sobota, 31 lipiec 2010 12:58

Strach się bać

Napisane przez

Nie lękajcie się! - takimi słowy Jan Paweł II zachęcał Polaków do stawienia czoła rzeczywistości. Niestety, można jedynie ubolewać, że wezwanie JP II nie zagościło na trwale w sercach rządzących.

 

Mistrzowie zmarnowanych szans

Zmiany. Tego najbardziej obawiają się uzależnieni od stołków politycy. Efekt widać jak na dłoni. We wszelkich rankingach, które dotarły do opinii publicznej w ostatnich tygodniach, opierająca się reformom Polska gościła na szarym końcu. W Europie, także na tle nowo przyjętych członków UE, jesteśmy maruderami pod względem konkurencyjności, innowacyjności, informatyzacji.
Według danych Unii Europejskiej, Polacy mają najtrudniejszy oprócz Greków dostęp do szerokopasmowego Internetu. Raport londyńskiego Centre for European Reform stawia Polskę na szarym końcu pod względem reform gospodarczych. Jesteśmy za to liderami bezrobocia, korupcji i zmarnowanych szans. Nie jest to powód do narodowej dumy. A przecież Polacy są jednym z najbardziej przedsiębiorczych narodów Europy!
Wspólnym mianownikiem naszych kłopotów jest lękliwy opór władzy wobec zmian, podczas gdy zmiana jest immanentnym czynnikiem gospodarki rynkowej. Władza, obawiając się utraty wpływów, nie chce zdjąć kajdan, którymi skuła rodzimą gospodarkę. Nie sposób uciec przed reformami, które i tak upomną się o swoje w odpowiednim czasie. Jak tak dalej pójdzie, wkrótce zostawią nas w tyle nie tylko nowi członkowie UE, ale także aspirujący do tej organizacji, na przykład: Bułgarzy czy Rumuni.
Agresywni Polacy tracą wpływy i przyjaciół ? przestrzegają w jednym z ostatnich numerów redaktorzy lewicującego tygodnika "The European Voice". Warszawa jest krytykowana za blokowanie europejskich reform, budżetu, europejskiej konstytucji. Jakkolwiek artykuł utrzymany jest w histerycznym tonie, zmianom nie pomoże bowiem eurokonstytucja, trudno nie podzielać zdziwienia, że rząd z jednej strony walczy z europejskim centralizmem, z drugiej zaś domaga się... wspólnej polityki energetycznej.
Podobne niekonsekwencje odnajdujemy w polityce wewnętrznej. Z jednej strony rządzący przy każdej okazji powołują się na katolicką naukę społeczną, z drugiej zaś sprzeniewierzają się zasadzie pomocniczości, która krytykuje interweniowanie władzy centralnej w kompetencje niższych szczebli, bez wyższej konieczności, a co, przecież każdy się zgodzi, obserwujemy nagminnie.

Gospodarczy nacjonalizm
Przy okazji debaty o przyszłości energetycznej Starego Kontynentu, rozgorzała dyskusja, w której najczęściej powtarzanym terminem jest "gospodarczy nacjonalizm". W europejskiej polityce patriotyzm jest rzeczą niezbędną. W Brukseli krzyżują się rozmaite interesy, dlatego interes narodowy powinien przyświecać każdemu z eurodeputowanych. Dlatego z nadzieją należy patrzeć na powstanie nowego konserwatywnego ugrupowania pod przywództwem Brytyjczyków, które mogłoby sprzeciwić się dominacji socjalistów w Brukseli. Gdy jednak jest mowa o nacjonalizmie gospodarczym, nie chodzi o żaden szczytny cel, lecz o zwykły, szkodliwy dla obywateli, narodowy protekcjonizm.
Kapitał nie ma narodowości i dla konsumenta jest właściwie bez znaczenia, czy kupuje od Włocha czy Hiszpana. Konsument chce kupić dużo i tanio. Jeśli ogranicza się mu wybór, powołując się na enigmatyczny interes narodowy, jest to zwykły szwindel, na którym zyskuje klasa rządząca. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od czasów średniowiecza, w tradycji scholastycznej, monopol (a taką formę mają zwykle narodowe molochy) był traktowany jako oszustwo, wyrafinowaną formę kradzieży. Czy pamiętają o tym politycy?
Tymczasem najnowsza wojna gospodarcza Europy przystroiła się w narodowe piórka. Polacy blokują przejęcie banku przez Włochów. W energetyce Francuzi blokują Włochów, Hiszpanie Niemców. W Polsce rząd proponuje "konsolidację" sektora energetycznego ? podzielenie rynku pomiędzy cztery grupy dużych firm. Przegrają na tym wszyscy. Dużo wyższe rachunki za energię to jedyne, czego możemy spodziewać się po tego typu transakcjach.
Podszyty lękiem gospodarczy nacjonalizm jest sprzeniewierzeniem się ideałom, które leżą u podstaw formowania się Wspólnoty Europejskiej ? stworzenia jednolitego, ponadnarodowego rynku. To przecież wspólny rynek, a nie unia polityczna był pierwowzorem integracji Europejskiej.
Dlatego europejskie instytuty spraw publicznych wzywają polityków do usunięcia barier integracji rynku energetycznego. Włoski Instituto Bruno Leoni, hiszpański Instituto De Mariana, czeski Liberalni Instytut i litewski Instytut Wolnorynkowy sugerują sprzedaż większości przedsiębiorstw energetycznych znajdujących się w rękach państwa i otwarcie rynku energetycznego dla integracji. Tylko wtedy możemy spodziewać się realizacji ideałów zjednoczenia Europy, a także niższych cen za prąd i gaz.
(?)
Tomasz Teluk

Wyświetlony 4090 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.