poniedziałek, 03 maj 2010 14:27

Refleksja nad zmieniającymi się obyczajami

Napisane przez

Tytuł "Kadet Winslow" zapamiętałem z wczesnej młodości, kiedy jako zapalony, tuż-powojenny kinoman zaliczałem wszystkie zachodnie filmy, a było wtedy co oglądać! Brytyjski dramat klasyka tamtej kinematografii, Anthony Asquitha (który wcześniej przeniósł na ekran Pigmalion G.B. Shawa) wywarł wtedy na mnie ogromne wrażenie. Była to historia oparta na głośnej, autentycznej sprawie sadowej z przełomu tamtego stulecia, której bohaterem stał się raczej nieśmiały nastolatek z porządnego domu, fałszywie oskarżony w szkole oficerskiej o sfałszowanie podpisu kolegi i pobranie jego czeku symbolicznej zresztą wartości. Rodzina Winslowa, zdając sobie sprawę ze skutków takiego fatalnego zdarzenia dla reputacji ich nazwiska, nie tylko dalszej kariery chłopca, podejmowała wszelkie dostępne jej starania o sądowe rozpatrzenie sprawy i wierzyła niezłomnie w niewinność tytułowego kadeta Winslowa.

 

Chyba właśnie sytuacja ?Dawida i Goliata?, dziecka i niepodważalnego w swoich arbitralnych decyzjach systemu, który nie chciał oskarżonemu dać nawet sposobności obrony, poruszył mnie wtedy do głębi. Poczciwa, wiktoriańska Anglia! Sam zaczynałem żyć w kraju, gdzie rozgrywać się miały o ileż gorsze sytuacje łamania elementarnych praw jednostki przez nowy komunistyczny system, i to na daleko bardziej powszechna skalę.

Kiedy ostatnio przypadkowo znalazłem informację, że ?Kadet Winslow? został znów sfilmowany, tym razem w Stanach, i to przez nieprzeciętnego współczesnego dramaturga i od jakiegoś czasu także reżysera filmowego, Davida Alana Mameta, poczyniłem zaraz starania by moc młodzieńcze doświadczenie skonfrontować z moim obecnym zasobem świadomości.
Do dzisiejszych nagrań na DVD dołączane są często dodatkowe materiały promocyjne i dokumentalne, które uważam za nieoceniony ?bonus? i najczęściej od nich właśnie zaczynam obcowanie z tytułem, dają bowiem nierzadko ekstra perspektywę, jakiej pozbawiony jest na ogół zwykły widz kinowy. Tym razem znalazłem frapujący wywiad z Davidem Mametem, który, rzecz jasna, skoncentrował się głównie na wyjaśnieniu swojej decyzji, po co sięgnął po sztukę Terence Rattingana, napisaną pół wieku wcześniej. Intuicja i tym razem mnie nie zawiodła. Okazało się, że kulisy powstania nowego Kadeta Winslowa są poniekąd ciekawsze niż sam konflikt przedstawiony w oryginalnej sztuce. Mamet sięgnął zresztą po tekst Rattingana w chwili, kiedy w Wielkiej Brytanii nastąpił wielki powrót do jego licznych rzeczy scenicznych ? w radiu, brytyjskiej telewizji, i co najciekawsze, na scenie! Nie kto inny, a sędziwy Karel Reisz wystawił bowiem w Londynie The Deep Blue See, czyniąc raz jeszcze sztukę, w której występowała kiedyś Vivien Leigh, nową sezonową sensacją. Szybko poszły za tym dalsze inscenizacje: Man and Boy, In Praise of Love i Seperate Tables, które wcześniej, przez kilka dekad, pokrywał kurz, za to teraz, prawie za każdym razem, odbywało się to z zastanawiającym efektem, nie tylko z sukcesem artystycznym. Co stanowiło o ich sile?
Przypadek Davida Mameta miał się okazać doświadczeniem jeszcze innego rodzaju. Jego pierwotną i całkowicie zrozumiałą pokusą była chęć wystawienia dziś Kadeta Winslowa na Broadwayu. Sztuka wciąż świetnie się broni precyzyjną dramaturgią, galerią ciekawych charakterów i sądową intrygą, choć rozgrywa się w cokolwiek staromodnej scenerii postwiktoriańskiej Anglii, którą wtedy ?podminowały? domagające się równouprawnienia, sufrażystki. Mamet w rozmowach sondażowych nie szczędził komplementów pod adresem tekstu Rattingana, który w swojej epoce, w latach 30. i 40., uchodził za pierwszego dramaturga na Wyspach, niezrównanego w błyskotliwości plecionej intrygi oraz finezji dialogu. Jednak finansujący nowe produkcje na Broadwayu sponsorzy po zajrzeniu do tekstu Kadeta kręcili zgodnie głowami: ?ta rzecz nie chwyci, rozmija się zupełnie z dzisiejszą świadomością i wiedzą publiczności?. Okazało się, że nie do przełknięcia stała się dla nich scena, w której ojciec rodziny, Arthur Winslow, wzywa wyrzuconego ze szkoły wojskowej syna i dyskretnie sugeruje, by zanim pójdzie on do swojego pokoju na odpoczynek po podróży, spojrzał w lustro i odpowiedział sobie na pytanie, co zrobił, i jakie czyn ten może pociągnąć za sobą konsekwencje. Chłopiec żywiołowo reaguje, wybucha, że jest niewinny, i że niczego, co mu się zarzuca, nie zrobił. Ojciec po chwili milczenia obejmuje go i zapewnia, że rodzina go nie opuści, aż cała prawda nie wyjdzie publicznie na jaw.
Otóż producenci z Broadwayu wzruszyli ramionami na tę ?nierealną dziś, wiktoriańską prostolinijność? reakcji ojca i syna. Kategorycznie stwierdzili, że dziś już nikt z widzów tego ?nie kupi?, że podobne sytuacje mogą jedynie wywołać śmiech na widowni. Po prostu ? argumentowali ? żaden ojciec nie spyta dziś syna o to, czy mówi prawdę, co więcej, nawet nie przyjdzie dziś nikomu do głowy podjęcie podobnej próby! Żyjemy teraz w zupełnie innych czasach, stwierdzili nowojorscy eksperci. Coś takiego może ujść tylko w kostiumowym filmie... I Mamet uchwycił się tej sugestii. Rzeczywiście, patrząc na jego Kadeta Winslowa, nikomu nie przyjedzie nawet do głowy naigrawać się z czasów, kiedy dobre imię rodziny, podobnie jak każdej jednostki, stanowiło wręcz fundamentalną sprawę, podobnie jak nieustępliwa obrona prawości, walka do końca o oczyszczenie swojego nazwiska z fałszywych oskarżeń. Była to batalia, w której nie wolno było przystać na żaden kompromis bądź połowiczne rozwiązanie, nie bacząc na ponoszone dla tego celu koszty. W istocie, nasz kadet, podobnie jak jego rodzina Winslow z dramatu Rattingana, choć odnosi ostatecznie sukces, wygrywa proces, to wszystko, co jej przypada, to przysłowiowe, salomonowe zwycięstwo. Wydatki związane z zaangażowaniem prawników zmuszają starszego brata do przerwania studiów, narzeczony jego siostry wycofuje się z obietnicy małżeństwa, przerażony publicznym rozgłosem sprawy, ojciec zaś przypłaca to zdrowiem i krótszym życiem. Ale zasada obrony honoru i szlachectwa nazwiska doczekuje się niepodważalnej afirmacji... Staroświeckie?

 

(?)
Wojciech A. Wierzewski

Wyświetlony 2754 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.