wtorek, 31 sierpień 2010 20:46

Liberalizm gospodarczy Liberalna koncepcja państwa (25)

Napisał

Omyłkowo w poprzednim numerze powtórzyliśmy odcinek 24. Właściwy odcinek 25 zamieszczamy teraz. Przepraszamy za błąd.

Rynek pracy (cd.)
Według liberałów, bezrobocia nie można likwidować przez aktywną politykę państwa, taką jak na przykład roboty publiczne: podnoszenie podatków, aby stworzyć miejsca pracy, w istocie je niszczy. Podatnicy, mając mniej do wydania, zatrudniają mniej ludzi; rząd zatrudnia więcej. Ponadto wyższe wydatki rządowe oraz wyższe podatki redukują bodźce motywujące jednostki do pracy, oszczędzania i inwestowania. Bezpośredniemu ubytkowi miejsc pracy, spowodowanemu obniżeniem wydatków przez podatników, towarzyszy pośredni ubytek miejsc pracy, spowodowany skutkami ubocznymi spadku aktywności na rynku inwestycyjnym1. Bastiat roboty publiczne nazywa ekonomiczną sprzecznością, rujnującym oszustwem2. Podobnego zdania jest Leszek Balcerowicz: badania pokazują również nieskuteczność tzw. aktywnej polityki zatrudnienia, prowadzonej przez rządy w formie specjalnych programów, które mają pomóc zwalczać wcześniej powstałe bezrobocie. Programy te są bowiem finansowane z podatków, a zatem obciążają pośrednio prywatnych przedsiębiorców, utrudniając im tworzenie nowych miejsc pracy. Na dodatek są często źle organizowane3.
Amerykański ekonomista, Thomas DiLorenzo, wyliczył, że miejsce pracy w sektorze prywatnym w 1992 r. kosztowało przeciętnie 29 tys. dolarów, a miejsce pracy w sektorze publicznym ponad 85 tys. dolarów. Innymi słowy, żeby stworzyć jedno "państwowe" miejsce pracy, trzeba de facto zlikwidować… trzy posady w sektorze prywatnym. Dlaczego? W rezultacie finansowania przez państwo walki z bezrobociem ilość dóbr dostępnych w gospodarce nie zmienia się, są one jedynie przesuwane z działalności bardziej opłacalnej (sektor prywatny) do mniej opłacalnej (sektor państwowy). Efektem netto jest wzrost bezrobocia! ? wyjaśnia profesor Thomas Sowell z Hoover Institution. Państwowa interwencja na rynku pracy przynosi także korzyści ? głównie politykom, którzy mogą się ludowi niepracującemu miast i wsi pochwalić tym, jak "aktywnie" zwalczają bezrobocie4.
Tak samo sytuacja wygląda na gruncie polskim: w kilku powiatach województwa mazowieckiego, gdzie na przeciwdziałanie bezrobociu w ramach programu "Absolwent" wyasygnowano w 2001 r. po 450-500 tys. zł, stworzono średnio po trzy miejsca pracy w gospodarce i po trzy posady przy obsłudze programu. Oznacza to, że jedno miejsce kosztowało około 75 tys. zł! Za te pieniądze prywatny przedsiębiorca utworzyłby przynajmniej 5-7 stanowisk. Lokalna gospodarka tylko jednego ze wspomnianych powiatów straciła netto na "walce z bezrobociem" 24 miejsca pracy w ciągu roku! Te działania finansują z podatków wszyscy obywatele, w tym prywatni przedsiębiorcy. Wysokie daniny zmuszają ich do ograniczenia aktywności i zlikwidowania znacznie większej liczby miejsc pracy, niż rząd mógłby kiedykolwiek stworzyć. Bezrobocie rośnie, politycy jeszcze energiczniej z nim walczą, przeznaczając na ten cel coraz więcej pieniędzy z podatków i koło się zamyka. W Ameryce wyciągnięto stosowne wnioski i wycofano się z bezsensownych interwencji w mechanizmy gospodarki rynkowej. W Polsce kosztowny eksperyment trwa5. W ciągu ostatnich 10 lat od 1993 roku w Polsce na walkę z bezrobociem wydano 13 mld zł, a efektem tych wydatków jest drastyczny wzrost bezrobocia.
Według liberałów państwo nie powinno ustalać nie tylko płac maksymalnych, ale również minimalnych. Szczególnie negatywne konsekwencje ustalania płac maksymalnych pojawią się w przypadku rynku pracy kwalifikowanej. (...) zamiast bezrobocia pojawi się nadmierne zapotrzebowanie na kwalifikowaną pracę, spowodowane, między innymi, obniżeniem ilości i jakości świadczonej pracy, ucieczką kwalifikowanej kadry do innych zawodów lub sektora prywatnego, przyjmowaniem zleceń spoza głównego miejsca pracy itd.6 Natomiast kiedy istnieje płaca minimalna, zawsze znajdzie się ktoś, kto gotowy jest pracować za płacę niższą. Jeśli nie ma takiej możliwości ? staje się bezrobotnym: autorytarna regulacja wynagrodzeń powoduje stałe bezrobocie poważnej części siły roboczej (...), podnoszenie wynagrodzeń ponad poziom ustalony przez rynek musi prowadzić do redukcji zatrudnienia7. Tarchalski twierdzi, że dekretowane płace minimalne nie tylko generują bezrobocie. Jedną z konsekwencji wprowadzenia płac minimalnych jest także pewnego rodzaju złudzenie, a mianowicie, liczba de facto bezrobotnych będzie mniejsza, czasami znacznie, od liczby zarejestrowanych bezrobotnych8. Instytucji płacy minimalnej nie wprowadzono, między innymi, w Szwajcarii i Hongkongu. W obu tych krajach bezrobocie jest na bardzo niskim poziomie9.
Zdaniem liberałów, aby zmniejszyło się bezrobocie, konieczny jest wzrost gospodarczy, a ten jest możliwy, gdy obniży się podatki i koszty pracy, uelastyczni prawo pracy, utrzyma pod kontrolą inflację i deficyt budżetowy. Dowodem może być sytuacja w USA i Europie Zachodniej: dwadzieścia lat temu bezrobocie w USA i Europie miało podobne rozmiary ? około 10 proc. Amerykanie [Ronald Reagan] zaczęli je zwalczać, tworząc warunki do powstawania nowych miejsc pracy, czyli obniżając podatki i redukując świadczenia socjalne, natomiast Europejczycy (z nielicznymi wyjątkami [Irlandia i Hiszpania pod prawicowymi rządami ? José Maria Aznar zmniejszył bezrobocie z 25% do 12% w ciągu 4 lat]) walczyli z nim po europejsku: wypłacali pozostającym bez pracy wysokie zasiłki, za które zapłacili wzrostem bezrobocia. W efekcie w Europie bezrobocie zwiększyło się dwukrotnie, a w USA ? przy wysokim wzroście wydajności pracy i postępie automatyzacji ? dwukrotnie spadło10. Podobnie w Korei Południowej prowadzącej liberalną politykę gospodarczą bezrobocie jest na bardzo niskim poziomie: w latach 1982-2002 wahało się między 2% (1995 i 1996 rok) a 6,8% (1998 rok) i wyniosło średnio 3,4%11. W Hongkongu, gdzie wysokość płac ustalana jest przez popyt i podaż na siłę roboczą, a nie przez związki zawodowe, nie ma żadnych ograniczeń ilości godzin pracy w przemyśle dla mężczyzn, którzy ukończyli 18 lat12. Natomiast prowadzący liberalną politykę gospodarczą Singapur stał się jedynym krajem Azji, w którym od 1970 roku nie ma bezrobocia13. Jeszcze w latach 50. groziło obywatelom tego kraju masowe bezrobocie. Jednak miejsca pracy powstawały w takim tempie, że na początku lat osiemdziesiątych odnotowano (...) brak rąk do pracy14. Należy przy tym zauważyć, że pod koniec lat 60. XX stulecia rząd Singapuru uzyskał kontrolę nad ruchem robotniczym, wprowadzając restrykcyjne przepisy dotyczące działalności aktywistów robotniczych i związków zawodowych15. Strajki były praktycznie zabronione, a ponadto szybko rosnące płace i rosnący wybór miejsc pracy w latach siedemdziesiątych spowodowały, że większość robotników nie miała ochoty wspierać związkowych agitatorów16. Powyższe fakty ewidentnie dowodzą, że pracownikom powodzi się lepiej dzięki wolnemu rynkowi, a nie związkom zawodowym.
Trzeba ponadto stwierdzić, że nie jest korzystna sytuacja, gdy bezrobocie w ogóle nie występuje. Jak wyliczyli ekonomiści, jest ono korzystne dla państwa i gospodarki na poziomie 3-5%. Wtedy nie następuje zbyt duża presja na podwyżki płac (tak jak przy zerowym bezrobociu), co mogłoby doprowadzić do kryzysu finansowego, a z drugiej strony już takie małe bezrobocie utrzymuje dyscyplinę pracowników.
Do wysokiego bezrobocia ? według liberałów ? w dużym stopniu przyczyniają się także kodeksy pracy, w których gwarantuje się pracownikom wygórowane świadczenia socjalne, płace minimalne, utrudnia się zwalnianie czy ustanawia godziny pracy, dni urlopu czy wieku emerytalnego, a także rozmaite fundusze pracownicze. Takie postanowienia kodeksu pracy bezpośrednio wywierają niekorzystny wpływ na ponoszone przez pracodawców koszty pracy. Zgodnie z przewidywaniami, polityka ta wywiera szkodliwy wpływ na poziom rejestrowanego zatrudnienia17. Ponadto w krajach, gdzie trudno jest zwolnić pracownika, firmy boją się zwiększać zatrudnienie, ponieważ w razie dekoniunktury koszty zwolnień mogą spowodować bankructwo tych firm. Liberałowie są zdania, że musi istnieć wolny rynek pracy, gdzie działałoby nieskrępowane żadnymi przepisami prawo podaży i popytu. Kwestie zatrudnienia powinny być regulowane na zasadach cywilno-prawnych ? umową między pracodawcą a pracownikiem. W krajach takich, jak USA, Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Singapur czy Hongkong w ogóle nie ma kodeksów pracy, a mimo to nie można powiedzieć, że pracownicy w tych krajach są nadmiernie wykorzystywani przez pracodawców, więcej ? nie występuje tam prawie problem bezrobocia18. W Stanach Zjednoczonych rynkiem pracy rządzi zasada: hire and fire (zatrudniaj i zwalniaj) ? pracownika łatwo zwolnić, ale i łatwo zatrudnić nowego, ponieważ pracodawcy nie są bardzo obciążeni gwarancjami socjalnymi19. Z drugiej jednak strony dla zwolnionego pracownika nie jest problemem znalezienie nowej pracy.

Samorządy zawodowe
Liberałowie sprzeciwiają się także istnieniu ograniczeń dostępu do poszczególnych zawodów, który jest zawężony do osób mających odpowiednie uprawnienia wydane przez państwo lub organizację zawodową, jest to bowiem ograniczenie wolności oraz likwidacja wolnego rynku pracy20. Ponadto jest to powrót do systemu średniowiecznych cechów rzemieślniczych. W argumentach, za pomocą których próbuje się przekonać ciała ustawodawcze do wprowadzenia postanowień o licencjonowaniu, zawsze jako uzasadnienie znajdują się słowa o konieczności ochrony interesu publicznego. Jednakże naciski na legislaturę, by wprowadziła licencjonowanie jakiegoś zawodu, rzadko pochodzą od ograbianych czy w inny sposób niewłaściwie traktowanych, klientów. Przeciwnie, naciski niezmiennie płyną od członków tego właśnie zawodu21. Im to bowiem zależy na ograniczeniu dostępu do zawodu, ponieważ tworząc zamknięty zawód, likwidują konkurencję w jego obrębie, co powoduje, że nie ma kontroli rynku, czyli klientów ani nad cenami usług, ani nad ich jakością. Członkowie danego zawodu mają pozycję monopolistów. Często jest również tak, że uzyskanie odpowiednich kwalifikacji jest jedynie przykrywką, tego, by ograniczyć dostęp do zawodu. W rzeczywistości to nie kwalifikacje decydują o uzyskaniu licencji, a inne względy, takie jak koligacje rodzinno-towarzyskie czy łapówki. Jak twierdzi profesor Stanisław Waltoś, wiceprzewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN, korporacje [prawnicze] zamknęły dostęp do zawodu najlepszym studentom i stworzyły system, w którym króluje nepotyzm: dotyczy to zarówno przyjęcia na aplikację, jak i dopuszczenia do zawodu22. Liczby mówią same za siebie: 36 proc. osób przyjętych na aplikację notarialną to dzieci, wnuki lub rodzeństwo notariuszy. 32,3 proc. osób przyjętych na aplikację adwokacką to członkowie rodzin adwokatów Co dziesiąty kandydat na radcę prawnego ma radcę w rodzinie. Skala nepotyzmu jest jeszcze większa, niż wynika ze statystyk. Wyliczenia samorządu adwokackiego dotyczą tylko krewnych będących adwokatami, a nie notariuszy, radców czy sędziów. Podobnie jest z wyliczeniami pozostałych korporacji23.
Milton Friedman twierdzi, że licencjonowanie [lekarzy] stanowi główny element ograniczenia dostępu do zawodu i pociąga za sobą poważne koszty społeczne ? zarówno dla jednostek, które chcą uprawiać zawód lekarza, ale nie są do tego dopuszczane, jak i dla społeczeństwa pozbawionego opieki lekarskiej, jaką chce nabyć, lecz nie może24. Jest wiele sposobów na hamowanie dopływu nowych osób do zawodów mających obowiązkowe samorządy. Jak twierdzi dr Robert Kmieciak, znawca samorządu zawodowego z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, można, na przykład, stwierdzić, że w ogóle nie ma wolnych miejsc na danej aplikacji [prawniczej], wydłużać czas jej trwania, a nawet odmówić wpisania na listę uprawnionych do wykonywania zawodu. W ten sposób likwiduje się rynek i konkurencję, dzięki której podnosi się jakość usług. Jeśli działa prawo popytu i podaży, to rynek sam określa, ilu potrzeba specjalistów. Reglamentowanie zawsze jest szkodliwe: klient otrzymuje gorszy i droższy produkt25. Odpowiedź na pytanie: dlaczego tak się dzieje, jest bardzo prosta: chodzi wyłącznie o pieniądze. Im mniej osób zostanie dopuszczonych do zawodu, tym większy kawałek tortu przypadnie tym, którzy już są w klubie26.
Dodatkowo sam system kwalifikacji kandydatów do zawodów prawniczych przynosi samorządom prawniczym kolosalne dochody: sama opłata za możliwość wzięcia udziału w konkursie kwalifikującym na aplikację [radcowską] wynosi 1000 zł, choć regulamin aplikacji radcowskiej i egzaminu radcowskiego stanowi, że minimalna kwota to 100 zł. W 2000 r. tylko w Warszawie do konkursu przystąpiło 700 osób, zatem korporacja zarobiła na tym 700 tys. zł, i to tylko za możliwość przystąpienia do konkursu. Później zyski rosną w postępie geometrycznym: za 3,5 roku nauki każdy aplikant musi zapłacić ponad 26 tys. zł (w 2000 r. w Warszawie przyjęto na aplikację 224 osoby i w ten sposób samorząd radców prawnych zarobi 5,9 mln zł). Okręgowa Izba Radców Prawnych ma w dodatku prawo co roku podnieść opłaty o 50 proc. Do tego dochodzi opłata za egzamin i "wpisowe" za umieszczenie na liście aplikantów (sześćdziesięciokrotność składki członkowskiej), a potem na liście radców prawnych (trzydziestokrotność składki członkowskiej, która w 1999 r. wynosiła 30 zł). Aby zostać radcą prawnym, trzeba więc zapłacić ponad 31 tys. zł27.
Tworzenie monopoli samorządów zawodowych powoduje również podrożenie ich usług. Na zjeździe Krajowej Izby Architektów w listopadzie 2002 roku członkowie tego samorządu przyjęli regulaminy honorariów ustalające cenniki za usługi projektowe. Według ludzi z branży, można się spodziewać kilkakrotnej podwyżki stawek np. za projekty domów28. Podwyżki są spowodowane również przez obowiązkowe składki na rzecz samorządu ? wynoszą one 330 zł, a ponadto składając podanie o przyjęcie do izby architektów należy wpłacić 50 zł29. A jak wiadomo, w końcowym rozrachunku i tak za wszystko zapłacą klienci. Podobnie samorząd notarialny ustalił sobie własny kodeks etyki, w którym piętnuje się pobieranie niższych stawek niż zaakceptowane przez Krajową Radę Notarialną. Tym sposobem zlikwidowano jakąkolwiek konkurencję w branżach opanowanych przez samorządy zawodowe.
Ponadto, jak zauważył Milton Friedman, efektem ograniczania praktyki lekarskiej do określonej grupy ludzi, która przeważnie musi dostosować się do obowiązujących poglądów, z pewnością będzie zmniejszenie ilości podejmowanych eksperymentów, a zatem obniżenie tempa rozwoju wiedzy na tym polu30. Jeszcze jednym ubocznym skutkiem licencjonowania zawodów jest tolerowanie nieetycznych zachowań członków korporacji i źle rozumiana solidarność zawodowa: niełatwo jest uzyskać zeznanie jednego lekarza przeciw drugiemu, kiedy narażony jest on na sankcje w postaci pozbawienia go prawa do pracy31. Najbardziej tracą na tym pacjenci. Friedman jest zdania, że wyeliminowanie licencjonowania jest wymogiem prawidłowego funkcjonowania medycyny32. Podobnie jest w innych zawodach. W Polsce dotyczy to: adwokatów, aptekarzy, architektów, biegłych rewidentów, diagnostyków laboratoryjnych, doradców podatkowych, inżynierów budownictwa, komorników, kuratorów sądowych, lekarzy i stomatologów, notariuszy, pielęgniarek i położnych, psychologów, radców prawnych, rzeczników patentowych, sędziów, urbanistów, weterynarzy33. Ponadto wysuwa się kolejne propozycje, by ograniczyć dostęp również, na przykład, do zawodu dziennikarza czy archeologa. Są również plany zorganizowania obowiązkowego samorządu dla przedsiębiorców, co oprócz oczywistych negatywnych skutków, takich samych jak te, które wiążą się z pozostałymi samorządami zawodowymi, może być dodatkowo kolejnym elementem powodującym jeszcze większe zmniejszenie opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej. Mogą na tym zyskać jedynie kolejni biurokraci biorący wysokie pensje za urzędowanie. Jak zauważył David Friedman: licencjonowanie jest pod obowiązującą kontrolą poszczególnych związków zawodowych34, które jej używają, by liczbę pracowników utrzymywać na niskim poziomie i podnosić ich zarobki, czasami do zdumiewających poziomów35.


_______________
1 M. i R. Friedman, Tyrania status quo, Sosnowiec 1997, s. 136.
2 F. Bastiat, Co widać i czego nie widać, Lublin Rzeszów 2003, s. 28.
3 L. Balcerowicz, Notatki z Frankfurtu, "Wprost" 1998, nr 49, s. 56.
4 J.M. Fijor, Inkubator dla urzędnika, "Wprost" 2002, nr 44, s. 42-43.
5 Tamże, s. 43.
6 K. Tarchalski, Sens i bezsens podatkowania, Warszawa 2002, s. 105.
7 L. von Mises, Interwencjonizm, Kraków 2000, s. 56-57.
8 K. Tarchalski, dz. cyt., s. 112.
9 T. Sowell, Ekonomia dla każdego, Warszawa 2003, s. 193.
10 B. Leśniewski, M. Zieliński, Bezrobocie ? polityczne rękodzieło, "Wprost" 2001, nr 8, s. 23.
11 http://www.nso.go.kr
12 A. Rabushka, Od Adama Smitha do bogactwa Ameryki, Warszawa 1996, s. 127.
13 L.Z. Niekrasz, Z kulisa mandaryn, "Nowe Państwo" 2002, nr 11, s. 28.
14 A. Rabushka, dz. cyt., s. 153.
15 Tamże, s. 144.
16 Tamże, s. 146.
17 J. Winiecki, Polska niedokończona transformacja, Warszawa 1996, s. 58.
18 P. Andrzejewski, D. Macieja, Kodeks bezrobocia, "Wprost" 2001, nr 16, s. 25.
19 K. Trębski, Wolna praca, "Wprost" 2002, nr 5, s. 36.
20 M. Friedman, Kapitalizm i wolność, Warszawa 1993, s. 131.
21 Tamże, s. 133.
22 R. Kamiński, Prawo kasty, "Wprost" 2001, nr 20.
23 Polityka prorodzinna, "Wprost" 2004 nr 14, s. 37.
24 M. Friedman, Kapitalizm i..., s. 147.
25 R. Kamiński, Prawo kasty, dz. cyt.
26 Tamże.
27 Tamże.
28 D. Hybel, Mafijne Izby, "Najwyższy CZAS!" 2002, nr 49, s. XII.
29 R. Pazio, Haracze do wypłaty, "Najwyższy CZAS!" 2003, nr 1, s. X.
30 M. Friedman, Kapitalizm i..., s. 148.
31 Tamże, s. 149.
32 Tamże.
33 D. Hybel, Rynek, a nie korporacje, "Najwyższy CZAS!" 2002, nr 18-19, s. XVI.
34 Autor ma na myśli samorząd zawodowy.
35 D. Friedman, The Machinery of Freedom, La Salle, Illinois 1989. (wyd. pol., pt. Mechanizmy wolności-przewodnik po prawdziwym kapitalizmie, przygotowuje Instytut Liberalno-Konserwatywny z Lublina), s. 42.

Tomasz Cukiernik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6317 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.