niedziela, 30 maj 2010 09:23

Prymas przełomu epok

Napisał

Kardynał August Hlond jest postacią, o której bez większego ryzyka pomyłki można powiedzieć, że zniknęła z pamięci zbiorowej Polaków, przytłoczona dorobkiem i legendą następcy - Prymasa Tysiąclecia.

W Internecie znaleźć można tylko jedną stronę monograficzną www.tchr.org/ahlond/

, dostępnych jest kilka publikacji wydawnictwa Hlondianum. Niewiele, jeżeli porównać to z bogactwem materiałów poświęconych osobie kard. Wyszyńskiego, ale i tak bardzo dużo, jeżeli innym punktem odniesienia uczynimy pamięć o pierwszym prymasie Odrodzonej Rzeczpospolitej Edmundzie Dalborze. A przecież prymas Hlond był Interrexem ? zwierzchnikiem Kościoła katolickiego w Polsce w najcięższych dla naszego narodu chwilach, których konsekwencje odczuwamy do dzisiaj.

Z tym większym uznaniem warto sięgnąć po najnowszą książkę p. dra Tomasza Serwatki, pracownika Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, pt. Koncepcje społeczno-polityczne Prymasa Polski Augusta Hlonda (1926-1948).
Co sprawiło, że w czerwcu 1926 r. papież Pius XI zdecydował się mianować arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim najmłodszego w Episkopacie, znanego przede wszystkim na Górnym Śląsku i nieuwikłanego w spory polityczne salezjanina ? dotychczasowego biskupa katowickiego? Jakie dziedzictwo zostawił po sobie prymas? Z kart pracy p. Serwatki wyłania się postać z pewnością niejednoznaczna...
Książka podzielona jest na trzy chronologiczne części: okres międzywojenny, II wojna światowa, lata 1945-1948, oraz w ich obrębie tematyczne podrozdziały. Pierwszym wrażeniem, jakie odnieść można z jej lektury, jest konstatacja, że właściwie wbrew tytułowi, prymas Hlond nie miał własnych, oryginalnych koncepcji społeczno-politycznych, raczej dostosowywał się do istniejących w danej chwili warunków ustrojowych, w ramach których nieustannie starał się wcielać w życie nauczanie Kościoła. Owszem, kładł duży nacisk na walkę z ateizmem, masonerią, lewicą etc., ale czynił to jako zwierzchnik katolików w Polsce, a nie myśliciel polityczny, przypominając odwieczne Magisterium, nie tworząc przy tym jakiegoś własnego systemu ideowego. Na pewno nie był kontrrewolucjonistą, człowiekiem Reakcji. Nie był też wybitnym politykiem. Wielokrotnie kierował się złudzeniami w ocenach wydarzeń i prognozach politycznych (np. przebywając na emigracji podczas II wojny światowej).
Można zatem mówić nie tyle o całościowych ?koncepcjach?, lecz o prymasowskich sympatiach i antypatiach politycznych, którym dawał wyraz już wkrótce po przewrocie majowym 1926 r. Pan dr Serwatka wielokrotnie podkreśla zdecydowaną niechęć kardynała wobec Obozu Narodowego, która w połączeniu z akceptacją rządów Józefa Piłsudskiego sprawiała, że prymas zdawał się nie dostrzegać, iż reżim sanacyjny ma charakter mniejszościowy, jest wyobcowany ze społeczeństwa, co z kolei trafnie potrafili uchwycić inni hierarchowie (cytowany kard. A. Sapieha). Autor nie waha się wręcz pisać o naiwności politycznej prymasa, jaką okazał, wierząc w dobre intencje rządu upodlającego przedstawicieli opozycji w Berezie Kartuskiej. Za charakterystyczną dla sposobu myślenia kardynała można też uznać odmowę udziału w komitecie budowy pomnika bohatera narodowego, gen. Tadeusza Rozwadowskiego, przy równoczesnym zrównywaniu w publicznych wystąpieniach ?cudu nad Wisłą? z chrześcijańskimi zwycięstwami pod Wiedniem i Lepanto.
Dalekie echa antyendeckiej niechęci można zapewne dostrzec w określaniu w pochodzących z 1946 r. dokumentach Episkopatu Polski mianem band i terrorystów żołnierzy Drugiej Konspiracji walczących z komunistyczną okupacją. Jak wiadomo, obok żołnierzy byłej Armii Krajowej, w skład antysowieckiej partyzantki wchodzili członkowie podziemia narodowego (NSZ, NZW)... Bez względu na stojące za taką retoryką motywacje (próby określenia obszaru wolności Kościoła pod władzą rządu tymczasowego), jest w niej coś przynajmniej dwuznacznego, zważywszy, że przez wcześniejsze 20 lat w oczach głowy polskiego Kościoła przestępcami byli komuniści. Z drugiej strony należy za p. Serwatką przypomnieć, że w podobny sposób myśleli o żołnierzach podziemia nawet niektórzy przedstawiciele rządu emigracyjnego!
Prymas Hlond był postacią, którą muszę określić jako paradoksalną: zdecydowany przeciwnik lewicy, który współpracował z wywodzącą się z lewicy sanacją; wróg wolnomularstwa, który na szczeblu rządowym nieustannie stykał się z masonami; twardy obrońca praw Kościoła w zetatyzowanej rzeczywistości. Niewątpliwy patriota, zapewne nie w pełni uświadamiał sobie, że we wszystkich systemach politycznych typowych dla przeklętego XX wieku, bez względu, czy będzie to miękki, czy twardy totalitaryzm, wolność Kościoła jest nieustannie zagrożona przez omnipotencję nowoczesnego państwa. Kiedy runął jeden z filarów Ładu ? Tron, trudno oczekiwać, aby ogień rewolucji oszczędził Ołtarz. Z pewnością nieporozumieniem była i jest nadal nadzieja na ucywilizowanie rewolucjonistów przez Kościół, na jakąś koegzystencję dwóch de facto sprzecznych z sobą rzeczywistości.
Takie działania ?cywilizujące? tzw. Polskę Ludową podejmowano z inspiracji prymasa w latach 1945-48. W ostatnich latach życia arcybiskup gnieźnieński po raz kolejny okazał się postacią politycznie skomplikowaną, kiedy po powrocie do okupowanej przez komunistów Polski utrzymywał pewne ograniczone kontakty z rządem londyńskim, odmawiał reżimowi warszawskiemu legitymizacji, a jednocześnie tym samym sowieckim namiestnikom za pośrednictwem bp. Choromańskiego i w imieniu Episkopatu przedstawiał katolickie postulaty konstytucyjne oraz memoriały dotyczące prześladowania Kościoła ze strony ?władz?. W dokumentach tych uważny czytelnik może dostrzec nawet ograniczoną akceptację dla ?reform? własnościowych, czyli ? nazywając problem bez niedomówień ? systematycznego gwałcenia VII przykazania pod osłoną komunistycznego ?prawa?. Kiedy stalinowska noc zapadła nad Polską, prymas nie wahał się wyrażać nadziei, że w ciągu najwyżej kilku lat Związek Sowiecki musi upaść, pociągając ze sobą satelitów z Europy Środkowej. Jak już wiemy, większym realistą politycznym był Bolesław Piasecki, który twierdził, że Sowieci opuszczą Polskę dopiero za lat 50...
Na przestrzeni trzech lat prymas skupił się na odbudowie i obronie stanu posiadania Kościoła w Polsce Ludowej. I jeżeli coś miałoby uzasadniać jego tytuł do wielkości, jaka przywoływana jest w nielicznych opublikowanych materiałach apologetycznych, to właśnie nie autorska myśl społeczno-polityczna czy też rozliczne złudzenia i meandry ?polityki realnej?, lecz ta bezgraniczna miłość do Mistycznego Ciała Chrystusa, jakiej prymas dowodził całym życiem, a ogromnym wysiłkiem potwierdził w latach okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej. Istotną częścią książki są obszerne cytaty z dokumentów autorstwa lub współautorstwa arcybiskupa gnieźnieńskiego, będące wstrząsającym świadectwem męczeństwa i tytanicznej pracy polskiego duchowieństwa. Martyrologia Kościoła ? który zawsze wzrastał dzięki krwi męczenników ? zaowocowała rozkwitem Wiary Chrystusowej na ziemiach Polski zachodniej, tych samych, które w wyniku rewolucji protestanckiej na kilka wieków znalazły się pod dominującym wpływem herezji.
Prymas Hlond zmarł przedwcześnie i bilans jego pracy musimy uznać za otwarty. Zwłaszcza że przecież w kilkanaście lat po jego śmierci przez Kościół powszechny przetoczyła się odgórna rewolucja modernistyczna. Tak więc pytanie o ostateczną ocenę 22 lat posługi prymasowskiej, o dziedzictwo i recepcję myśli ? również tej odnoszącej się do zagadnień społecznych ? musi z konieczności pozostać bez odpowiedzi, jeżeli nie chcemy brnąć w jałowe spekulacje.
Z bogactwa książki p. Serwatki zasygnalizowałem zaledwie kilka ważnych problemów, wiele innych zagadnień zostanie zapewne odkrytych przez uważnych czytelników. Obowiązek recenzencki każe zwrócić uwagę na słabsze strony tej wartościowej publikacji. Jedną z nich jest skrótowość, z jaką autor świadomie traktuje niektóre tematy, na szczęście informując czytelników, że zostały omówione gdzieś indziej. Mimo wszystko pozostaje poczucie niedosytu. Przykładem niech będzie wzmianka, że w latach 40. prymas Hlond zaczął w poglądach politycznych ewoluować na lewo i dystansować od dotychczasowej sympatii do środowiska sanacyjnego. Wzmianka... i tylko wzmianka, niestety, a chciałoby się dowiedzieć o tej ewolucji czegoś więcej, zrozumieć ją w kontekście kardynalskich wyborów z lat 1945-48.
W wielu przypadkach za niepotrzebne uznałbym bardzo liczne uzupełnienia p. Serwatki przytaczanych wypowiedzi i dokumentów. Właściwie trudno znaleźć w książce stronę bez takich wtrąceń (częstokroć rozbudowanych), również w tych cytatach, które są zrozumiałe bez żadnych dodatków. Pojawiają się też pewne niezręczności stylistyczne, jakich nie powinno być w publikacji popularnonaukowej, zwroty np. dziki, skrajny liberalizm; probolszewicki komunizm; komunizm prosowiecki. Zakładam, że czytelnicy będą przecież świadomi, że z natury rzeczy prymas w latach II RP nie mógł rozważać skomplikowanych idei titoizmu, maoizmu czy przemyśleń komunistów albańskich...
Na marginesie warto wskazać jeszcze paradoks, jaki wiąże się z kwestią liberalizmu, tak rzekomo dzikiego i skrajnego. Jeżeli dobrze rozumiem p. Serwatkę, kardynał negował wartość wolnego rynku, a równocześnie był zwolennikiem szkolnictwa prywatnego, wyjętego spod kontroli państwa. Czy można wyobrazić sobie autentycznie prywatne szkolnictwo, w ogóle własność prywatną, tam, gdzie nie funkcjonuje wolny rynek? Każde ograniczenie rynku oznacza przecież ograniczenie prawa własności!
Z pewnością przynajmniej część wskazanych przeze mnie braków można poprawić w II wydaniu tego niewątpliwie potrzebnego tytułu.

 

Tomasz Serwatka, Koncepcje społeczno-polityczne Prymasa Polski Augusta Hlonda (1926-1948), Poznań 2006, ss. 312.

Wyświetlony 3989 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.