wtorek, 31 sierpień 2010 20:44

Okiem liberała (stronniczy przegląd prasy)

Napisane przez

W dzisiejszych smętnawych czasach niezwykle łatwo jest zostać gwiazdą literackiego Parnasu. Wystarczy napisać pół postępowej tematycznie książeczki, spłodzić ze dwa skromne felietoniki, pokazać się parę razy w telewizji - i sprawa załatwiona.

Taki świeżo nominowany orzeł (orlica) pióra natychmiast nabiera manier intelektualisty, tj. zaczyna wypowiadać się w zasadzie na każdy z możliwych tematów, począwszy od globalizacji, poprzez wartościowość zasobów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej, aż po wpływ kwaśnych deszczy na genotyp rosiczki. Co niezwykle interesujące, usłużne publikatory błyskawicznie użyczają naszemu herosowi miejsca na podobne elukubracje. Podobną karierę zrobił ostatnio Wojciech Kuczok, którego wywody dotyczące właściwych metod wychowawczych możemy przeczytać w "Newsweeku" (2/2005)1 : Projekt wprowadzenia ustawy o ochronie godności dziecka wraz z całkowitym zakazem używania przemocy fizycznej przez rodziców wywołał histeryczne reakcje rzeszy ojców i matek, domagających się prawa do bicia. Wsłuchałem się w radiową dyskusję, w której dorośli powoływali się na rozsądek ? na to, że ludzie rozumni jakoby zdolni są rozróżnić nękanie fizyczne z sadystycznym zacięciem od "małego lania"[...] Przecież klaps bywa życiodajny, gdy się nim w porę noworodka potraktuje; podobnie z niemowlętami, które zabawiają się w ściąganie obrusu z zastawionego stołu. Takie są te klapsy praktyczne, że trudno się z nimi rozstać, gdy mały człowiek zaczyna się wdawać w nieskończone dyskusje, zadręcza kłopotliwymi pytaniami, z naczelnym: "Dlaczego nie wolno?". Tak bardzo się nie chce gadać, tłumaczyć, tak by się chciało uciąć rozmowę odpowiedzią, od której wszystko odbija się jak od muru: "Bo nie!". Prawo do "małego lania" jest prawem do nicestwienia w zarodku spotkania ludzi sobą wzajem się dziwiących. Relacja rodzic-dziecko dla wszystkich, którzy się projektu ustawy wystraszyli, jest i będzie relacją wertykalną, zetknięciem wyższego z niższym, mądrzejszego z głupszym [a przecież powinna panować równość über alles ? S.L.]. Rodzice praktykujący "małe lanie" potępiają przecież przemoc w rodzinie, brzydzą się grubianami, którzy granice między lankiem a lańskiem bez paszportu przekraczają. Och, rodzice cywilizowani i nowocześni chcą wyłącznie rozwiązania kompromisowego: nie chcą bezkarnie przypierdolić dziecku lagą w kręgosłup, chcieliby tylko od czasu do czasu móc pofolgować [...] gniewom bez konieczności liczenia uderzeń. Nowocześni rodzice nie lubią bowiem rodzin, w których nie toleruje się lania jako takiego, bez stopniowania, w których ojcowie z premedytacją noszą spodnie na szelkach. Och, nowocześni rodzice dzieci z takich domów ironicznie nazywają wychowanymi bezstresowo. Dlatego z satysfakcją określając się ojcem nienowoczesnym, wszystkiemi kończynami pod [...] ustawą się podpisuję, a nawet postuluję dopisanie aneksu, by prawo do "leciutkiego naruszonka nietykalnostki osobistej" przysługiwało tym, którzy przyuważą, jak nowoczesny rodzic wymierza karę swojemu potomkowi. Pozostając w stylistyce pana Kuczoka, można stwierdzić, że nasze totalniaczki z coraz większą bezkompromisowością wkraczają przy użyciu instrumentów prawnych w dość delikatną materię tradycji, obyczajów czy społecznego modus vivendi. Stosują przeto środki właściwe holistycznej inżynierii społecznej, nie bacząc na dramatyczne konsekwencje płynące z nadmiernej ingerencji państwa w życie rodzinne (vide: Szwecja). Ale co rzeczywistość może obchodzić unoszonego miksturą świętego zapału oraz świętego oburzenia intelektualistę? Już poza wszystkim ? jak uderzająca jest przepiękna polszczyzna pana Kuczoka, jego imponujący kunszt stylistyczny, ujmujący sposób argumentacji. W sam raz jak na laureata nagrody Nike...

***

W "Gazecie Wyborczej" (nr 12/2005) recenzent filmowy Michał Chaciński (nieodrodny młodociany klon tak zasłużonych działaczy na polu kultury, jak Zygmunt Kałużyński czy też Tadeusz Sobolewski) z zajadłością peroruje: Dokument o stacji Ruperta Murdocha [...] Fox News Channel "Przechytrzyć fakty ? prywatna wojna Ruperta Murdocha" to dobry przykład filmu dokumentalnego, w którym jednostka przygląda się zachowaniom i polityce wielkich korporacji i wyciąga z tej obserwacji przerażające wnioski. Przy okazji to także znakomita lekcja edukacji medialnej. Fox News to kanał niedostępny w Polsce [z tego należy zapewne wyprowadzić konkluzję, że Chaciński go nie ogląda; w niczym mu to jednak, jak zobaczymy poniżej, nie przeszkadza ? S.L], ale w USA to potęga. Stworzony przez Murdocha w 1996 roku jako wyzwanie rzucone CNN w końcu przejął [...] pałeczkę na rynku kablowych kanałów informacyjnych. Hasło Fox News mówi, że prezentują wiadomości "fair and balanced", czyli "uczciwe i wyważone". Właśnie to stwierdzenie jest w dokumencie punktem wyjścia do przyjrzenia się, w jaki sposób polityczne poglądy Murdocha, najważniejszego [bo większość amerykańskich żurnalistów to przecież zdeklarowani demokraci ? czyżby Chaciński o tym nie wiedział? ? S.L] medialnego sojusznika prezydenta Busha i konserwatywnej prawicy (znanego z bezceremonialnego zwalniania pracowników o nieodpowiednich poglądach politycznych), wpływają na manipulacje przekazywanymi w stacji informacjami [już widzę, jak A. Michnik i W. Rapaczyńska zatrudniają w "Gazecie Wyborczej" konserwatywnych liberałów ? S.L.]. Ale krytyka Fox News nie jest tu prowadzona za pomocą demagogicznych zarzutów, tylko w dużym stopniu za pomocą materiałów samej stacji ? zestawionych obok siebie w taki sposób, by nie było wątpliwości, że przeczą głoszonym przez nią zasadom [widzę, iż też amerykańska lewica posiadła stosowną umiejętność właściwego "zestawiania" materiałów ? S.L.] [...] To, co oglądamy, nie pozostawia wątpliwości, że uczciwość i wyważone poglądy to jedynie hasła marketingowe. W walce o realizację doraźnych celów politycznych dziennikarska uczciwość niemal na każdym kroku musi wstydliwie pozostać za drzwiami studia. Nie mówiąc o sytuacjach, w których z założenia nie ma na nią na antenie miejsca, jak w prezentowanych tu fragmentach "The O'Reilly Factor", jednego z najpopularniejszych programów Fox News. Prowadzący go Bill O'Reilly niczym nastolatek bezpardonowo obraża, ucisza i zwyczajnie wyłącza mikrofon rozmówcom, z których zdaniem się nie zgadza. Reżyser Robert Greenwald zrealizował ten dokument tanimi środkami (widać to na ekranie) dzięki pomocy dziesiątek wolontariuszy, którzy przez siedem przedwyborczych miesięcy rejestrowali i analizowali każdą minutę programu Fox News. I dobrze, że taki film powstał właśnie teraz, czyli w dobie oligopoli medialnych". Oczywiście Chacińskiego kompletnie nie interesuje fakt, że rzekomy dzielny bojownik o prawdę oraz orędownik wolności słowa Greenwald jest przedstawicielem tzw. hollywoodzkiej loony left (tj. "kopniętej lewicy"), która z samej swojej natury oskarża konserwatystów czy republikanów o pragnienie zniszczenia amerykańskiej demokracji. Jest więc reżyser owej agitki równie miarodajnym źródłem wiadomości o Fox News Channel, jak ja znawcą perypetii miłosnych Dody Elektrody. Dla Chacińskiego prawdziwymi autorytetami i wzorcami obiektywizmu z Sčvres pozostają zapewne CNN i "New York Times". Cóż, żywię duże (bez ironii) współczucie dla osób egzystujących pod permanentną "zasłoną niewiedzy".

***

Ukazał się nowy numer pisma postkonserwatywnego "Stańczyk" (1/2/2004), niestety podług zapowiedzi numer ostatni, nad czym Stary Liberał bardzo ubolewa (być może spiritus movens periodyku i jego redaktor naczelny Tomasz Gabiś pozwoli namówić się na zmianę tej decyzji?). Obok fascynującego zbioru studiów i analiz na temat "epidemii AIDS" (wystarczy powiedzieć, że przedstawiane są w nim hipotezy rozrywające związek między wirusem HIV a samą chorobą oraz zakładające, że AIDS jest zasadniczo schorzeniem intoksykacyjnym, a nie zakaźnym), baczną uwagę warto zwrócić na artykuł włoskiego katolickiego filozofa polityki Augusto del Noce pod sugestywnym tytułem Marksizm umiera na wschodzie, ponieważ jest realizowany na Zachodzie (napisany 22 grudnia 1989). Mentor Rocco Buttiglionego pisze w nim bowiem między innymi tak: Aktualny stan Zachodu potwierdza prawdziwość diagnozy formułowanej w literaturze kryzysu z lat 30. Z kryzysami tak już jest, że zadowalają się karmieniem "kultury żalu", fundamentalnie nostalgicznej, manifestującej się najbardziej wyraziście w tradycjonalizmie. Tradycjonalizm kultywuje ideę nieodwracalnego upadku Zachodu, lecz właśnie z powodu swojej totalnej opozycji wobec nowoczesnego świata [...] krytyka tradycjonalistyczna skazuje się na całkowitą bezpłodność i nieskuteczność. Nie ma wpływu na świat, który krytykuje, jest poza nawiasem i szuka pocieszenia w gadaninie na archaicznych i upadłych salonach. Nowy świat się rodzi i trzeba się do niego dostosować, aby móc go ulepszać. Podzielam pogląd [...], że ograniczenie tradycjonalistycznej krytyki Zachodu polega na osądzaniu Zachodu według obcych mu założeń, na nierealistycznym porównywaniu człowieka współczesnego z człowiekiem przeszłości, zamkniętym w swojej doskonałości, na porównywaniu świata tradycji z, na zawsze przeklętym, światem, który powstaje. Tymczasem "najskuteczniejszym i najwłaściwszym procesem, jaki można by wytoczyć Zachodowi, to pokazać różnicę między jego obietnicami a ich realizacją". Albowiem przeciwstawiać prawdziwą tradycyjną cywilizację tryumfującemu światu, który nastaje, oznacza ustępować pola przeciwnikowi, a nie zwalczać go. Krytyka progresistowska wykorzystuje ten frontalny sprzeciw tradycjonalizmu wobec nowoczesności. Podkreśla ona fakt, że tradycjonalizm przeciwstawia teraźniejszości nieodwracalnie minioną przeszłość i w ten sposób łatwo go eliminuje. Dlatego autentyczna krytyka tradycjonalistyczna powinna przybrać inną postać, kierując swoją uwagę na zbadanie przyczyn, dla których ostateczny rezultat idei leżących u źródła okcydentalizmu, nie tylko różni się od tego, jaki pierwotnie zakładali ich twórcy, ale wręcz stanowi jego radykalne zaprzeczenie. Sugestia del Noce może być o tyle inspirująca dla środowiska autorów i Czytelników "Opcji na Prawo", że często pojawia się w niektórych z nas pokusa, aby krytykować dzisiejszą rzeczywistość z punktu widzenia jakichś utopijnych konstrukcji, ufundowanych na swoistych mitologiach "Złotego Wieku". Częstokroć taka negacja czy polemika prowadzona jest w sposób totalny i kwestionujący wszelkie przejawy ogólnie pojmowanej nowoczesności. Co więcej, adherenci takiego rozumowania najczęściej uznają rozmaite problemy, niedoskonałości, wady itp. za linearny, przyczynowo ugruntowany rezultat założeń fundujących zachodni projekt polityczny (takich, jak kapitalizm, wolność czy wreszcie szczególnie często wyklinana demokracja). Tymczasem, posiłkując się propozycją Augusto del Noce (aczkolwiek zapewne ze sporą dezynwolturą i nie do końca zgodnie z jego intencją), wypadałoby raczej krytykować nie wolny rynek, ale faktycznie istniejący w świecie europejskim i amerykańskim staromodny socjalizm; nie tyle podważać aksjologię wolności, ale demaskować jakże częste świadectwa zniewolenia jednostki; nie tyle powielać platońskie i arystotelesowskie enuncjacje na temat demokracji, ale odkrywać struktury starej, tradycyjnej, poczciwej oligarchii. To wszak drugie człony tych antynomii wydają się przecież czynnikami odpowiedzialnymi za dzisiejszy kształt Occidens. Taka strategia będzie nie tylko politycznie efektywniejsza, ale i wyraźniej korespondująca z rzeczywistą kondycją społeczno-polityczno-kulturowo-ekonomiczną Zachodu u progu dwudziestego pierwszego stulecia.

***

Joanna Podgórska z typowym dla pewnego nurtu publicystyki kobiecej niedostatkiem pogłębionej refleksji konstatuje w "Polityce" (2/2005): Niemal całkowity zakaz aborcji, brak dopłat do antykoncepcji, nieobecność edukacji seksualnej w szkołach ? mogłoby się wydawać, że zrobiono wszystko, by zapobiec ujemnemu przyrostowi naturalnemu [wszystko? A mnie się wydawało, że wystarczy znieść przymus ubezpieczeń. ? S.L.]. A krzywa ani drgnie w górę, przeciwnie-powoli, ale systematycznie opada. Ostatnio władze Krakowa i Warszawy sięgnęły więc do środków specjalnych, obiecując młodym matkom gratyfikację finansową [...] Ulica szybko nazwała tę nagrodę "plemnikowym". Czy to coś zmieni? Bardzo wątpliwe. Aspiracji zawodowych młodych kobiet nie da się zatrzymać. Nie po to się kształcą i inwestują w siebie, żeby za kilka tysięcy poświęcić swoje ambicje. Konfrontowane z alternatywą: kariera czy dziecko, będą zwlekać z macierzyństwem, poprzestawać na jednym potomku. Polska nie jest jedynym krajem, który ma ten problem. Warto się przyjrzeć, jak go rozwiązują inni [słusznie, w końcu to, że najpopularniejsze imiona dla noworodków w Europie Zachodniej mają lekko arabskie brzmienie, jest bez wątpienia zasługą doskonałych nowoczesnych rozwiązań ? S.L.]. W krajach skandynawskich, które odniosły sukces na tym polu, rozbudowano system socjalny wspomagający młodych rodziców. Nie wszystkich na to stać. Inni starają się uczynić rynek pracy bardziej przyjaznym dla młodych matek: łatwy powrót, elastyczne godziny pracy, możliwość wykonywania części obowiązków w domu, w większych firmach, gdzie pracuje dużo młodych kobiet, tworzenie na miejscu miniżłobków. U nas takich pomysłów nie ma. O tak, rewelacyjna idea: niech nam Belka ze Środą przymuszają firmy do tworzenia żłobków; niech nam Giertych z Kaperą regulują "elastyczność" godzin pracy kobiet; niech nam Rokita z Gilowską normują, kiedy kobieta powinna pracować w domowych pieleszach, a kiedy w siedzibie przedsiębiorstwa. Gwarantuję, że wówczas bezrobocie pośród płci pięknej oraz jej tzw. dyskryminacja płacowa w relacji do mężczyzn spadną na łeb na szyję. Najzabawniejszy jest jednak fakt, że na innych stronach "Polityki" wielokrotnie można było znaleźć wezwania do uelastycznienia kodeksu pracy czy obniżki kosztów zatrudniania. Ale cóż, stara logiczna zasada niesprzeczności najwyraźniej nie obowiązuje w redakcji przy ul. Słupeckiej. A może po prostu Joanna Podgórska to pseudonim jakiegoś zakamuflowanego zwolennika rezygnacji (i to w dodatku przymusowej) kobiet z pracy zawodowej? No no, zaraza w Grenadzie?

***
Pozostaję w stanie nieustannego zdziwienia, że znane słowa "ministry" (a co, niech i mnie będzie wolno poczynić koncesję na rzecz feminizmu) Magdaleny Środy wywołały tak duże zaskoczenie i bulwersację pośród ogromnej części polskich środowisk opiniotwórczych. Najwyraźniej przedstawiciele rzeczonych elit nie czytują periodyku "Bez dogmatu", a więc pisma jednej z najbardziej zdogmatyzowanych lewackich grupek. Otóż tezy wypowiedziane przez p. Środę stanowią niemalże wyznanie wiary rzeczonych intelektualistów, wśród których znajdziemy m.in. wielu uniwersyteckich profesorów. Oto, co przykładowo pisze (nr 61) Piotr Rymarczyk: Niełatwo o krytykę autorytaryzmu w kraju, w którym zgodnie z panującym dyskursem autorytet stanowi skuteczne remedium na wszelkie problemy. Ma wyleczyć ludzi z wszelkich wad i wytyczyć prostą, a zarazem pożądaną moralnie ścieżkę postępowania. Co gorsza, wszystkie te cele osiąga, skutkiem czego autorytarne schematy myślenia i działania przenikają całość życia społecznego. Ich najwyższym wyrazem jest religia katolicka, u której podstaw stoi pozbawione uzasadnienia zaufanie, arbitralna hierarchia oraz rozróżnienie na "pana" i posłusznych mu "wiernych". Przedłużeniem i dopełnieniem represyjnej religii jest dominujący w Polsce model rodziny. Bezwzględnej władzy mężczyzn, związanej z przemocą domową, której ofiarą pada co trzecia kobieta, nadaje się status naturalności i quasi-biologicznej konieczności. Przy czym zachowany jest tu ten sam typ relacji, co między klerem i jego owcami ? mianowicie oparte na irracjonalnych przesądach arbitralne panowanie. Model ów dominuje też na polu ekonomicznym, gdzie pod eufemistycznymi pojęciami "wolności gospodarczej", "elastyczności" czy "konkurencyjności" ukrywa się stosunki władzy pracodawców nad robotnikami. Autorytaryzm panuje zresztą nie tylko w kościele, domu prywatnym i na rynku; przenika również do edukacji, kultury i polityki, wyznacza główne mechanizmy reprodukcji więzi społecznych. A zatem podsumowując, jeśli, szanowny Czytelniku, żyjesz w heteroseksualnej rodzinie szanującej autorytet matki i ojca, jeżeli jesteś wyznawcą katolicyzmu, jeśli popierasz wolny rynek, jeżeli wierzysz w obowiązywanie w obszarze kultury pewnych hierarchii, które autorytatywnie przyjmujesz, jeśli nie chcesz, aby w polskich szkołach i uczelniach funkcjonował model wymarzony przez półgłówków z pokolenia 1968 roku ? to jesteś wielce prawdopodobnym kandydatem do stosowania przemocy domowej. Takie tezy są nagminnie generowane w lewacko-feministycznym dyskursie (także i akademickim). Innymi słowy, perspektywa pani Środy nie jest niczym nadzwyczajnym. To, że rządzą nami albo skorumpowani cynicy, albo zideologizowani fanatycy, nie powinno przeto obecnie nikogo dziwić.
_____________
1 Z góry przepraszam czytelników "Opcji" za język autora cytowanego artykułu.
Stary liberał

Wyświetlony 5598 razy

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.