wtorek, 31 sierpień 2010 20:49

Konsumpcja wtórna

Napisała

Liczni autorzy zapisali już tony papieru na temat amerykańskiego konsumpcjonizmu i nonszalanckiej produkcji śmieci. Niestety, w swoich tekstach jakoś tak tendencyjnie pomijają istnienie gigantycznego rynku wtórnego w USA. Złośliwie zakładam się również, że nigdy nie słyszeli o food waste disposers i trash compactors...

Zainstalowane w amerykańskich zlewach food waste disposers pozwalają na przetwarzanie skórek owocowych i skorupek od jajek, selekcjonując w ten sposób organiczne odpady. Za to trash compactors zgniatają śmieci, ekonomizując zużycie plastikowych worków, wypełniając je maksymalnie sprasowanymi odpadami. Osobna sprawa to to, czy Amerykanie korzystają z wyżej wymienionych nowinek w życiu codziennym. Na pewno nie można zarzucić im ekologicznej nieświadomości i skąpstwa przy zakupie sprzętów ekologicznych. Co więcej, mimo tego, że w Ameryce mało czego brakuje i produkty nie są wcale drogie, ludzie kupują masowo rzeczy używane i nie wyrzucają wielu rzeczy na śmietnik. Odwożą je raczej do sieci sklepów, które przyjmują je i wprowadzają ponownie na rynek sprzedaży. Albo sami próbują je sprzedać.

Sprzedaże garażowe u każdego
Każdego roku ponad cztery miliardy dolarów przechodzi z rąk do rąk podczas sprzedaży garażowych w Stanach Zjednoczonych. Jedna na sześć amerykańskich rodzin organizuje taką formę sprzedaży, a około 60 milionów ludzi tam właśnie robi zakupy. Tak mówią statystyki pochodzące z ulotki rozprowadzanej przez dziennik "Edina Sun", który zamieszcza anonsy o sprzedażach garażowych. Osobom, które reklamują się w tym dzienniku rozdawane są "zestawy do sprzedaży garażowych", czyli plakaty reklamowe, ulotki i naklejki z cenami. Faktycznie jednak trudno fenomen ten opisać wiarygodnie za pomocą liczb. Sprzedaże te odbywają się bowiem praktycznie bez rządowej ingerencji i specjalistów od statystyk. Fakt, że właściwie wolne są od biurokratycznych regulacji, czyni je jeszcze bardziej cenne. Po pierwsze, sprzedaże te nie są objęte podatkiem od sprzedaży (sales tax). Po drugie, właściwie nie są również objęte podatkiem dochodowym, ponieważ mimo że technicznie powinny być wliczone w dochód, nikt przy zdrowych zmysłach ich nie deklaruje. Rząd nie ma sposobu na oszacowanie zysków ze sprzedaży garażowych, jeśli niewielu podatników deklaruje zarobione na nich pieniądze, nikt nie wydaje na nie pozwoleń ani nikt nie prowadzi żadnej ewidencji towarów. Krótko: nikt ich nie kontroluje, z wyjątkiem potencjalnych klientów, którzy szukają ich ogłoszeń w gazetach lokalnych. Sprzedaże garażowe są więc przykładem wolnego rynku, gdzie ludzie (sprzedawca i kupujący) dokonują swobodnych umów kupna i sprzedaży, targując się przy tym do woli. Korzystają z nich (organizują je i na nich kupują) zarówno bogaci Amerykanie, jak i imigranci, pilnujący każdego grosza. Dlatego pieniądze, które przez nie przechodzą, mogą być dużo większe niż te cztery miliardy. Ludzie kupują na nich od używanych ubrań, mebli, lamp, starych zegarów, płyt i kaset po zabawki i masę artykułów kolekcjonerskich czy czysto dekoracyjnych.

Podatki w dół, sprzedażowy boom
Przy okazji warto przypomnieć, że w USA w ogóle nie ma VAT, a sales tax, który jest jego namiastką osiąga najwyższy procent tam, gdzie włada rząd federalny, czyli w Dystrykcie Kolumbii (Waszyngton) i wynosi "tylko" (w porównaniu z europejskim VAT) 10%. W poszczególnych stanach wynosi np. 6,5% (względnie wysoki podatek w Minnesocie) czy 5,5% (w stanie Wisconsin). Amerykańskie władze stanowe mają ogromne uprawnienia dotyczące podatku od sprzedaży czy od nieruchomości. Bywa, że nie tylko dane miasto ma różne stawki tego drugiego podatku, ale także dana strefa (najwyżej opodatkowana jest strefa mall, czyli domu handlowego). Przydałoby się i w Polsce oddać władzom lokalnym kompetencje w zakresie podatku VAT (bo, oczywiście, znieść zupełnie realnie się nie da), aby w praktyce można było sprawdzić, w których miastach handel ma się najlepiej. Według prawa podatkowego Minnesoty każda osoba może zorganizować u siebie sprzedaż garażową bez żadnych formalności (normalnie potrzebna jest licencja sprzedawcy) dwa razy w roku. Niektóre sprzedaże trwają jeden dzień, inne weekend czy nawet kilka dni. Ludzie stosują różne metody przyciągania klientów ? następnego dnia "25% taniej", drugiego 50% etc. czy "cały worek artykułów za 2 dolary". Niektóre rodziny zarabiają w trakcie jednego dnia setki dolarów, a czasem nawet ponad tysiąc. Dużo zależy od zdolności organizacyjnych, wybranego dnia (najlepsza jest, oczywiście, sobota), doboru cen i zwykłego szczęścia. Rzeczy, które zostaną wystawione na sprzedaż, to sprawa drugorzędna. Ludzie kupują przecież wszystko: od rolki zdekompletowanej tapety po kolorowy kubek, książkę czy starą szafę. Wszystko jest kwestią ceny. Niektórzy ludzie piszą nawet książki ten temat, np. How to make big money on garage sales (Chaty Pedigo), a inni zakładają strony internetowe:
http://www.garagesale.crosswinds.net/
http://www.garagesalebonanza.com/
http://www.garagesaleplanet.com/

Rynek wtórny sposobem na życie
Z punktu budżetu rodzinnego takie sprzedaże mogą być warte świeczki. Jak mówi Polka, p. Ewa mieszkająca na przedmieściach Minneapolis, pozwalają jej na ubranie całej czteroosobowej rodziny na cały rok za 50 dolarów. Sprzedaże te nie służą jednak tylko imigrantom, którzy sprytnie potrafią się na nich nie tylko ubrać, ale także tanio urządzić dom (nie tylko mieszkanie), kupić dzieciom książki, wózki i zabawki. Służą także sprytnym przedsiębiorcom, którzy kupują tam artykuły, aby je potem odsprzedać w sklepie z antykami czy na www.ebay.com. Na Ebay ludzie kupują i sprzedają wszystko: od samochodów, przeżutej gumy Britney Spears, drzew czy butelek z piwem (regulamin Ebay zabrania sprzedaży alkoholu). Oczywiście, zdarzają się tam nieuczciwi sprzedawcy, jednak biorąc pod uwagę ogrom dokonywanych transakcji nie ma powodu, aby sądzić, że rynek ten różni się jakoś specjalnie pod tym względem od sklepów tradycyjnych.

Secondhandy i consignment stores
Nie jest chyba zbyt wielą przesadą stwierdzenie, że w amerykańskim rynku wtórnym uczestniczą w różny sposób praktycznie wszyscy. Sklepy z używanymi rzeczami nie muszą być wcale oznaką wybitnie skromnego portfela mieszkańców danej dzielnicy, ale raczej pewnym elementem amerykańskiego krajobrazu. Nawet w dość bogatych dzielnicach otwiera się cosignment stores, gdzie ludzie zostawiają dane towary i otrzymują za nie pieniądze dopiero po ich sprzedaniu. Sklepów z używanymi rzeczami jest mnóstwo (trudno powiedzieć, czy nazwy te występują w całych USA czy funkcjonują lokalnie). Znane w Polsce secondhand, thrift Stores (np. Savers) czy flea markets działają na prawach rynku, oferując kupującym wszelakie produkty "w zastanym stanie" z różnymi obniżkami danego dnia. System kolorów na cenach pozwala na opracowanie systemu, np. w poniedziałek żółte metki 50% taniej. W thrift stores w Minnesocie pracują często osoby z zespołem Downa, osoby niedowidzące czy z innymi niepełnosprawnościami. Wielu z nich pracuje także w sklepach spożywczych przy pakowaniu sprawunków. Oczywiście, sklepy z używanymi rzeczami są korzystne nie tylko dla pracującego tam personelu. Pozwalają one przecież na rozsądne wprowadzenie w obieg towarów, które w przeciwnym razie trafiłyby na śmietnik (co nie oznacza wcale, że się nadają tylko do wyrzucenia). Oddający je ludzie, często po ostrym sprzątaniu domów, nagradzani są zaświadczeniem ze sklepu o donacji pozwalającej na odliczenie od podatku podanej wartości ofiarowanych rzeczy. Używane książki, kasety, płyty czy nawet zabawki można bardzo tanio kupić w licznych sklepach HalfPriceBooks (http://www.halfpricebooks.com/) czy na www.overstock.com. Zdziwiliby się Państwo, jak wiele można kupić w USA za jednego dolara...
Formę okazyjnych sprzedaży stosują także amerykańskie biblioteki publiczne, organizując dwa razy do roku wyprzedaż książek (niekoniecznie starych), np. 50 centów w miękkiej oprawie, 1 dol. w twardej. Nawet Kościoły organizują sprzedaże garażowe ze sprzętów oddanych przez parafian, co pozwala im na generowanie dochodu kościelnego.

(?)

 

 

Natalia Dueholm
Wyświetlony 4245 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.