wtorek, 07 grudzień 2010 01:06

Getto czy autonomia

Napisał

Gdy nas coś boli - idziemy do lekarzy, Polaków. Pijemy żywca w kawiarni "Alina". Oglądamy TVN 7 i TV Polonia. Uczymy się w polskich szkołach podstawowych i gimnazjach. Następnie zdobywamy wyższe wykształcenie na polonistyce Uniwersytetu Wileńskiego lub Wileńskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, ewentualnie wyjeżdżamy na studia do Polski jako stypendyści MEN-u lub prywatnych fundacji. Chodzimy na koncerty i dyskoteki do Domu Polskiego oraz na wystawy do polskiej galerii. Mamy dziennik, radio, kilka tygodników, kolorowy miesięcznik, ziny, zespoły disco polo i zespoły punkowe, folkowe kapele, stowarzyszenia, dwie partie, kluby. Wszystko polskie lub po polsku. Jedni mówią - getto, drudzy - autonomia kulturalna...

Chyba ani jedno, ani, niestety, drugie. Bo częściej niż Radia "Znad Wilii" słuchamy jednak "Russkoje radio" oraz oglądamy ORT zamiast TV Polonia. Polskość mimo wszystko nie jest atrakcyjna ani kulturowo, ani gospodarczo, bo się kojarzy z zacofaniem, pijaństwem, skansenem i oszołomstwem politycznym. Z racji stosunków służbowych często spotykam wileńskich Polaków na różnych stanowiskach w administracji państwowej i prywatnej, a jednak rzadko który z nich do tej polskości publicznie się przyznaje. Z drugiej strony niby po co mieliby to robić? Skoro dla rodzimych liderów i wodzów wszystkich Polaków (na Litwie) o wiele wygodniej jest rządzić bydłem bez pomysłów, ambicji i wykształcenia, niż przyznać, że są lepsi od nich i poprosić o radę lub wsparcie.
Symeon II, ostatni car Bułgarii, który został premierem Bułgarii, zwrócił się do bułgarskich fachowców pracujących w londyńskim City. Zwrócił się z niemal gierkowskim zapytaniem: "pomożecie?". I ci faceci, japiszoni, zarabiający setki tysięcy funtów rocznie, rzucili wszystko i przybyli do kraju swoich ojców, by wyciągnąć go z gospodarczej zapaści. Cudu gospodarczego może nie uczynili, ale czyż sam przykład solidarności narodowej nie jest motywujący? Czy możemy wyobrazić sobie taką sytuację w przypadku rodzimego lidera Waldka-"Skocz po to co zawsze"-Tomaszewskiego? Nie ? wystarczy spojrzeć, ilu młodych specjalistów przyjęto do pracy w samorządzie rejonu wileńskiego w ciągu ostatnich dziesięciu lat (gwoli przypomnienia: 10 lat rządów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie).
Ktoś powie, że wileńscy japiszoni to nie Bułgarzy i nie pójdą pracować za marne, samorządowe gaże. Pierdoły ? pieniądze to jednak nie wszystko. Są jeszcze odpowiednie ambicje, uczucia i inne czynniki irracjonalne. Gorzej, że nikt nie chce o tym ani myśleć, ani dyskutować. Wygodniej jest stwierdzić: na Litwie nie ma Polaków z odpowiednimi kwalifikacjami, wykształceniem. Wygodniej jest narzekać ? jesteśmy biedni, zacofani, wyzyskiwani… wygodniejsza jest postawa roszczeniowa ? Polska od nas wyjechała, więc niech nam teraz płaci odszkodowanie, Ruscy nas wyzyskiwali ? niech płacą. Wygodniejsza jest ideologia "wygranej na loterii", czyli oczekiwania na cud, mannę z nieba: a może jakiś wujek ? milioner w Chicago umrze i zapisze nam majątek w spadku albo w totka wygramy... Bo po cóż coś zmieniać, jeśli i tak za kilkadziesiąt lat pierdolniemy w kalendarz?...
Postawy te są, oczywiście, nie tylko w społeczeństwie polskim, ale u nas cieszą się powszechnym przyzwoleniem i aprobatą społeczeństwa i liderów. Nie wszyscy im hołdują, więc coraz bardziej widoczny jest podział społeczeństwa polskiego na Litwie. Wykształcona, dobrze zarabiająca część wileńskich Polaków staje się powoli "niedzielnymi Polakami". Takimi od śpiewania "Hej, hej sokoły...", niedzielnej mszy po polsku, występu Rynkowskiego czy Laskowskiego. Dla nich polskość to folklor. Nie chcą więcej. Na co dzień są kosmopolitycznymi obywatelami Litwy. Druga, większa, część miejscowych Polaków powoli się staje gettem ? zacofana gospodarczo i kulturalnie, niewykształcona, apolityczna masa głosująca na "swoich" za wskazówką lokalnych partliderów. Wiecznie pijana, głodna, bezrobotna tłamszcza, gniazdo przestępczości i agresji. Na pierwszy rzut oka są Polakami, jednak wnikliwy obserwator bez wątpienia zauważy pogłębiający się proces rusyfikacji i lituanizacji, destrukcji wartości i świadomości narodowej. Ci ludzie właściwie już nie są częścią żadnego narodu...

(?)
Alexander Vile-Radczenko
Wyświetlony 4048 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.