piątek, 12 listopad 2010 11:19

Spojrzenie z Syberii

Napisane przez

Zaczęło mnie nękać wspomnienie wystawy fotograficznej "Ludzie tajgi, ludzie rena, ludzie...", która odbyła się rok temu, w październiku 2002 r. w galerii Pałacu Kazimierzowskiego; towarzyszyła jej sesja na temat badań terenowych Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzonych w Mongolii i na Syberii.

 

Przez lata pracownicy i studenci Katedry Etnografii (poprzedniczki obecnego IEiAK) mogli tylko marzyć o takich wyprawach, jeżdżąc na Kurpie lub Podlasie. Jednak ówczesny kierownik Katedry, prof. Witold Dynowski, urodzony w Charbinie, znający z czasów młodości Mongolię, zaszczepił w Katedrze fascynację Wschodem i zdołał uruchomić w latach 60. i 70. polsko-mongolską ekspedycję badawczą. Furteczka trochę się uchyliła, bo wszystko odbywało się na terenie jednego "obozu", tyle że w nieco dalszym "baraku". Lecz od początku lat 90., kiedy kupno biletu do Ułan Bator stało się równie proste, jak kupno biletu do Hajnówki, uważniej spojrzano na wschód, co jest zasługą głównie dyrektora Instytutu, prof. Lecha Mroza oraz zajmującego się tą problematyką dr hab. Jerzego S. Wasilewskiego. Dlaczego tak dalekie szukanie tematów badawczych? Czy nie bardziej praktyczne byłoby badanie przemian kultury w Polsce? Ponieważ niezależnie od osobistych zainteresowań tamtymi ludami, Syberia i Mongolia to swoiste laboratorium, w którym na żywo można śledzić procesy odrodzenia, narodzin lub ? przeciwnie ? zmierzchu narodów; konstytuowania samoświadomości narodowej lub jej zaniku; procesy, które znajdują swoje (prawda, że niekoniecznie bezpośrednie) analogie w wielu krajach Europy, a także w Polsce. Tyle, że tam w stanie niejako "czystym". Właśnie laboratoryjnym.

Po rozpadzie Związku Sowieckiego ludy Syberii zaczęły szukać własnej tożsamości. Czy powinna ona być budowana na fundamentach legendarnych dziejów i szamanizmu, podtrzymujących przez lata ową tożsamość? Czy też porzucić przeszłość i zagłębić się w pełni w dzień dzisiejszy, bo i tamte społeczeństwa aspirują do cywilizacji zachodniej, no i jej zdobyczy materialnych? Lecz co wtedy z nich zostanie ? zdjęcia i eksponaty w lokalnych muzeach oraz garść zapisków na ich temat? Są to ? jak określa tytuł ? ludzie tajgi. Tajga jest ich środowiskiem geograficznym. Kształtowała kulturę ludów Syberii. Ale tajga zmienia się. Już nie ta, jak kiedyś. Są to ludzie rena. Renifer określał sposoby ich gospodarki i był sposobem na życie. Ale coraz mniej jest reniferów, a i gospodarka zmienia się.
Są to ludzie szamanizmu. Te wierzenia stanowiły szkielet modelu ich kultury. Ale szamanizm zdaje się przeżywać regres.
Jeśli zabraknie związku z tajgą, renów, a i szamanizm może okazać się przeżytkiem, to nie wiadomo, kim będą ci ludzie. Może tylko obywatelami Federacji Rosyjskiej czy Mongolii, ale już nie Buriatami, Tuwińczykami, Jakutami, Ałtajczykami...
Ot ? Tuwa, wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej, na granicy z Mongolią. W wiekach XIII-XIV w Imperium Czyngiz-Chana. W XIX w. część Mongolii Zewnętrznej stanowiącej prowincję Cesarstwa Chińskiego. Od 1914 r. ? protektorat Rosji. W latach 1921-1944 formalnie niepodległa Tuwińska Republika Ludowa (znana wśród filatelistów, za sprawą cenionych przez zbieraczy znaczków pocztowych, słynnych "rombów"). Od 11 października 1944 r. włączona bezpośrednio do Związku Sowieckiego. Wtedy zamieszkujący ją lud Caatanów zbiegł do sąsiedniej Mongolii. Niechętnie zostali przyjęci, bo nie są Mongołami, więc byli poddawani mongolizacji (poprzez szkoły, konieczność używania języka państwowego). Ale nie są też Tuwińczykami, acz mówią po tuwińsku. Nagabywani, kim są odpowiadają: "Wiem, kim jestem, dopóki nie zadasz mi pytania".
Tu europejska dygresja. Austriacy nie są Niemcami, acz mówią po niemiecku. Z drugiej strony niewielu Irlandczyków mówi po gaelicku; używają powszechnie angielskiego, a jednak uważają się i są uważani za odrębny naród o silnej własnej tożsamości. Bo mają mocne poczucie wspólnoty historycznej i świadomość własnej przeszłości. Czyli język nie jest warunkiem koniecznym dla owej tożsamości? Lecz powszechność języka rosyjskiego na Białorusi osłabia tamtejszą samoświadomość.
Stąd ogólniejsze dylematy. Odrodzenie to znaczy powrót do źródeł, wsparcie się o tradycję. Naród, by był narodem, musi pamiętać o własnej przeszłości, gdyż amnezja to śmierć. Ludy, które wyszły z izolacji, potrzebują przeszłości, poszukują jej do budowy legend i mitów scalających społeczność. To może jednak nie wystarczyć do funkcjonowania w dzisiejszym świecie. Zwłaszcza gdy, jak u wspomnianych Caatanów historia jest płytka, a przeto nie odwołują się oni do niej, co zdaje się świadczyć o ich słabości kulturowej.

*
 
(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 4867 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.