równie nieuchronne jak fakt, że energia Słońca kiedyś się wyczerpie. O ile człowiek będzie pragnął postępu, a będzie go pragnął, gdyż kieruje nim instynktowna wiara w to, że jutro będzie lepiej (ci, którzy twierdzą, że lepiej już było, stanowią mniejszość), o tyle będzie wzmacniał, świadomie bądź nie, budowanie na Ziemi socjalistycznego raju. Na świecie nie ma sprawiedliwości: równość i bezpieczeństwo rosną w odwrotnie proporcjonalny sposób do wolności. Jeśli chcemy gwarancji i opieki, musimy się komuś pod tę opiekę oddać, a więc zrzec się części swoich praw i swobód. Innej drogi nie ma. Tak właśnie funkcjonuje mafia, proponując pewnym ludziom ?opiekę?: będziemy pilnować, aby twojej firmie, twojej restauracji, twojej rodzinie nic złego się nie stało, ale to ? jak sam rozumiesz ? musi kosztować. Bez opieki człowiek zginie.

 

(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 3176 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.