wtorek, 21 grudzień 2010 12:49

Konsekwentni mordercy

Napisane przez

Powieść Eltona należy uznać za prawdziwy ewenement. Nie tylko dlatego, że jej nominacja do Booker Prize została z hałasem od-rzucona. Przede wszystkim dlatego, że autor odważył się wydrwić Hollywood - a dokładniej jej "postępowy, antymieszczański nurt", jaki zdominował scenariusze tam produkowane od ponad 30 lat.

 
Bohaterem jest nagrodzony właśnie Oscarem reżyser, którego filmy do złudzenia przypominają dzieła w rodzaju "Urodzonych morderców" Oliviera Stone’a. Słodycz triumfu zakłóca mu organizacja matek zamordowanych nieletnich, które utrzymują, że jego thrillery inspirują do przelewu krwi. Elton w lekkiej formie parodiuje - ale często po prostu cytuje - całą ideologię, jaką owi artyści od "krwi i spermy" częstują krytyków i dziennikarzy, twierdząc, że odzwierciedlają jedynie rzeczywistość. I oto słowo staje się ciałem: do willi reżysera wdziera się para prawdziwych psychopatów (być może pomysł ten wziął Elton z zabójstwa Sharon Tate przez bandę Mansona). Nie wystarcza im jednak zabijanie przypadkowych ofiar: żądają, by odbywało się to w telewizji!
Portret głównego mordercy jest nawet ciekawszy od sylwetki reżysera. To chłopak, który dawno urwał się ze szkoły, ale całe lata z pilotem w ręku równały się wchłonięciu milionów bajtów z Discovery, CNN, talk shows i wydarzeń tygodnia w skrócie. Była to niekończąca się karma złożona z "informacji" i "dogłębnych analiz". (...) Inteligentny człowiek oglądający bez przerwy telewizję wchłonie mnóstwo bzdur i żargonu psychologicznego. A Wayne - jak Bruce właśnie się przekonywał - był bardzo inteligentny.
Mordercy szanse ratunku widzą w przyznaniu się przez laureata, że to on ich wypromował. Ten zaś z konsternacją odkrywa, że nie ma kontrargumentów. - Jesteś pewien, że choćbyś setki razy pokazywał ludziom ładnie opakowane morderstwo z lecącą w tle fajną, rockową muzyką, to i tak nie będzie to miało żadnego wpływu na widzów? A jeśli żywisz chociaż cień wątpliwości, to jakie masz prawo do kręcenia filmów?
- Jestem artystą. Nie potrafię zadać sobie tego pytania.
- Dlaczego? Właściwie czemu tego nie potrafisz? Skoro ty nie umiesz wziąć na siebie odpowiedzialności za własne czyny, dlaczego mamy zrobić to my?
Można zrozumieć, dlaczego Elton nie dostał nagrody Bookera: wykpił przecież wszystkie fundamenty społeczeństwa konsumpcyjnego - Hollywood, telewizję i na końcu sondaż opinii publicznej... W pamięci czytelnika pozostaje jednak końcowy argument młodego obłąkańca będący, rzecz jasna, podsumowaniem przez pisarza konsekwencji determinizmu psychologicznego, który nie tylko w Stanach odnosi tak wielkie triumfy: W naszym kraju nikt nie ponosi za nic odpowiedzialności, nic nie jest niczyją winą. A więc dlaczego my mielibyśmy beknąć za to, co zrobiliśmy?
Piotr Skórzyński
 
Ben Elton, "Popcorn", Zysk i S-ka, Poznań 2001 (dodruk).
Wyświetlony 8725 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.