niedziela, 30 maj 2010 09:13

Pożyteczni idioci i cwaniacy

Napisał

Dawno, dawno temu, w czasach kiedy nie było Unii Europejskiej i bankomatów, grecki medyk Hipokrates podzielił ludzi na cztery kategorie: choleryków, flegmatyków, sangwiników i melancholików. Kategorie te obejmują cały rodzaj człowieczy i każdy z nas, chce czy nie chce, do którejś z nich należy. Oczywiście, podział ów jest w pewnej mierze arbitralny i można próbować stworzyć inne, konkurencyjne. Dla przykładu, Ernest Kretschmer mówił o atletykach, pyknikach i leptosomatykach, a niestrudzony Charles Fourier, utopijny socjalista i wynalazca falansteru, dowiódł, że istnieje 810 podstawowych typów charakterów (nie licząc typów pośrednich i mieszanych), z których każdy charakteryzuje się dwunastoma wyszukanymi namiętnościami. O ile wiem, pod tym względem nikt Fouriera nie przebił i wciąż jest on (pod względem ilościowym) niedościgłym mistrzem charakterologicznej taksonomii.

Hipokratejska klasyfikacja jest dość ogólna i oparta na pewnych elementarnych cechach właściwym istotom naszego gatunku, jednak można próbować wprowadzać bardziej szczegółowe podziały, biorąc za punkt wyjścia rozmaite obszary ludzkiej aktywności. Wśród alkoholików, na przykład, można wprowadzić podział na upijających się na smutno i upijających się na wesoło, a następnie kontynuować badania rozpoczęte przez Wieniczkę Jerofiejewa, który w naukowy sposób wykazał istnienie korelacji między charakterem a sposobem upijania się (patrz: słynne krzywe alkoholowe, w wyczerpujący sposób opisujące psychikę człowieka w oparciu o typ, ilość i częstotliwość spożywanych trunków). Można też dzielić ludzi biorąc pod uwagę ich gusta kulinarne, artystyczne, skłonności seksualne czy też poglądy polityczne. Zwłaszcza wgląd w te ostatnie pozwala dokonać wielu interesujących spostrzeżeń.

Weźmy, na przykład, ludzi wyznających i próbujących wcielać w życie idee tzw. sprawiedliwości społecznej, określane również mianem postępowych czy lewicowych. Otóż wieloletnie badania pokazują, że osobniki tego rodzaju można podzielić na dwie kategorie: pożytecznych idiotów i cwaniaków. Oczywiście, na pierwszy rzut oka podział ów może wydawać się zbyt ubogi i prostacki, jednak uważna analiza konkretnych przypadków pokaże nam, że jest on nie tylko wyczerpujący, ale również z logicznego punktu widzenia rozłączny, co znaczy, że nikt nie może należeć do obu kategorii naraz. To ostanie zresztą wydaje się intuicyjnie zrozumiałe, trudno bowiem, aby ktoś równocześnie był i cwaniakiem i idiotą, choć oczywiście nie wyklucza to możliwości przechodzenia z jednej kategorii do drugiej (jak jednak zobaczymy, przejście to dokonuje się zazwyczaj w jedną stronę, tzn. idiota, pojmując, że może czerpać korzyści z tego, co dotąd robił bezinteresownie i za darmo, przedzierzga się w cwaniaka, niczym hrabia Szemiot w niedźwiedzia).
Przyjrzyjmy się zatem tym dwóm kategoriom. Określenia ?pożyteczni idioci? użył Lenin, nazywając w ten sposób zachodnich żurnalistów, którzy sami z siebie (tzn. nieinspirowani i niefinansowani przez sowiecką agenturę) wychwalali ustrój komunistyczny jako ziemski raj, równocześnie nie dostrzegając (albo nie chcę dostrzec) tego, że niesie on ze sobą masowe mordy i ekonomiczną zapaść. W szerokim znaczeniu mianem pożytecznych idiotów można więc nazwać tych, którzy głoszą i próbują wcielać w życie rozmaite postępowe czy rewolucyjne doktryny i ideologie, głęboko wierząc, że w ten sposób świat uczynią lepszym i zarazem nie dostrzegając, jak katastrofalne skutki pociąga to za sobą.
Tego rodzaju zaślepienie, czy też odporność na fakty, wiąże się zazwyczaj z wiekiem młodzieńczym, podobnie jak trądzik czy ospa wietrzna. Niedoświadczonemu i egzaltowanemu nastolatkowi dość łatwo udziela się zarówno rewolucyjny entuzjazm, jak i oburzenie na rzekomo panującą na świecie niesprawiedliwość. Pod tym względem stanowi on skrzyżowanie Che Guevary z Elizą Orzeszkową, doprawione estetyką rodem z MTV czy innego ?Bravo?, co czyni go figurą tyleż pocieszną, co niegroźną. Do młodzieńczej fascynacji komunizmem i egalitarno-rewolucyjnymi hasłami przyznawało się wielu ludzi, którzy (jak choćby George Orwell, Izaak Babel czy Aleksander Wat) w wieku dojrzałym mieli okazję zakosztować smaku owych haseł wprowadzonych w życie i zmienić poglądy. Fascynacja ta nie jest niczym specjalnie dziwnym czy też wyjątkowo złym i można powiedzieć, że stanowi dość typową reakcję dla bombardowanego hormonami rozwijającego się organizmu, który rzeczywistość postrzega przez pryzmat życzeń i fantazji. Dlatego też stosowanie w tym wypadku określenia ?pożyteczni idioci? byłoby zarówno niesprawiedliwe, jak i nieadekwatne, a poza tym wprowadzałoby niepotrzebną powagę tam, gdzie lepiej stosować ironię i obojętność.
Inaczej natomiast sprawa wygląda, gdy mamy do czynienia z osobnikiem dojrzałym i ukształtowanym, co do którego mamy powody zakładać, że jako tako jest w stanie oceniać rzeczywistość i łączyć teorię z praktyką. Jeśli ktoś taki twierdzi np. że Kuba jest rajem wolności i dobrobytu w porównaniu z USA, że największym zagrożeniem dla świata są bary szybkiej obsługi i dezodoranty zawierające freon, że postęp cywilizacyjny polega na poddawaniu coraz większej liczby sfer życia biurokratycznej kontroli, istnieją tylko dwa wyjaśnienia: albo czerpie z tego zyski (a więc jest cwaniakiem), albo sądzi, że jest dokładnie tak, jak mówi. W tym drugim wypadku nie różni się on specjalnie od ludzi przekonanych, że myszy rodzą się ze starych szmat i kurzu, a skrzyżowanie palców zabezpiecza przed rzuceniem uroku. Takiego kogoś trudno traktować poważnie, ale trudno też okazywać mu pobłażliwość, jaką okazujemy opowiadającemu podobne historie nastolatkowi. Ta sama głupota, która u osoby niedojrzałej może być nawet urocza, u człowieka dorosłego jedynie drażni. Zresztą pamiętajmy, że choroby wieku dziecięcego w wieku dojrzałym przechodzi się dużo ciężej. I tak jak stosunkowo niegroźna dla dziecka świnka u dorosłego może doprowadzić do impotencji, tak też młodzieńcze idee mogą w dorosłym organizmie wywołać pewien niedowład, w tym wypadku intelektualny. A stąd już tylko krok do stania się pożytecznym idiotą.
Dlaczego, czy też raczej dla kogo idiota jest pożyteczny? Przede wszystkim dla tych, którzy głoszą to samo, co on, ale czerpią z tego profity, a więc dla cwaniaków. A idiotą jest właśnie dlatego, że tego nie dostrzega i sądzi, że cwaniacy, tak jak on, działają bezinteresownie. I o tym właśnie pisał Lenin, pierwszorzędny cwaniak zresztą. Należy więc dodać, że powiedzenie, że kto nie był za młodu lewicowcem, ten na starość będzie świnią, jest całkowicie fałszywe. Faktycznie wygląda to tak, że kto był za młodu lewicowcem, ma szansę się z tego wyleczyć, ale ma również dużą szansę zostać nim do końca życia, od tego zaś, jaki będzie jego stosunek do lewicowych idei, zależy, czy nazwiemy go świnią ? a więc cwaniakiem ? czy też idiotą. Innej drogi nie ma.
Przyjrzyjmy się teraz cwaniakom. Można powiedzieć, że istnieją wśród nich dwie kategorie: cwaniacy, którzy wyewoluowali z idiotów, oraz cwaniacy an sich, jak mawiał Kant, a więc sami w sobie. Do pierwszej grupy zaliczamy tych, którzy przez pewien czas rzeczywiście wierzyli w idee sprawiedliwości społecznej i ogólnoludzkiego braterstwa, równości itp., jednak w pewnym momencie dostrzegli zarówno to, że realizacja tych haseł prowadzi do efektów odwrotnych niż zakładane, jak też to, że głoszący je ludzie nie traktują ich poważnie, lecz jedynie jako sposób na robienie interesów. W takiej sytuacji stoją przed człowiekiem dwie drogi: może odrzucić dotychczasowe poglądy albo głosić je dalej, jednak już nie w sposób idiotyczny, lecz cwany, a więc tak, aby coś z tego głoszenia mieć. Przykładem takiej właśnie ewolucji mogą być Daniel Cohn-Bendit czy Joschka Fischer ? niegdyś radykalni przeciwnicy kapitalizmu i imperializmu w każdej postaci, wierzący w kolektywistyczną utopię, dziś osobnicy wyrachowani, głoszący rewolucyjne hasła za ciężkie pieniądze i intratne synekury, doskonale czujący się w systemie klasowego wyzysku. Ważny przy tym jest pewien talent aktorski i oratorski, dzięki któremu cwaniak będzie w stanie przekonywać i hodować całe masy pożytecznych idiotów, którzy, głęboko wierząc w jego ideowość i bezkompromisowość, popierać będą wszelkie projekty przebudowy społeczeństwa w taki sposób, aby cwaniakom żyło się jak najlepiej. Trzeba więc nauczyć się robić to, co ? wedle czyjegoś trafnego określenia ? robił John Lennon: śpiewać o miłości za pieniądze tak, aby wyglądało, że się śpiewa za darmo.

 

(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 4263 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.