Wydrukuj tę stronę
wtorek, 21 grudzień 2010 13:45

My i Rosja

Napisane przez

"Państwo rosyjskie" (tak określmy ludzi władzy państwowej i establishment) w przeważającej mierze Polski nie lubi i Polskę lekceważy. Bierze się to zarówno z historycznych przyzwyczajeń i układów, kiedy Polski niepodległej nie było, a ludność i ziemie siedziały w kieszeni Rosji i innych mocarstw, z zaszłości potwornego krzywdzenia Polaków i Polski, a także z naszych cech i zachowań oraz zachowań "państwa polskiego" (w rozumieniu podobnym jak wyżej).

 
Państwo polskie mało "daje się lubić". Jest stale niezręczne, sztuczne (tej "sztuczności" zachowań Polaków nie znosił i z niej szydził na przykład Dostojewski), niedyplomatyczne, nietaktowne, jakieś jednostronne, apatyczne, pyszałkowate, żeby nie powiedzieć gorzej (wszystko to z wyjątkiem zachowania ministra Bartoszewskiego).
To lekceważenie przez Rosję wyraża się na różny sposób. Czy to w formie wypowiedzi ministra Iwanowa: "żadnych kaprysów ze strony Polski i Ukrainy" (co do nowej "nitki" gazociągu do Europy zachodniej), czy to w formie dwu-, trzywierszowych wzmianek o wizycie w Rosji polskiego ministra czy zgoła prezydenta, lub w Polsce rosyjskiego, podczas kiedy w naszych mediach to temat wielkich tekstów na pierwszych stronach; czy to w postaci ignorowania naszych postulatów (trzeba powiedzieć nader nieśmiałych) w sprawie bezpodstawnie zajmowanych rosyjskich nieruchomości w Polsce; czy to w formie długiego nieuwzględniania naszych ponawianych pokornych próśb w sprawie łaskawej wizyty cara, przepraszam, prezydenta Rosji w Polsce.
Co do naszych aktualnych niezręczności: nasze media i wypowiedzi polityków pełne były niedawno stwierdzeń o tym, że Polska wprowadzi wizy dla Rosjan "w sposób dla nich bezbolesny". Już samo takie ujęcie tematu stanowi rodzaj afrontu: przecież mówimy do olbrzymiego kraju, jednak mocarstwa - choćby nuklearnego i kosmicznego. Już poklepujemy Rosjan po plecach i protekcjonalnie pocieszamy, a nawet nie zorientowaliśmy się czy im w ogóle na jakichś udogodnieniach zależy. Toż od tego się zaczyna: czy Rosjanie są zaniepokojeni i czym to się ewentualnie przejawia, zwłaszcza w stanowisku oficjalnym. Co daje Polakom brak wiz, a co Rosjanom, w czym i komu wizy zaszkodzą. O tym nic. A może duma nie pozwala im żadnego stanowiska wyrażać i trzeba szczególnej dyplomacji. Może im na tym w ogóle nie zależy, a my współczujemy i oświadczamy, że "złagodzimy".
Podobnie było przedtem z tą pomocą humanitarną zaoferowaną najoficjalniej władzom federalnym, zamiast bezpośredniego kontaktu z samorządami lokalnymi, np. kaliningradzkimi - efektywnie, ale bez nagłaśniania. A przecież, jak trafnie zauważył pewien polityk niemiecki, Rosjanie potrafią pamiętać pomoc udzieloną im w trudnych chwilach bez urażania ich dumy. Zamiast polepszyć stosunki z Rosjanami, jeśli nie z Rosją, to je jeszcze wtedy pogorszyliśmy. Tak oferowanej pomocy mocarstwo to (choć - do czasu! - dość słabe) przyjąć nie mogło i, niejako przy okazji, musiało wskazać Polsce i Polakom ich miejsce (co jest dla nas oczywiście niemiłe, ale nad tym nie bolejemy wcale, bo Rosję... lekceważymy!).
Gdybyśmy mieli odpowiedni talent polityczny i ambicje polityczno-strategiczne, a także duże zdolności organizacyjno-gospodarcze, to powinniśmy postawić postulat przekazania nam obwodu królewieckiego (kaliningradzkiego) jako rekompensaty (trzeba powiedzieć bardzo skromnej) za wszelkie zbrodnie, zsyłki i masowe deportacje, konfiskaty, rabunki, gwałty, prześladowania, okrucieństwa, rusyfikacje, terror - słowem olbrzymie, ludobójcze wręcz straty w substancji (najlepszej substancji) narodowej oraz przeogromne, astronomiczne (lecz do wyliczenia) straty materialne - od czasów pierwszego rozbioru. Od razu rozmowa z nami i wzmianki w rosyjskich mediach nabrałyby innej formy.
Ostatnia polska wielka niezręczność i rosyjskie wielkie zlekceważenie to "międzynarodowa konferencja energetyczna w Warszawie" (na temat dostaw ropy naftowej i gazu) - z udziałem zastępcy dyrektora departamentu jako jedynego obecnego Rosjanina!
Obyśmy tylko nie postąpili w końcu jak nasi przodkowie i, zdenerwowani bezustannymi rosyjskimi afrontami (m.in. kopaniem przez rosyjskiego ambasadora Repnina, polskich dygnitarzy, w czasie audiencji, w siedzenie...) nie wywołali drugiej konfederacji barskiej...
Andrzej Kamieński
Wyświetlony 3755 razy
Andrzej Kamieński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.