poniedziałek, 11 sierpień 2014 12:26

Ecclesia, mimo wszystko, triumphans

Napisał

Pierwsze tego roku astronomicznie letnie słońce prażyło niemiłosiernie. Leżąca na południowym wybrzeżu albańskim, na wprost wyspy Korfu, nieopodal granicy greckiej Saranda ledwie dyszała w tropikalnym żarze i gdyby nie bryza znad Morza Jońskiego, obojętnie tłukącego się o kamienistą plażę, najpewniej usmażyłaby się, rozciągnięta na olbrzymim grillu nagich, skalistych stoków wapiennych wzgórz, które otaczają niewielką zatokę zwartym pierścieniem.

Pod koniec czerwca wręcz trudno było sobie wyobrazić, że według miejscowej legendy tu właśnie, a nie w odległej Armenii, za panowania apostatycznego cesarza Licyniusza, na jednej z przełęczy ponieśli śmierć chrześcijanie z XII legii. Pozostawiono ich bez odzienia na siarczystym mrozie; właśnie od Czterdziestu Męczenników Saranda wzięła swoją nazwę. Miasto ostatnio rozwija się w zaskakującym tempie, luksusowe hotele wyrastają jeden po drugim. W znacznej mierze przyczyniają się do tego goście z Polski, którzy z sezonu na sezon ściągają tu coraz liczniej.

Bolszewickie dziedzictwo

Kilkoro z nich szukało właśnie ochłody w jednym z hotelowych basenów. Towarzystwo to było mieszane, przeważnie jednak w dobrze już zaawansowanym wieku średnim, raczej inteligenckie, z profesorem nawet, pochodzące głównie z południowej części naszego kraju. Stopniowo zatem leniwe, wakacyjne pogawędki zeszły jakoś na Kraków, a potem wzięto w obroty sprawę odnowy zabytków tego miasta.

Większość zażywających kąpieli wczasowiczów prawie natychmiast zgodziła się, że środki przeznaczone na renowację krakowskich kościołów są zdecydowanie za duże. Przecież zabytki Królewskiego Miasta przyciągające turystów to przeważnie kościoły, zauważył ktoś trzeźwo choć nieśmiało, ale już było za późno, już temperatura rozmowy skoczyła gwałtownie w górę, bijąc na głowę i tak przecież bardzo wysoką ciepłotę powietrza. Padały jakieś liczby, świadczące oczywiście o potwornej zachłanności i zdeprawowaniu ?czarnych?, użalano się nad losem jakiegoś sierocińca, który po prawnym odzyskaniu nieruchomości siostry wyprowadziły do innego, skromniejszego budynku, a potem to już poooszło! ? standardowo. Nieomal przekrzykiwano się, skandując różne straszliwe grzechy Kościoła, od inkwizycji poczynając, a na pedofilii kończąc. Sprawiało to takie wrażenie, jakby zaledwie przed chwilą uczestnicy ? no nie, nie dyskusji przecież, już raczej ? sabatu, odświeżyli sobie indeks kościelnych występków, zaglądając do którejś z ojczystych gazet. Na szczęście polska prasa nie dociera jeszcze do tego zakątku Albanii, choć niemieckie czy angielskie wersje językowe sprzedawanych w Polsce kolorowych magazynów są już nawet tutaj obecne.

Przyglądałem się tej eksplozji antykościelnego amoku z balkonu znajdującego się o jedną kondygnację wyżej. Okruchy słońca lśniły na krzyżykach i medalikach, kontrastujących z solidnie już opalonymi torsami zacietrzewionych urlopowiczów. Zadziwiające, jak doskonale ten właśnie temat zjednoczył moich rodaków, tutaj, na kresach Europy, w czasie kanikuły, pod świetliście lazurowym niebem. Przeniosłem spojrzenie na górę po przeciwnej stronie zatoki: wznosiła się tam twierdza Lekursi, świadek wielowiekowego ścierania się w tym regionie chrześcijaństwa z islamem.

Powyżej linii, dokąd sięgał rozbudowujący się kurort, wśród porośniętych tylko suchymi trawami połonin, kryły się betonowe bunkry ? twardy dowód szaleństwa komunistycznego satrapy Albanii, Enwera Hodży. Gorący marksista Hodża, karykaturalny naśladowca chaldejskiego króla Nabuchodonozora, pragnął z korzeniami wyplenić ?opium dla ludu?, burzył więc świątynie, zarówno chrześcijańskie, jak i muzułmańskie, czyniąc wszystko, aby wreszcie władać stuprocentowo ateistycznym narodem. Co z tego wyszło? Teraz, trzy dekady po śmierci czerwonego tyrana z Tirany, nad Sarandą niosło się wołanie muezzina, trochę zniekształcone przez marnej jakości głośniki umieszczone na minarecie wyrastającym pośród pudełkowatych bloków. Po chwili zawtórowało mu bicie dzwonów w greckim kościele. W północnej części letniska dzwoniono zapewne również w kościele katolickim, ale znaczna odległość i ukształtowanie terenu tłumiły tę muzykę.

Tymczasem towarzystwo w basenie rozkręciło się na dobre. Nie odmawiałem oczywiście wiernym prawa do krytykowania konkretnych złych uczynków własnych pasterzy, ale, pomijając stan płytek, jakimi wyłożone było kąpielisko, stąpali przecież po śliskim gruncie, bo w podnieceniu raz po raz najeżdżali na Kościół w ogóle, wymądrzając się, co należałoby w nim jak najprędzej zmienić. Tak zachowywali się reprezentanci narodu, którego najbardziej rozpoznawalnym na całym świecie synem pozostaje święty Jan Paweł II (choć właściciele sarandzkich knajpek częściej jednak wymieniają Roberta Lewandowskiego). Jeśli religia, według szamanów czerwonej, wiary stanowiła jedynie złudny narkotyk chwilowo uśmierzający cierpienie prostaczków, jaką potworną maligną musiał być w takim razie bolszewizm? Czy dziwny stan umysłów (i wiary), jaki demonstrowali podekscytowani wczasowicze, mógł być efektem komunistycznej propagandy, która przez dziesiątki lat różnymi sposobami starała się złamać ducha narodu? A potem, przepoczwarzywszy się sprytnie około roku 1989, nadal, ale już w innej postaci, sączyła konsekwentnie swój jad. Moje myśli powędrowały na Wschód, gdzie blisko wiek temu zapanowała ideologia wyrosła z diabolicznego uznania pierwszeństwa człowieka przed Stwórcą. I na pozór paradoksalnie, okazała się najbardziej nieludzka w dziejach świata.

W dzisiejszej Rosji istnieje kilkaset wspólnot religijnych. Pośród nich Kościół prawosławny zajmuje wprawdzie pozycję uprzywilejowaną, jego hierarchowie asystują przy państwowych uroczystościach (i odwrotnie, prominenci chętnie pokazują się na nabożeństwach, a nawet fundują świątynie), nie należy jednak zapominać, że Cerkiew w Związku Sowieckim ? nie licząc oczywiście wiernych w katakumbach ? była pod całkowitą kontrolą komunistów i do dzisiaj nie rozliczyła się z tą swoją haniebną przeszłością, nie zdradza też najmniejszej ochoty, aby się z tego wyspowiadać. Ponadto o jej słabości przesądzają również inne względy.

Skutki spustoszeń, jakich dokonała bolszewicka walka z religią, odczuwane są przez wszystkie obecne w Federacji Rosyjskiej wyznania, zresztą w stopniu niejednakowym, zależnym od wielu czynników. Sytuacja Kościoła rzymskokatolickiego na wielkiej części obszaru posowieckiego jest szczególna, gdyż niechęć wobec niego ma tam dwa potężne źródła: z jednej strony bolszewickie szyderstwa przedstawiane jako chwalebna walka ze wstecznictwem i zachodnią degeneracją, z drugiej natomiast ? uprzedzenia i przesądy właściwe prawosławnej schizmie, dodatkowo, wobec wspomnianej wątłości moralnej Patriarchatu Moskwy i całej Rusi, spotęgowane zwykłym strachem przed zbyt silnym rywalem w dziele połowu dusz. Kilka spostrzeżeń dotyczących katolicyzmu w dzisiejszej Rosji oraz rosyjskiej Cerkwi może, jak sądzę, okazać się pomocne dla zrozumienia podłoża i niektórych mechanizmów fenomenu walki z Kościołem, jakiej jesteśmy właśnie świadkami. Również tej demonstrowanej w basenie albańskiego hotelu.

(...)

Wyświetlony 4260 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.