Wydrukuj tę stronę
wtorek, 07 grudzień 2010 00:53

Nie ta recepta

Napisał

Twierdzenie, że "państwo nie zapewnia" komuś "opłacalności produkcji" jest czystym oksymoronem. Kategoria "opłacalności" jest wpisana w mechanizm rynkowy, tj. funkcjonowanie na równych zasadach z innym podmiotami gospodarczymi. O "opłacalności" decyduje rynek, a nie państwo. Państwo natomiast może wbrew rygorowi opłacalności wprowadzać rozwiązania, które obciążą społeczeństwo na rzecz sektora, który jest mu niepotrzebny i nieopłacalny. Opłacalność bierze się z tego, że konsumenci kupują mój produkt i przynoszą takie pieniądze, które przewyższają moje "koszty". Jeśli natomiast moje koszty przewyższają znacznie zaspokajanie konsumenta, to moja produkcja jest nieopłacalna bez względu na to, czy zadziała w tej materii państwo czy nie. Stąd absurdem jest stwierdzenie, że państwo może komuś zapewniać opłacalność.

Pan Pawlas pisze o tym problemie jak nie prawicowiec, to jest tak, jakby nie rozumiał dokładnie zasady funkcjonowania państwa. Jak już zwracaliśmy wcześniej uwagę, w społeczeństwie mamy dwie klasy. Klasę wyzyskiwaczy, tj. związaną z państwem i jego przywilejami, oraz klasę wyzyskiwaną, czyli klasę czystych producentów, którzy tworzą społeczne bogactwo po to, aby klasa wyzyskiwaczy mogła od nich zabierać dochody i je dystrybuować pośród wskazanych przez siebie wybrańców. A teraz bardzo istotne prawo: klasa wyzyskiwaczy nie może przekraczać niebezpiecznego procenta społeczeństwa. Oscyluje to mniej więcej wokół 20%.
Dlaczego? To powinno być oczywiste. Aby wyzyskiwacze mogli się wyżywić, musi istnieć odpowiednio szeroka grupa czystych producentów, która będzie w stanie wytworzyć dochód wystarczający do podziału. Jeśli klasa uprzywilejowana rozrośnie się za bardzo ? wtedy zanika ilość czystych producentów i bogactwo, które można konfiskować. Wampirów musi być znacznie mniej niż ludzi, inaczej cały system by się zawalił i zbankrutował. Właśnie dlatego, panie Jurku, niemożliwe jest spełnienie rolniczych postulatów. Nie dlatego, że ktoś nie chce, albo dlatego, że nie ma dobrego serca. Analogicznie socjalizm nie mógł być systemem, który sprawnie funkcjonuje. Nie chodziło o to, że władza była zła i nie kochała swoich obywateli. Zupełnie nie. Po prostu przy braku prywatnej własności środków produkcji nie sposób wygenerować systemu cen. Jeśli to jest niemożliwe, to niemożliwa jest wycena wkładów w produkcję i jej efektów. Skoro tak, to nie ma systemu zysków i strat, socjalizm skutkuje zatem masowym marnotrawstwem i fatalną alokacją zasobów, gdyż nie sposób sprawdzić ekonomiczną kalkulacją, jakie są efekty przedsiębiorczych działań.
Rolnictwo jest w fatalnym stanie, głównie za sprawą wieloletniego gwałtu, jakiego na nim dokonano. Jednakże pchanie nas w stronę jeszcze większego interwencjonizmu to droga do nikąd. Największy ekonomista dwudziestego wieku, Ludwig von Mises, zajmował się dokładnie analizą alternatywnych systemów gospodarczych. Nie dość, że znakomicie rozprawił się z marksizmem, socjalizmem i keynesizmem, to potem zabrał się za tzw. "trzecią drogę", czyli coś pośrodku między kapitalizmem a socjalizmem.
Mises udowodnił, że trzecia droga jest systemem niestabilnym, który non stop generuje następujące po sobie sekwencje problemów. Interwencja państwa powoduje kolejną interwencję państwa, a kolejna jeszcze następną. Jako przykład mogą nam posłużyć Stany Zjednoczone. W latach sześćdziesiątych liczba pozamałżeńskich urodzeń wśród czarnych wynosiła kilkanaście procent. Władza postanowiła rozpocząć szeroko zakrojoną walkę z biedą, której celem była, między innymi, pomoc właśnie samotnym matkom. Na skutek wprowadzonych zasiłków, regulacji czynszów i innych pomysłów z palety działań welfare state liczba tych urodzeń w latach dziewięćdziesiątych wzrosła do kilkudziesięciu procent. Proszę zgadnąć, jaki jest pomysł na zaradzenie tej sytuacji? Jak mawiają po drugiej stronie oceanu: Ya bet! Propozycje przewidują dalszą pomoc społeczną, a gdy ktokolwiek mówi coś o konieczności likwidacji tego systemu, jest uważany za nieczułego ekstremistę, skrajnego maniaka i wstrętnego chciwca. Chociaż niby jasne jest, że "jest ciężko"; że "chcemy dobrze"; "żeby tylko te matki miały trochę pieniędzy"; "żeby tylko rolnicy mieli minimalną opłacalność" itd. Błędne koło.
Etatyzm nakręca kolejny etatyzm, a regulacja błaga o następną regulację, bo nie rozwiązuje problemu, a tworzy kolejne. Nasz wybór brzmi zatem: albo pełny socjalizm, albo kapitalizm. Nie ma drogi pośrodku. Ponieważ Mises udowodnił, że socjalizm skutkuje chaosem, zostaje nam tylko wolnorynkowe wyjście.
Prawo popytu jest mechanizmem znanym. Jeśli zaczynamy kupować więcej jabłek, odpowiedzią jest większa produkcja jabłek. Jeśli zaczynamy kupować więcej alkoholu, odpowiedzią jest większa produkcja alkoholu. Analogicznie ? jeśli państwo płaci za bezrobocie, to otrzymuje go więcej. Jeśli państwo płaci za urodzenia pozamałżeńskie, to zgłasza na nie popyt i nakręca ich produkcję. Jeśli państwo płaci za tworzenie abstrakcyjnych i nikomu niepotrzebnych wydziałów na uniwersytetach zajmujących się żywotem misia Bubu, to otrzymuje ich więcej. Tak samo, jeśli państwo zaczyna płacić za nieopłacalność produkcji rolnej, to siłą rzeczy otrzymuje tej nieopłacalności więcej. Proponowane przez pana Pawlasa "zwiększenie opłacalności" jest de facto zwiększaniem nieopłacalności produkcji rolnej. Autor proponuje płacić za nieopłacalność. Myślę, że wynika to jasno z tego, co wyżej.
Teraz pozostaje pytanie: Czy chcemy wprowadzić rzeczywiście opłacalność produkcji rolnej, czy też pójdziemy w stronę interwencjonizmu, czyli kupowania nieopłacalności? Kupowanie nieopłacalności to wydawanie państwowych pieniędzy w celu pokrycia kosztów, które wynikają z tego, że produkcja jest w rzeczywistości niepotrzebna. Czytelnicy "Opcji na Prawo" dobrze zdają sobie sprawę z tego, że celem każdej produkcji jest konsumpcja. Jeśli nie ma przeznaczenia na konsumpcję, wtedy produkcja jest bezużyteczna. Pytanie: Czy chcemy mieć produkcję rolną użyteczną czy bezużyteczną? No i najważniejsze kwestia. Czy chcemy zaostrzać walkę klas w społeczeństwie i opodatkować obywateli po to, aby przekazać ich dochody na coś niepotrzebnego? Co do samej zaś sprzedaży ziemi, to przypominam zasadę: tyle wolności, ile własności. Każde ograniczenie prawa własności Polaków jest ograniczeniem wolności Polaków. A podstawowa możliwość w rzymskim rozumieniu prawa własności to swoboda dysponowania nią, a więc, na przykład, wynajmowania, jak i ? przede wszystkim ? zbywania. Propozycja zakazania Polakom zbywania własności osobom innej narodowości jest propozycją ograniczenia ich prawa własności. Zatem jest to propozycja ograniczenia ich wolności. Prawicowcowi nie przystoi się na to godzić. Bowiem tyle mamy wolności, ile własności. Ziemia powinna podlegać takim samym zasadom, jak wszystkie inne przedmioty należące do Polaków: jajka, samochody, telewizory, pralki. Jeśli mają ochotę zbywać je obcokrajowcom, to jest to nie tylko ich sprawa, ale przede wszystkim niezbywalne święte prawo.
Jedynym sposobem na uratowanie polskiego rolnictwa jest jego urynkowienie. Przywrócenie prawa do prowadzenia dowolnej działalności gospodarczej, uwolnienie cen, likwidacja subwencji i agencji regulujących rolnictwo, radykalna obniżka wszystkich podatków, likwidacja KRUSU (ale nie włączenie do ZUS!), a także przekazanie na własność tego, co pozostało państwowe (możemy nawet przekazać to Polakom, ale jeśli potem przekażą własność komuś z zagranicy, to już nic nam do tego). A kontyngentów nie powinno być w ogóle (a precyzyjniej: powinny być na wszystko bez ograniczeń). To sprawa Polaków, co chcą sprowadzać na swoją ziemię. Nie polskiej władzy, tylko Polaków i ich niezbywalnej suwerenności wobec importowania tego, czego tylko zapragną i zakupią, bez przymuszania drugiej strony (aha, no i oczywiście nie wolno wchodzić do UE; inaczej koniec z naszym rolnictwem).

Mateusz Machaj
Wyświetlony 4157 razy
Mateusz Machaj

Najnowsze od Mateusz Machaj

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.