sobota, 31 lipiec 2010 11:46

Deflacja - dobrowolna albo przymusowa

Napisane przez

Niewiele zjawisk w historii myśli ekonomicznej budziło grozę i nienawiść tak wielką, jak deflacja. Nawet uważny teoretyk i zwolennik twardego pieniądza, jakim był Ricardo, odczuwał wobec niej nieuzasadniony lęk, a prawdziwy strach spadających cen legł u podstaw zarówno myśli keynesistowskiej, jak i monetarystycznej.

Inflacyjne rozdawnictwo oraz zalecenia kredytowe Irvinga Fishera i wczesnej Szkoły Chicagowskiej, a także słynna "zasada" usztywniania stóp wzrostu podaży pieniądza, ukuta przez Friedmana ? wszystkie one były skutkiem namiętnej chęci powstrzymania spadku cen (przynajmniej w długim okresie).
To, że monetaryści i keynesiści apelują o dekretację pieniądza, wynika właśnie z tego, że wolne rynki i czysty standard złota nieodmiennie prowadzą do zmniejszania się cen. Co ciekawe jednak, choć dobrowolna deflacja piętnowana jest jako wcielenie zła, wszyscy generalnie zgadzają się na drakońskie i przymusowe środki deflacyjne przyjęte dla zapobieżenia gwałtownej inflacji np. w Brazylii i Związku Sowieckim.
Lecz zanim przejdziemy do tego, należą się Czytelnikowi słowa wyjaśnienia w naszych czasach zamącenia pojęć ze sfery pieniądza. "Deflacją" określa się zwykle ogólny spadek cen. Deflacja może też być rozumiana jako redukcja podaży pieniądza, która ma też wpływ na obniżanie się cen. Szczególnie warto odróżnić zmiany cen i podaży pieniądza wynikłe z dobrowolnych zmian w wartościowaniach lub działaniach ludzi na wolnym rynku od rozmyślnych, narzuconych przez rządowy przymus zmian w podaży pieniądza.
Za sprawą deflacjofobii, wolnorynkowa deflacja cenowa została wyklęta, jako sprawca depresji, kłopotów przedsiębiorstw czy bezrobocia. Zauważmy, że deflacja ta może mieć trzy przyczyny. Po pierwsze, wzrost produktywności i podaży dóbr na wolnym rynku. Tak zazwyczaj było podczas rewolucji przemysłowej od połowy osiemnastego stulecia.
Spadające ceny nie przerodziły się jednak w żaden straszny, wielki problem. Zamiast tego okazały się cudowną przyszłością, którą niesie nieskrępowany kapitalizm. Rewolucja przemysłowa zmierzała ku spadkowi cen, podnosząc poziom życia każdej osoby. Spadające koszty podtrzymywały zyskowność przedsięwzięć. Stabilne nominalne pensje odzwierciedlały miarowy wzrost płac realnych (przez wzrost siły nabywczej pieniądza).
Nie powinniśmy zatrzymywać tego procesu, lecz chwalić go i cieszyć się nim. Niestety, obecny, od II wojny światowej inflacyjny pusty pieniądz sprawił, że zapomnieliśmy o tej zdroworozsądkowej prawdzie, przyzwyczajając się do niebezpiecznej gospodarki inflacyjnej.
Kolejną przyczyną wolnorynkowej deflacji cen jest ogólna potrzeba "gromadzenia" pieniędzy, która sprawia, że gotówka w rękach ludzi ma wyższą wartość realną ? wyższą siłę nabywczą. Nawet ekonomiści uznający pierwszy rodzaj deflacji o drugiej myślą tylko ze zgrozą i chcą jej zapobiec, apelując o rządowy druk pieniądza.
Cóż jednak złego w tym, że ludzie potrzebują więcej gotówki? Dlaczego ich interes jest do pominięcia, a korzystać mają inni? Rynek, jako instytucja wolnego systemu cenowego i pełnych inwencji przedsiębiorców, jest idealnie dostrojony do szybkich reakcji na wszelkie zmiany w wartościowaniach konsumentów.
Wszelkie "braki w zatrudnieniu" zasobów wynikają z odebrania ludziom możliwości dopasowania się do nowych warunków, czego dokonuje się poprzez wymuszenie nadmiernie wysokich realnych cen lub płac. Na rynku z takimi problemami szybko by sobie poradzono, gdyby tylko pozostawić wolność przystosowywania się ? tj. gdyby rząd oraz związki powstrzymały się od interwencji mających na celu spowolnienie i przeszkodzenie procesowi dostosowawczemu.
U źródeł trzeciej rynkowej postaci deflacji cen tkwi redukcja kredytu bankowego w czasach recesji i runów na banki. Na ten rodzaj deflacji nieprzychylnie spoglądają nawet ci ekonomiści, którzy akceptują obie poprzednie jej postaci ? wskazują, że proces ten jest monetarny i egzogeniczny wobec rynku.
Pomijają tu jednak kwestię kluczową: redukcja kredytu to po prostu zdrowa reakcja na uprzednie inflacyjne interwencje kredytowe banków. Wycofywanie kredytów, sprawiające, że banki są zmuszone do rewindykacji napęczniałych należności, jest wyłączną metodą odzyskania przez rynek i konsumentów kontroli nad systemem bankowym ? zmuszając go do wyzdrowienia i wyrzeczenia się inflacji. Rynkowa redukcja kredytu przyspiesza proces zdrowienia, pomagając oczyścić gospodarkę z wadliwych pożyczek i nieuczciwych banków.
(?)
Murray N. Rothbard
Wyświetlony 4174 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.