wtorek, 31 sierpień 2010 19:04

Dyktatura słodkiego...

Napisane przez

Pamiętam konsternację, jaką wywołał swego czasu Tomek Budzyński, nawrócony lider zespołu metalowego "Armia", w auli wrocławskiego PWT. Otóż był on zaproszonym gościem "Forum Młodych", corocznego sympozjum organizowanego przez kleryków wrocławskiego seminarium duchownego. W swej wypowiedzi przed licznie zgromadzonym audytorium, składającym się zarówno ze świeckich, jak i duchownych odniósł się do zarzutów, że "Armia" gra zbyt ostrą muzykę. Powiedział, że tak jak oni teraz grają, to "na Zachodzie" grało się ze 20 lat temu, a teraz to oni grają (przepraszam za dosłowny cytat) muzykę "słodko pierdzącą".

Będąc pełnym uznania dla dorobku Tomka i zespołów, w których grał, rozumiem jego samokrytykę, gdyż obserwuję powolne staczanie się wszystkich dziedzin życia w stronę owego "słodkiego p..."
Ewangeliczny radykalizm często tak bardzo ulega "politycznie poprawnej" presji tworzenia tzw. dobrej atmosfery, że chyba można się zacząć niepokoić.
Ewangelia stanowi pewnego rodzaju propozycję Boga dla człowieka. Jeżeli człowiek ją przyjmie, będzie zbawiony i osiągnie szczęście wieczne. Ale najpierw musi uznać, że jest grzeszny, że swoim postępowaniem obraża Boga, że droga, którą człowiek idzie przez życie, ignorując Boże propozycje, skazuje go na potępienie. Musi uznać swój błąd i wybrać Boga, który dokona reszty. Ale, aby się to stało, człowiek musi dokonać jasnego, radykalnego wyboru. I na tym dosyć kazania.
Sprawa jest banalnie prosta, oczywista. Można rzec, za prosta dla współczesnych mędrców, którzy nauczyli się wszystko gmatwać i komplikować.
Dlatego tak wielu pragnie ów prosty wybór maksymalnie na różne sposoby skomplikować, zaciemnić, zagmatwać, zreformować, dostosować do wymogów współczesności. A wtedy tylko spróbować im wytknąć błąd, to od razu się obruszą, a nawet wyzwą od ksenofobów, ciemnogrodzian i innych oszołomów. Dlatego wielu mądrych i zacnych ludzi woli w imię właśnie owego "słodkiego p..." dać spokój, nie szukać konfliktów i tolerować takie czy inne myśli, czyny i zachowania albo nawet podlizywać się im, jako tym, którzy teraz są na topie.
Świąteczny numer tygodnika "Wprost" (52/53 z 2004 r.) w odpowiedzi na dodatek "Polityki" ? "Niezbędnik Inteligenta" zamieścił tekst prof. Ryszarda Legutki "Niezbędnik człowieka myślącego", w którym to tekście radzi nam, jakich współczesnych myślicieli ów myślący inteligent czytać powinien: Ano takich, którzy (...) nie mieszczą się w schematach, jakie narzuca nam panujący folklor intelektualny. Schematy te ? mówiąc najkrócej ? mają charakter wyzwoleńczy. Dzisiejsza humanistyka wzięła sobie za cel wyzwalanie człowieka. Wyzwalanie z czego? Z dyskryminacji, wykluczenia, nietolerancji, patriarchatu, nierówności, homofobii i wielu innych okropnych rzeczy.
Mądre słowa, zwłaszcza w konfrontacji z codziennością. Wszyscy chcą wszystko reformować z czegoś wyzwalać, wszystko naprawiać, nie patrząc na skutki swoich działań Co by tu spieprzyć panowie, co by tu jeszcze spieprzyć. A ci, którzy mają trochę więcej oleju w głowie, wolą im się nie narażać, bo mogą zostać rozjechani przez rozpędzony do granic bezpieczeństwa "parowóz dziejów".
To, co powstało w umysłach XX-wiecznych filozofów, dekonstruktywistów, etyków sytuacyjnych i innych podobnych im inżynierów dusz, ich twórczość (czy raczej tfu...rczość) zostaje poprzez media i kulturę masową przelewane do chłonnych jak gąbka umysłów młodych ludzi. A efekty tego widzimy codziennie.
Dosyć tej teorii, popatrzmy poprzez kilka obrazków i migawek z codzienności. Rzeczywistość, która jest udziałem każdego trzeźwo myślącego duszpasterza czy nauczyciela, przynosi wiele ciekawych obserwacji ze styku pomiędzy ideami i teoretycznymi prądami myślowymi a ich wdrażaniem w życie.
Dziś chyba zupełnie zanikło poczucie WSTYDU i PRZYZWOITOŚCI. Mówi się, że ryba psuje się od głowy. Patrząc na skompromitowaną do suchej nitki elitę SLD, można dziwić się, że jeszcze są przy władzy i co więcej uważają, że muszą utrzymać się na stołkach jak najdłużej, żeby uchronić kraj przed otwarciem teczek, zgubną dekomunizacją i oszołomstwem (Utrzymajmy normalność do jesieni i dajmy społeczeństwu odpocząć ? cha, cha, cha). Podobne idiotyzmy można wygłaszać, ale żeby w nie wierzyć, to trzeba cierpieć na nadmiar dobrego samopoczucia. No, ale księdzu nie wypada politykować.
Spójrzmy na sam dół. Skłonności ekshibicjonistyczne, generowane przez różnorakie rozmowy w toku i inne bary czy tokszoły, udzielać się zaczynają po woli wszystkim, szczególnie zaś młodzieży.
Oto w naszym "biednym kraju" obowiązkowe stają się bizantyjskie wręcz oprawy ślubów, pierwszych komunii, studniówek etc. Materiały filmowe z podobnych imprez obowiązkowo rejestrowane są na płytach DVD. To nic, że panna młoda za chwilę zacznie rodzić. Ważna jest extra-suknia i welon (symbolizujący czystość ? cha, cha, cha), kwiaty, kamery, limuzyny. Koszta idące w tysiące złotych. Dla większości gości ślubnych to chyba jedyna okazja odwiedzenia kościoła. I tak trzeba się cieszyć, że w ogóle zdecydowali się na ślub, teraz trendy jest przecież żyć bez niego.

(?)

 

 

ks. Krzysztof Adamski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 4675 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.