wtorek, 31 sierpień 2010 20:50

Młodym być i więcej nic?...

Napisane przez

Usłyszany dowcip: rozmawia dwóch dyrektorów: - Jaki jest twój ideał sekretarki? - pyta jeden. - Dwudziestoletnia dziewczyna z trzydziestoletnim stażem - odpowiada drugi. Życie, niestety, nie jest tak dowcipne. Nie mogąc przezwyciężyć tej nie dającej się pogodzić sprzeczności, szefowie wybierają raczej dwudziestolatków, osoby z trzydziestoletnim stażem zaś często bywają wysyłane na zieloną trawkę.

Acz, by wszakże być sprawiedliwym, należy dodać, że są szefowie, którzy wolą jednak tę drugą kategorię pracowników, wiedząc, że nie zawsze doświadczenie da się zamienić młodzieńczą inwencją. Obawiam się jednak, że takich jest mniejszość.

Świat młodych
Spotkanie ze znajomym, szukającym pracy. Świetny fachowiec, z doświadczeniem, energiczny, pomysłowy. Ale czuje się jak zadżumiony. W wielu firmach witają go z otwartymi rękami, gdy jednak dochodzi do złożenia CV, nieodmiennie słyszy, że niestety, miejsce już zostało zajęte, w tej chwili jednak nie ma zapotrzebowania na to stanowisko, proszę zgłosić się później i podobne wykrętne tłumaczenia. Dlaczego? Bo już pierwszy rzut oka na CV wskazuje, że zbliża się on do pięćdziesiątki. Z założenia więc, niezależnie od rzeczywistych jego walorów intelektualnych czy cech charakteru, nie może być kreatywny.
Dzisiejszy świat, to świat młodych. Powyżej pewnego wieku, wielu ludzi zostaje odwirowanych na margines życia. Bo przekroczyli ileś tam lat. Są po czterdziestce, pięćdziesiątce. Zatem z definicji przestali być osobami rzutkimi. Stali się niepotrzebni, gdyż nie odpowiadają wymogom współczesnego świata. Pisze o tym między innymi ks. prof. dr hab. Piotr Mazurkiewicz (Inwazja "mądro-głupich". Krytyka współczesnej kultury z pozycji konserwatysty, w: Religia i konserwatyzm: sprzymierzeńcy czy konkurenci?, Wrocław 2004).
Rzeczywiście ? wystarczy przypatrzyć się billboardom, reklamom telewizyjnym, prasowym, przysłuchać się reklamom radiowym. Obojętne jakie towary czy usługi proponują, we wszystkich pojawiają się ludzie młodzi zachwalający rozmaite produkty: od podpasek, przez chipsy i coca-colę, po samochody i szalenie korzystne lokaty bankowe. A z kolei wszystkie te towary i usługi kierowane są do zdecydowanie młodszych. Oni bowiem stanowią, według wszelkich badań marketingowych, najbardziej obiecującą kategorię odbiorców. Najwyżej może być jakiś tatuś, do którego dzwoni córeczka z nowego typu telefonu komórkowego z kilkoma dodatkowymi atrakcyjnymi opcjami ? tatuś podnosi słuchawkę starego poczciwego telefonu stacjonarnego. No, jeszcze jakieś ziółka czy leki proponowane przez firmy farmaceutyczne dla bardziej wiekowych, czy proszki do prania ? przecież praniem nie będzie zajmowała się młoda dziewczyna, lecz jej matka.
Ale bywa i znacznie gorzej, jak w reklamie telewizyjnej kilka lat temu: ktoś starszy proponuje młodzieńcowi po obiedzie kompot, na co ów chluszcze mu w twarz energetycznym i orzeźwiającym napojem; po ekranie spływa kolorowa smuga tego napoju. Przesłanie jest oczywiste: starzy ględzą, więc nie słuchaj ich. Teraz jest inny świat i on należy do ciebie, bo jesteś młody. Nie daj się tym ramolom ? oni już nic nie mają do powiedzenia.
Wspomniany ks. prof. Mazurkiewicz przytacza w swoim artykule znamienny cytat: Ta niechęć do wszelkich obowiązków stanowi częściowe wyjaśnienie owego śmiesznego a zarazem skandalicznego zjawiska, jakim jest stworzenie z "młodości" jako takiej głównego punktu odniesienia (...). Ludzie w sposób prawdziwie komiczny oświadczają, iż są "młodzi", bo słyszeli, że młodzi mają więcej praw niż obowiązków, odkładając tym samym wypełnienie tych ostatnich ad Calendas Graecas, czyli do czasu osiągnięcia dojrzałości (...). Rzecz w tym, że tę dojrzałość nieustannie odsuwają na później. (...) Zmierza się zawsze do tego (...) by człowiek pospolity mógł się czuć wyzwolony spod wszelkiego podporządkowania. (Ortega y Gasset, Bunt mas, Warszawa 2002).

Przerwane pokolenia
Kiedyś młody człowiek powoli wchodził w świat, przygotowywany przez starszych. Rodzice, wujowie, ciotki, dojrzali krewni wprowadzali go stopniowo w dorosłość. Uczyli norm zachowania się, zwyczajów panujących w środowisku, ale i posługiwania się narzędziami cywilizacji i techniki. Wyjaśniali, jak działa samochód, pociąg, samolot, jak kręcić gałkami radioodbiornika, jak wkręcać korki czy naprawić żelazko.
Wprawdzie Ludwik Sempoliński śpiewał w pewnej piosence o zapierających dech cudach techniki, jak to ludzkość zaczyna pruć przestworza balonem kulistym, jak to można pędzić na rowerze do utraty tchu ? ale człowiek z początku XIX wieku mógłby dobrze zrozumieć swojego potomka jeszcze z połowy XX wieku. Że elektryczność? ? udoskonalono to, nad czym zaczęto pracować w jego czasach. Samoloty odrzutowe? ? zwyczajnie, maszyny latające cięższe od powietrza. Telewizja? ? a tak, czytał o tym w jakiejś powieści fantastycznej, a wiadomo, że jak pisarz wysnuje sobie jakieś marzenia, to później uczeni postarają się je zrealizować. Wystarczy wspomnieć, że od starożytności aż do wojen napoleońskich (ileż to stuleci!) trakcja konna była jedynym rodzajem transportu. Ba, istotnym w czasie I wojny światowej i jeszcze często używanym w czasie II wojny światowej (w stechnicyzowanym Wehrmachcie stanowiła ok. 20 proc. środków komunikacji). Lecz od drugiej połowy ubiegłego stulecia wynalazki poszły tak lawinowo, że trudno nadążyć za nimi. Człowiek z połowy XX wieku z trudem odnajduje się obecnie, a czasem nie odnajduje.
Czym więc młodemu mogą zaimponować starsi? To rodzice uczą się od swoich dzieci posługiwania się komputerem, używania Internetu. Zatem przestali być autorytetami, które wszystko wiedzą, od których można się nauczyć. Jeśli to młody człowiek uczy ojca czy matkę wiedzy praktycznej, jak poruszać się w dzisiejszym świecie, wówczas zmienia się hierarchia społeczna i wraz ze zmianami technologicznymi automatycznie zmienia się obyczajowość.
Do połowy ubiegłego stulecia młody człowiek marzył o tym, by jak najszybciej wyrosnąć z warkoczyków lub krótkich spodenek i stać się dorosłym. Dziś starsi odmładzają się na wszelkie sposoby, by dotrzymać kroku współczesności i nie wypaść ze świata, który istnieje głównie dla młodych. Niekiedy przybiera to śmieszne formy, kiedy starsi, łysiejący panowie czeszą się w kucyki, albo zapuszczają sobie włosy do ramion lub na odwrót ? ścinają sobie włosy do gołej skóry (to jeszcze wygląda względnie naturalnie), starsze panie zaś wciskają obfite, bywa, kształty w obcisłe spodnie, zakładają spódniczki mini i odkrywają dekolty. Wieczne dzieciaki ? jak ich określa C. Lasch (Bunt elit, Kryspinów 1997) oraz przywołany już tu ks. prof. Piotr Mazurkiewicz ? zafiksowane w infatylizmie, bez perspektywy wejścia w wiek dojrzały i wzięcia na siebie odpowiedzialności za świat, w którym żyją. No, ale wieku nie da się oszukać i te protezy młodości wyglądają najczęściej żałośnie. Lepiej jednak pozostać sobą, nie narażając się na kpiny dzieci i wnuków. Te bowiem uznają, że nie dosyć, iż rodzice czy dziadkowie nie mają pojęcia o e-mailu, to jeszcze starają się upodobnić do koleżanek i kolegów, jakby za grosz nie mieli samokrytycyzmu.

(?)

 

 

Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 3672 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.