wtorek, 31 sierpień 2010 20:55

Utopia kredytu społecznego

Napisał

Od momentu powstania kapitalizmu rozwijała się jego naukowa analiza nazwana "teorią ekonomii". Wraz z tą naukową rozwijał się, jak to niektórzy określają, "podziemny nurt ekonomii". Za-sadzał się on zasadniczo na teoriach "podkonsumpcji" lub też "nadprodukcji".

W ten właśnie nurt wpisuje się cała ekipa krytyków kapitalizmu takich jak między innymi Gesell, Marks, Hobson, Sismondi, Rodbertus, Malthus, Catchings i Foster (także częściowo Keynes). Obok nich mamy też najwybitniejszego przedstawiciela z ruchu na rzecz "kredytu społecznego", o którym pisał Adam Maksymowicz ? Majora Douglasa. Zdaniem publicysty jest to nurt celowo ignorowany, który w sposób odpowiedni wyjaśnia dzisiejszy system gospodarczy i oferuje zamiast niego pewną alternatywę, która rozwiąże problemy, trapiące dzisiaj świat.
W największym skrócie koncepcja Douglasa nie różni się niczym od wszystkich innych teorii podkonsumpcji. Na proces produkcyjny wydawana jest określona ilość pieniędzy, ponoszone są jakieś monetarne "koszty". Niestety, kiedy pieniądze spływają do rąk osób je zarabiających, nie wystarczy ich do tego, aby zakupić wytworzoną produkcję. Jest tak, zdaniem Douglasa, ponieważ istnieją organizacje finansowe, które pobierają procent, tworzący nadwyżkę kosztów nad siłą nabywczą ludności, która ma zakupić wytworzony produkt. Na szczęście jest recepta ? zniesienie oprocentowania i wprowadzenie pięknego systemu, w którym ludzie otrzymywaliby całość siły nabywczej i mogli zakupywać produkcję, co zlikwidowałoby problem niedoboru popytu.
Błąd Douglasa wynika z niedostrzeżenia trywialnego faktu. Procent też spływa do rąk jakichś ludzi, nie wycieka z gospodarki. Osoby, które otrzymają zarobiony procent również coś z nim robią. Albo pozostawiają w kieszeni, albo wydają na inwestycje, albo wydają na dobra konsumpcyjne na rynku.
Wszystkie teorie podkonsumpcji próbują bezpodstawnie rozbijać przepływ pieniądza na jakieś dwa kanały (przykładowo u samego Douglasa podział na grupę "A" i grupę "B"). Problem zbyt małego popytu ma rzekomo wynikać z faktu, że jedna z tych grup nie jest w stanie zakupić całości produkcji, która zostanie wytworzona. U socjalistów mogliśmy czytać, że robotnicy, którzy otrzymują zarobki za pracę, nie są w stanie zakupić produktu, jaki wytworzą, i przez to kapitalizm gnębiony jest przez ciągły kryzys. Tymczasem oczywiste jest, że robotnicy nie są w stanie zakupić całości produktu i nie ma w tym nic dziwnego, bo istnieją trzy czynniki produkcji, a nie jeden.
Proces produkcyjny wymaga nakładów pieniężnych i zapłaty nimi za wszystkie czynniki produkcji. Właściciele ziemscy otrzymują renty w zamian za wynajem. Pracownicy płace w zamian za wkład pracy w proces produkcji. Właściciele dóbr kapitałowych dostają renty za wynajem maszyn i innego sprzętu potrzebnego do produkcji. Natomiast ci, którzy wyłożyli na początku jakieś nakłady monetarne na inwestycje (oszczędzający), otrzymują zarobek w postaci procentu.
Jeśli popatrzymy na przykładowy sklep komputerowy, to rzeczywiście tak jest, że człowiek tam zamiatający otrzymuje płacę, za którą nie jest w stanie zakupić całości produkcji wytworzonej w sklepie. Naturalnie pracownicy za kasą też nie. Sam właściciel sklepu też nie zakupi całości wytworzonej produkcji, ponieważ część pieniędzy pochłaniają inne czynniki produkcji. Dostarczyciel kapitału za procent, który uzyska, też nie nabędzie całości stworzonej w sklepie produkcji. To oczywiste. A dlaczego tak jest? Dlatego, że wszystkie te czynniki uczestniczą w tworzeniu produkcji i na każdy ? w zależności od jego produktywnego wkładu ? przypadają wypłaty pieniężne.
Tylko skupienie się na jednym czynniku produkcji może poprowadzić nas na błędne ścieżki teorii podkonsumpcji. Jeśli popatrzymy na samą "pracę", to rzeczywiście odniesiemy wrażenie, że zarobki są za małe, żeby zakupić całość wytworzonej produkcji. Kiedy jednak weźmiemy pod uwagę prosty fakt ? że inni uczestnicy procesu produkcyjnego także mają jakąś siłę nabywczą (możliwość zakupywania dóbr i usług), całość pokonsumpcyjnego kongo-bongo znika. Wydawane na produkcję pieniądze spływają do posiadaczy, pracowników i kapitalistów. Oni dysponują tymi właśnie pieniędzmi, które zostały wydane. Zatem potencjalnie są w stanie nabyć całość produkcji, która została wytworzona. To tyle, jeśli chodzi o podkonsumpcyjne teorie. W kapitalizmie nie ma żadnego przerwanego przepływu ani rzekomo nieodłącznego problemu zbyt niskiego popytu.
Socjaliści, budując teorie pokonsumpcyjne, bagatelizowali rolę innych czynników produkcji. I nic dziwnego w sumie, skoro opowiadali się za laborystyczną teorią wartości (tylko praca jest odpowiedzialna za produkcję). Problem Douglasa jest podobny ? nie zdaje sobie sprawy z roli procentu we współczesnej gospodarce i tego, jak kluczowy jest dla każdego procesu produkcyjnego.
Nikt, oczywiście, nie broni nikomu zakładać banków, w których oferowałoby się zerowy procent na pożyczany kredyt. Podobnie jak nikt nie broni ludziom otwierania sklepów, w których "sprzedawano" by za darmo dobra i usługi. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego takie sklepy nie powstają i podobnie, dlaczego nie powstają takie banki? Dlaczego, na przykład, Adam Maksymowicz nie założył takiej sieci banków w Polsce?
Wszyscy ludzie robią coś z jakiegoś powodu. Pijemy zimne napoje, ponieważ nam gorąco. Tańczymy, ponieważ mamy na to ochotę. Kupujemy towary, ponieważ chcemy zaspokoić jakieś nasze potrzeby. A dlaczego trzymamy pieniądz w naszej kieszeni? Ponieważ uznajemy, że jest to świetnie upłynnialne dobro, które będziemy mogli praktycznie w każdej chwili zbyć za jakieś inne pożądane przez nas dobra. Trzymamy pieniądz, ponieważ nie chcemy w danej chwili mieć jakichś innych dóbr blisko nas. A pieniądz jest najbardziej rynkowy, tzn. najbardziej pożądany przez ludzi w porównaniu do wszystkich innych dóbr na rynku.
Zasadniczo nie możemy pieniądza zjeść ani też fizycznie zastosować do jakiegoś procesu produkcyjnego. To, co sprawia, że ma on dla nas znaczenie, to jego cena ? możliwość zamiany go na inne dobra. Taka jest właśnie płynąca z niego dla nas permanentna użyteczność ? sposobność na wymianę go w każdej chwili na coś innego, potrzebnego w danym momencie (opatrunek, pożywienie, ubranie itd.).
Powstały jednak instytucje na rynku, które zwróciły się do nas z propozycją. Zamiast trzymać ciągle przy sobie pieniądz oferuje się nam przekazanie go w zamian za jakąś ilość pieniędzy po jakimś czasie, powiedzmy po roku. Oddaj nam swoje pieniądze, a damy ci ileś pieniędzy za rok ? jak mówią bankierzy. Jest jednak pewna różnica między trzymaniem permanentnie pieniędzy przy sobie, a oddaniem ich komuś do dyspozycji. W drugim przypadku pozbywamy się głównego atutu, jakim jest pozostawienie przy sobie pieniędzy ? nie będziemy już mieli tej ciągłej siły nabywczej, możliwości wymiany pieniądza w każdej chwili, ponieważ go komuś oddaliśmy.

(?)

 

Mateusz Machaj
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 3698 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.