poniedziałek, 03 maj 2010 14:43

Polskie tropy w Ameryce (8) Po przeciwnych stronach barykady: Kasper Tochman i Adam Gurowski

Napisane przez

Upadek powstania listopadowego wyrzucił na gościnne brzegi Ameryki nieliczną wprawdzie, ale stale odtąd rosnącą garstkę Polaków - stwierdza Mieczyslaw Haiman w swoich nieocenionych szkicach historycznych Z przeszłości polskiej w Ameryce.
Dla masy ludu polskiego Ameryka była jeszcze ziemią nieznaną. Z natury więc rzeczy ten dawny napływ polski był imigracją inteligencji, byłych oficerów i żołnierzy armii powstańczej, patriotów skompromitowanych w oczach rządów zaborczych, którzy w wędrówce swej po krajach zachodniej Europy nie znaleźli nigdy oparcia ni przytułku, a w Ameryce spodziewali się spotkać żywsze serca i zdobyć łatwiej chleb codzienny.

 

To ważna diagnoza, jaką warto zapamiętać. W pierwszej połowie XIX stulecia na tamten brzeg oceanu zawitała polska inteligencja, już nie pojedynczy pionierzy, zbłąkani profesjonaliści czy ciekawi nowego ładu ludzie pióra, jacy wracali potem do kraju. W ślad za szukającymi azylu powstańcami, pojawią się niebawem sznury chłopów ze Śląska, zakładających całe osady w Teksasie. Wreszcie w drugiej połowie tego wieku ruszy nawała emigrantów ?za chlebem?, która pójdzie w dziesiątki, a ostatecznie setki tysięcy ?żywiołu polskiego?, na którym bazować będą odtąd wielkie patriotyczne organizacje, które postawią przed sobą misję ?odrodzenia polskiego feniksa z popiołów?...
Zmiany, jakie wniosła ta dość zróżnicowana w swym składzie pierwsza fala politycznych emigrantów z Polski, okażą się głębokie i trwałe. Ludzie ci stworzą tu zawiązki pierwszych polskich organizacji, nadadzą kierunek pracy patriotycznej na rzecz rozpropagowania ?sprawy polskiej? na Zachodzie, zaczną publikować coraz liczniejsze książki i czasopisma, mające przybliżyć Ameryce sytuację ojczyzny Pułaskiego i Kościuszki pomiędzy powstaniami. Co ważniejsze, ludzie ci bez zahamowań wejdą w kręgi tutejszej polityki i świata intelektualnego, wniosą żywy ferment i zaciekawienie, z którym od teraz zacznie być kojarzona polskość i słowiański temperament. Z wcale licznej galerii osobowości tamtych czasów zdecydowałem wybrać bodaj dwie, w dodatku kontrastowe i jakże za swego życia kontrowersyjne: majora armii powstańczej z 1831 r. Kaspra Tochmana (spokrewnionego z gen. Skrzyneckim), a także Adama hr. Gurowskiego, aktywisty warszawskiego Towarzystwa Patriotycznego, współpracownika Maurycego Mochnackiego w Paryżu, aby uzmysłowić, do jakiego stopnia polscy emigranci popowstaniowi stali się widoczni w życiu Ameryki, za prezydentur Andrew Jacksona, Martina Van Burena, Johna Tylera, Jamesa K. Polka, Franklina Pierce?a i wreszcie Abrahama Lincolna. Tym bardziej że, jak się zaraz okaże, nawet tu szybko znaleźli się po przeciwnych stronach politycznej barykady, i zapisali się jakże odmiennie w pamięci rzeczników sprawy Północy i Południa, w głównym konflikcie tamtego stulecia, czyli na tle wielkiej wojny secesyjnej, która zasadniczo przeorała świadomość młodego społeczeństwa amerykańskiego.
Trafili tu dość podobną, choć nie identyczną, drogą. Major Kasper Tochman po upadku powstania listopadowego przemaszerował do Francji wraz z wielotysięcznymi rzeszami żołnierskimi, pierwsze lata w Paryżu spędził w środowiskach ?wielkiej emigracji?. Odpłynął do Stanów Zjednoczonych w r. 1837, z konkretną misją prawniczą, jako reprezentant spadkobierców Tadeusza Kościuszki, uwikłanych w długi i trudny proces sądowy. Z chwilą, kiedy rosyjski ambasador w Waszyngtonie podjął zbyt widoczną dla obserwatorów akcję na rzecz skompromitowania ?byłego poddanego cara? i ?aktywnego buntownika?, starając się o usunięcie go, jako strony we wspomnianym procesie spadkowym, nadał tym samym jawnie polityczny wymiar sprawie, dzięki czemu Tochman zyskał tylko wielu amerykańskich sympatyków i przyjaciół. W każdym razie, pozycja Tochmana jako adwokata i człowieka będącego ?solą w oku? Rosji, szybko wzrosła, a miarą tej popularności stał się fakt, że znalazł miejsce w firmie prawniczej Reverdy Johnsona, w swoim czasie senatora amerykańskiego, a potem prokuratora generalnego w rządzie prezydenta Johna Tylera.
Ten jakże korzystny dla Tochmana profesjonalny awans, a zarazem polityczny rozgłos (Kongres Stanów Zjednoczonych ostatecznie potępił ingerencję rosyjskiego ambasadora w sprawę testamentu T. Kościuszki ) umożliwił mu w efekcie podjęcie bezprecedensowej, w skali i zasięgu, misji patriotycznej, jaką przeprowadził następnie w Ameryce, w latach 40., wyruszając na długą serię odczytów o sytuacji Polski w kontekście polityki rosyjskiej. Zdołał w jej trakcie odwiedzić legislatury 29 stanów i przemawiać do 80 środowisk dużych skupisk Ameryki (a prezentowany tam wywód opublikował na koniec w Baltimore w r. 1844 w formie oddzielnej broszury, co umożliwiło nadanie bliskiej mu sprawie dalszego publicznego oddźwięku!). Był to piękny przykład na to, jak to światli i oddani sprawie powstańcy listopadowi nie marnowali na emigracji żadnej sposobności, aby służyć swojej ojczyźnie oraz dopomóc sprawie niepodległości, pozyskując tu nader skutecznie nowych słuchaczy, a zwłaszcza wpływowe środowiska ustawodawców, dla wspierania kwestii samostanowienia Polaków w wyborze własnej przyszłości i szans rekonstrukcji państwa polskiego. Tym samym Kasper Tochman zapisał się w skromnej tradycji tutejszej Polonii jako pierwszy odważny i przedsiębiorczy polityk, który wskazał swoim następcom ? jak w Ameryce można i trzeba budować zręby strategii wiążącej tutejszą świadomość z polskim interesem narodowym. Na popularyzowaniu wiedzy o Polsce i jej wrogach, wśród rzesz wpływowych Amerykanów, polski major bynajmniej nie poprzestał.
W 1846 r. zakłada wraz z innymi wybitnymi polskimi patriotami na wychodźstwie (Feliksem P. Wierzbickim, Józefem Podbielskim, Henrykiem Kalussowskim) Polsko-Słowiańskie Stowarzyszenie Literackie w Nowym Jorku, co odbijało charakterystycznie szerszy front propolskich akcji podejmowanych w tamtym czasie przez naszych rodaków, w tej mierze także Pawła Sobolewskiego, który wcześniej, bo w r.1841 podjał się wydawania po angielsku okazałego wydawnictwa, miesięcznika ?Poland ? Historical, Literary, Monumental & Picturesque?, prezentującego na wysokim poziomie edytorskim najlepsze polskie tradycje historyczne i kulturalne z intencją przybliżenia tutejszej inteligencji amerykańskiej wspaniałego dziedzictwa kraju, z jakiego się wywodził. Stowarzyszenie, w skład którego weszło ponad 200 osób, w tym wielu znaczących Amerykanów, urzędników, gubernatorów, wydawców gazet i polityków, starało się skutecznie prowadzić działalność przypominającą regionalne polskie lobby, ale z uwagi na dość ograniczone fundusze, co rychło dało się we znaki, kontynuowało w dalszych latach głównie spotkania na platformie towarzyskiej.
Postać druga, a kontrastowa, Adam hrabia Gurowski, pochodził z Kaliskiego i od wczesnej młodości dał się poznać jako indywidualność wielce niespokojna. Wydalany ze szkół, tak kaliskich, jak i warszawskich, za udział w publicznych demonstracjach, naukę kontynuować musiał w Niemczech. Kiedy wrócił do kraju, znalazł się rychło w kręgach Związku Podchorążych, z Sewerynem Goszczyńskim, Piotrem Wysockim, Maurycym i Kamilem Mochnackimi na czele. Przypisuje mu się autorstwo pomysłu spisku koronacyjnego, a więc planu zabicia cara Mikołaja w Warszawie, na placu Saskim, w dniu koronacji na króla Polski, choć nie doszedł on do skutku. Jeden z najżarliwszych agitatorów na rzecz powstania, zaskarbił sobie taki oto portret w Powstaniu Narodu Polskiego Mochnackiego: Pełny talentów, żywy dowcip, na demagoga stworzony, ale też fantastyk, wichrzyciel, ze zbyt porywczymi manierami. Gurowski znalazł się niebawem w szeregach rewolucyjnego klubu w Warszawie, znany jako ?czerwony hrabia?, zyskał sobie też miano ?najgłośniejszego krzykacza? stołecznej kawiarni ?Honoratka?. Redagował pismo ?Nowa Polska?, a widząc bezowocność walki z półśrodkowością władz rządzących zdecydował się włożyć żołnierski szynel i stanąć w szeregach brygady Bielińskiego, w dywizji Szembeka, która stoczyła zbrojne potyczki pod Okuniewem i Wawrem, odznaczając się walecznością. Przeczuwając teraz przyszły bieg zdarzeń, Gurowski dokonał jednak zręcznego manewru, prosząc ministra Małachowskiego o powierzenie mu pilnej misji dyplomatycznej do Francji, z której skwapliwie skorzystał, a będąc już na paryskim bruku, ani myślał o powrocie do wykrwawiającej się ojczyzny. Kiedy do Paryża napłynęła teraz ?Wielka Emigracja?, zbratał się na nowo z Mochnackim, wchodząc do Komitetu Narodowego Polskiego, ale tylko po to, aby rychło przyczynić się do jego upadku.
(?)
Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 3385 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.