poniedziałek, 03 maj 2010 14:34

Trupowisko show

Napisane przez

Śledząc dyskusję na temat holenderskiej mistyfikacji medialnej pt."he Big Donor Show", natknąłem się w Internecie i na taką opinię: "Czy nie zastanawia was fakt, że zabraniają nam palić, pić, każą jeść jogurty i w ogóle zdrowo się odżywiać?". Po czym padł wniosek: "Hodują nas na dawców!". Przesada? Zapewne. Ale jeśli o transplantologii mowa, akurat ta igła bodaj słusznie zamienia się w prawdziwe widły. Tak w Holandii, jak i w kraju nad Wisłą.

W Holandii, w odróżnieniu od Polski, nie istnieje pojęcie domniemanej zgody na pobranie narządów, zatem w kraju tulipanów transplantacja możliwa jest wyłącznie od zarejestrowanych dawców. Dlatego szuka się tam rozwiązań, umożliwiających wyeliminowanie zapisu o konieczności wyrażenia zgody na pośmiertne pobranie organów. Stąd biorą się banialuki o ?ważnych względach społecznych?, ?kształtowaniu wrażliwości? czy wręcz o ?sprawiedliwości społecznej?, etc. Ot, ludzkie ciało stać się ma własnością ?kolektywu?, a sam człowiek przeistoczyć w androida, którego (gdy się przypadkiem popsuje) będzie można zutylizować ? na części zapasowe. A słowa legitymizujące podobne zakusy zawsze się znajdą, odpowiednie wyrazy starannie dobiera się od wielu już lat.

To intelektualne szalbierstwo wybornie obnażył Stanisław Michalkiewicz, konstatując: Człowiek umierający jest znakomitym surowcem dla innych ludzi. Można z niego pobrać różne tkanki i organy do przeszczepów, ale można uczynić to do pewnego momentu, nie za późno. Z technicznego punktu widzenia najlepiej byłoby patroszyć człowieka jeszcze za życia. O, to, to. Holendrzy doskonale rzecz pojęli, co pokazuje dopuszczalna tamże praktyka, choćby w zakresie eutanazji.
Co do Polski: Polacy odwracają się plecami do transplantologii w obawie przed nieuczciwymi lekarzami. I, na Boga, mają prawo się bać. Owszem, to zwykły, rzec można banalny (nawet prymitywny), strach, ale wagi mu to nie ujmuje. Czyż potencjalni dawcy (bądź ich rodziny) mają dziś pewność, że lekarz nie zechce tego i owego ? z jakichś merkantylnych powodów ? uśmiercić?
Nielegalny handel organami stał się faktem w momencie, w którym dopuściliśmy możliwość rozstrzygania, komu przeszczepić nerkę i od kogo ów organ pobrać. I nic nie powstrzyma trupojadów na trupowisku. Jak powiadają: nie ma powrotu na ścieżkę zdrowego rozsądku dla kogoś, kto raz z niej zboczył. Proszę zauważyć, że nawet kryteria zgonu ustalono w sposób umożliwiający szybsze niż ongiś ?rozparcelowanie? zwłok, w trosce, żeby ?surowiec? się nie zepsuł. Jeszcze raz Michalkiewicz: Dlatego trwają dyskusje nad ustaleniem momentu, od którego wolno patroszyć ? i chodzi o to, by nie wyznaczyć go ani za wcześnie, ale i nie za późno. O tym, żeby nie patroszyć ? mowy nie ma.

 

(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 4623 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.