niedziela, 29 sierpień 2010 05:46

Wyzwoliciele Przemarsz przez Warszawę i rabunki mienia

Napisane przez

Pod koniec kwietnia i na początku maja 1945 r., kiedy kapitulacja III Rzeszy była kwestią kilku dni, Sowieci kierowali transporty do Rosji.

 

W maju 1945 r. nie były to jeszcze transporty przewożące całe armie, lecz poszczególne oddziały pilnujące rzeczy zrabowanych na zachodzie. Kwestia powrotu żołnierzy sowieckich do ojczyzny nie jest pozbawiona pewnego paradoksu. Czerwonoarmiści mieli zająć jak najszybciej tereny na zachodzie, a później nakazano im jak najszybciej powrócić do Rosji. Dlaczego? Rosjanie spotkali się z Amerykanami nad Łabą, a w Niemczech widzieli bogate miasteczka, wcale nie przypominające miasteczek i wsi rosyjskich. Widzieli także produkty "zgniłego kapitalizmu": rowery, samochody, dywany, zegarki itd. Nawet ubrania mężczyzn i kobiet zdawały się często o wiele atrakcyjniejsze niż stroje wyprodukowane w Rosji. Wpajana przez lata propaganda o biedzie Zachodu nie znajdowała potwierdzenia. Amerykanie ("kapitalistyczni wrogowie") dawali sowieckim żołnierzom "coca-colę" i papierosy.

Józef Stalin obawiał się skutków spotkania czerwonoarmistów z Europą. Podobne podróże nie wróżyły nic dobrego, bowiem stwarzały okazję do porównań życia we własnym kraju z sytuacją panującą gdzie indziej (J. Smaga, Narodziny i upadek ZSRR 1917-1991, s.181).
Przemarsz Rosjan odbywał się albo piechotą, samochodami lub koleją (większość maszerowała jednak pieszo). Ilu przeszło przez nasze ziemie? Tego nie sposób ustalić, ale jest jasne, że przechodziły setki tysięcy. W Armii Czerwonej panował organizacyjny chaos, lecz dość szybko dowództwo podjęło decyzję o pozostawieniu w Polsce odrębnej grupy wojsk, które zostały wydzielone z poszczególnych frontów i dostały jasne rozkazy. Na mocy decyzji Głównej Kwatery Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych ZSRR nr 11097 z 29 maja 1945 r., 10 czerwca tego roku z dowództwa i związków operacyjnych II Frontu Białoruskiego utworzono Północną Grupę Wojsk Armii Czerwonej. (M. Krogulski, Okupacja w imię sojuszu, t. I, s. 27) (Cel powołania nie został w rozkazie określony, ale można przypuszczać, że był to przewidywany drugi rzut wojsk inwazyjnych w przypadku ataku na Europę Zachodnią).
Ambasador amerykański Artur Bliss-Lane oceniał, że marszałek Rokossowski dowodził w Legnicy siłami liczącymi około 300 tys. żołnierzy. We Wrocławiu, leżącym zaledwie 80 km od Legnicy, liczbę żołnierzy radzieckich oceniano według różnych źródeł na około 100 tys. (A. Bliss-Lane, Widziałem Polskę zdradzoną, s. 110), natomiast attache wojskowy Ambasady Brytyjskiej w Warszawie w swym raporcie z 28 listopada 1945 r. oceniał, że w Polsce kwateruje co najmniej dwadzieścia kilka dywizji sowieckich (T. Żenczykowski, Dramatyczny rok 1945, s. 175).
Podane orientacyjne liczby odnoszą się do żołnierzy, którzy mieli przydziały i pozostawali w zwartych formacjach. Ponadto ukazują stan nie z lata, lecz jesieni 1945 r. Liczby np. maruderów, którzy zgubili swe jednostki, nie sposób ustalić. Na szybkość przerzutu sowieckich jednostek ? pułków, dywizji, armii ? miała wpływ decyzja o przystąpieniu ZSRR do wojny z Japonią. Podstawowe przewozy wojskowe ? zarówno centralne, jak i międzyfrontowe ? odbywały się koleją w okresie od maja do lipca, najintensywniejsze jednak były w czerwcu 1945 r. (I. Matanle, II Wojna Światowa, s. 385).
Na pierwszej powojennej sesji (XII) Rady Najwyższej ZSRR, 23 czerwca 1945 r. uchwalono ustawę o demobilizacji we wszystkich rodzajach, w pierwszej kolejności trzynastu najstarszych roczników (tamże, s. 601).
Demobilizacja rozpoczęła się 7 lipca 1945 r. i trwała do pierwszej połowy 1948 r.
Ówczesne gazety wychodzące w Polsce nasiliły artykuły o demobilizacji i powrocie Sowietów do ojczyzny. Była to niejako akcja propagandowa, mająca podkreślić i dać Polakom do zrozumienia, że po zakończeniu wojny na ziemiach polskich nie ma potrzeby pozostawiania żołnierzy Armii Czerwonej. Później obecność Armii Czerwonej tłumaczyć się będzie zabezpieczeniem granicy na Odrze. Na czerwiec i lipiec 1945 r. w gazecie "Wolność" przypada najwięcej wzmianek o żołnierzach powracających do Rosji. Jak donosiły artykuły, powrót żołnierzy zdemobilizowanych koleją, drogami wodnymi i drogami naziemnymi odbywał się sprawnie i bez zatrzymywania w drodze ("Wolność" nr 157/266 z 5 VII 1945 r., s 1). Nierzadko powracających czerwonoarmistów żegnały, oczywiście na polecenie władz polskich, orkiestry grające rosyjskie utwory i według gazet ? tłumy ludzi. Były to niejako starannie wyreżyserowane i mające odpowiednią oprawę widowiska.
Tymczasem, ambasador amerykański Artur Bliss-Lane, świadek epoki, wspomina o innych nastrojach i innej atmosferze, jaka panowała w Warszawie, gdy przez zrujnowane miasto przechodziły oddziały sowieckie. Oto jego słowa: Widzieliśmy tysiące żołnierzy radzieckich maszerujących na wschód. Wielu z nich nie miało mundurów, więc przyjęliśmy, że to wyzwoleni jeńcy wojenni z Niemiec. Żołnierzom towarzyszyły niemieckie wozy konne wypełnione łupami wojennymi wszelkiego rodzaju: maszynami do szycia, rowerami, pościelą, wannami (A. Bliss-Lane, Widziałem..., s. 72).
Powołując się na wiele tego typu relacji, można powiedzieć, że w tym powrocie do ojczyzny Armia Czerwona nie przypominała regularnej i zdyscyplinowanej armii, lecz raczej jedną z antycznych armii, która po udanej kampanii wracała z łupami do domu. Sam ambasador widział również obywateli radzieckich, którzy eskortowani przez żołnierzy polskich i radzieckich, szli na dworzec kolejowy znajdujący się na Pradze ? najwyraźniej byli to ludzie deportowani do Związku Sowieckiego. Nikomu nie wolno było z nimi rozmawiać, a przygnębienie widoczne na ich twarzach wskazywało, że nie wybierali się w tę podróż dobrowolnie.
Po podpisaniu umów jałtańskich wszyscy obywatele rosyjscy (jeńcy, żołnierze walczący w szeregach Wehrmachtu, cywile wywiezieni do Niemiec na roboty i ofiary obozów koncentracyjnych) mieli powrócić do Rosji. W ciągu dwóch miesięcy, od maja do lipca 1945 r., repatriowano ponad 1,3 mln ludzi przebywających w zachodniej strefie, którzy uważani byli przez Moskwę za obywateli sowieckich (Czarna Księga Komunizmu, s. 302).
Do punktów granicznych strefy sowieckiej Rosjan eskortowała policja amerykańska, francuska i angielska, a także formacje wojskowe. Niektórzy z obywateli sowieckich, nie chcąc powrócić do kraju rządzonego przez partię komunistyczną, popełniali samobójstwa. To właśnie tych ludzi widział amerykański świadek. Ponieważ wszystkie mosty w Warszawie zostały zniszczone w czasie wojny, Sowieci zbudowali drewniany most, przez który przechodzili żołnierze i cywile. Przy wjeździe na most postawiono także olbrzymie portrety przedstawiające J. Stalina, B. Bieruta i gen M. Rolę-Żymierskiego. Armia Czerwona miała nie tylko swój udział w przyzwalaniu na zburzenie miasta przez Niemców, lecz także w odbudowie stolicy. Gazety informowały, że Republiki radzieckie posyłają mieszkańcom polskiej stolicy 60.000 ton zboża ("Wolność" nr 23 (132) z 27.01.1945). Natomiast radziecki Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc miały wysłać medykamenty. W przesyłkach znajdują się komplety do zabiegów chirurgicznych, klisze rentgenowskie, surowica przeciwtężcowa, przeciwdyfterytowa, lekarstwa i środki opatrunkowe ? donosił kolejny numer gazety z lutego 1945 r.
Armia Czerwona ze swego składu przeznaczyła na potrzeby miasta dwieście samochodów wojskowych i trzydzieści trolejbusów (T. Żenczykowski, Dramatyczny ..., op. cit., s. 170).
Stalin ponadto kazał skierować do miasta transport żywności i domki fińskie. Na tym pomoc Armii Czerwonej dla miasta się skończyła (biorąc pod uwagę skalę zniszczeń, a także równocześnie przeprowadzane na innych terenach grabieże i rabunki ? była to pomoc pomimo wszystko znikoma).
Jaka sytuacja panowała w zburzonej stolicy Polski w lecie 1945 roku?
W stolicy Rosjanie i Polacy wspólnie patrolowali miasto, lecz nie wpłynęło to na poprawę bezpieczeństwa. Oczywiście, przestępstwa popełniali także bandyci polscy, kryminaliści cywilni, lecz nie tylko. Przestępstwa popełniali także żołnierze rosyjscy.
Bliss-Lane wspomina o stanie bezpieczeństwa: Zródłem mojej troski były raporty donoszące o nocnych strzelaninach w pobliżu hotelu Polonia [tymczasowa siedziba ambasady amerykańskiej] wywołanych przez niezdyscyplinowanych żołnierzy radzieckich, napadających na przechodniów oraz włamaniach do prywatnych mieszkań. Sytuacja była tak poważna, że ambasador żądał przysłania amerykańskich żołnierzy do ochrony ambasady USA.
Żołnierze rosyjscy dokonujący napadów w Warszawie mogli należeć do jakiejkolwiek formacji przebywającej lub przechodzącej przez miasto.
(?)
Kristian Kowalski

Wyświetlony 5099 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.