wtorek, 21 grudzień 2010 14:27

Polska rajem dla złodziei

Napisał

Nie bez powodu mówi się, że w biznesie podstawą jest zaufanie do kontrahenta.

Nie zawsze jednak współpracujemy z kimś, o kim wiemy, że zapłaci nam za towar czy usługę. A jeśli nie, to co? Wówczas okazuje się, że prawo nie ochrania nas, a częściej sprzyja nieuczciwym. Przytoczę tutaj drogę cierniową podatnika, którą musi przejść w celu odzyskania długu.
Przyjmijmy, że sprzedaliśmy firmie X towar za 50 tys. zł. Firma X podpisała weksel jako gwarancję zapłaty. Oczywiście nie wykupiła go w odpowiednim czasie. Podatnik zgodnie z prawem oddaje sprawę do sądu z nadzieją na otrzymanie szybkiego wyroku. Niestety, sprawy tego typu ciągną się w sądach do roku. W tym czasie właściciel firmy X buduje sobie dom, kupuje dobre auto, używa. Swoje dobra przepisuje na bliskich, a my jesteśmy bezsilni.
W końcu jednak sąd wydaje orzeczenie, z którym udajemy się do komornika. Ten żąda 10% zaliczki od kwoty, czyli w tym przykładzie 5 tys. zł. Komornicy najczęściej są mało skuteczni, gdyż to, co dostaną zaliczkowo, spokojnie wystarczy im na dostatnie życie, więc po co się starać? A podatnik? No cóż, ma pecha. Po jakimś czasie otrzymuje od komornika zaświadczenie o niemożliwości ściągnięcia długu.
Tak więc, rok temu sprzedaliśmy towar za 50 tys. zł, zapłaciliśmy od tej kwoty podatek dochodowy i VAT, dodaliśmy do tego ok. 8% kosztów sądowych oraz komornika. I dopiero teraz możemy odpisać stracone pieniądze od podstawy opodatkowania. O odsetkach nie ma nawet co wspominać.
To była wersja optymistyczna.
W wersji pesymistycznej, w trakcie trwania sprawy nasz oszust wymeldował się ze swojego miejsca zamieszkania. Wtedy sąd przesyła nam wezwanie do wskazania jego aktualnego adresu pod rygorem zwrotu pozwu w razie niewykonania tego w ciągu 7 dni. Inaczej mówiąc, oszust może nadal mieszkać pod starym adresem, z tym tylko wyjątkiem, że jest wymeldowany. Tym samym pozew nie może być doręczony.
Ułomność prawa i arogancja biurokratów powoduje nasze zniechęcenie do uczciwości w interesach.
Na dowód przytoczę wydarzenie z ostatnich tygodni. Otrzymałem wezwanie z łódzkiego sądu do złożenia kserokopii weksli, których oryginały złożyłem w tym sądzie w maju ubiegłego roku. Zadzwoniłem do sądu i zapytałem panią, czy mam przyjechać z Wrocławia do Łodzi, wziąć od niej oryginały weksli, skopiować w sąsiednim pokoju i jej oddać? Na moje pytanie, czy nie mogłaby tego zrobić za mnie, odrzekła, że nie, gdyż pani sędzia prowadząca sprawę z mojego pozwu nakazała, abym to ja właśnie zrobił kserokopie, czego niewykonanie spowodowałoby zwrot pozwu. Poprosiłem o nazwisko pani sędziny, ponieważ chciałem z nią porozmawiać. Była nieobecna. Kiedy po jakimś czasie zadzwoniłem ponownie, pani sędzina na moje zapytania rzekła podniesionym głosem, że sama zrobi potrzebne kseropkopie za swoje pieniądze, po czym rzuciła słuchawką telefonu.
Jest to najlepszy przykład poszanowania nas, podatników, przez różne urzędy administracji państwowej. Niestety, duch Janosika i Robin Hooda obecny jest na każdym szczeblu biurokracji.
Czy wiecie Państwo, że weksel złożony w sądzie praktycznie nic nie znaczy, ponieważ sędzia może orzec każdy wyrok? Może on z trybu nakazowego przerzucić na tryb normalny, co oznacza następny rok czekania. Może go nawet oddalić! Nie przysługuje nam nawet tryb odwoławczy, co jest wbrew zapisowi konstytucji, mówiącemu wyraźnie, iż przysługuje nam zawsze druga instancja odwoławcza. W tym przypadku, kiedy trzeba chronić podatnika, takiej instancji nie ma. Więcej nawet, nie możemy żądać uzasadnienia wyroku!
Sprawę przeciwko nieuczciwemu kontrahentowi możemy skierować do prokuratury, z tym że stosowny artykuł kodeksu karnego mówi, że winny jest ten, kto kupując towar nie miał zamiaru za niego zapłacić. Więc jak to udowodnić? Przyjmijmy, że nadgorliwy prokurator wszczął dochodzenie przeciwko takiemu oszustowi i chciałby go skazać, to i tak nie ma to szans, bowiem adwokat pozwanego przedstawi w takiej sytuacji propozycję ugody. Jakiej? Jeśli na przykład oszust jest nam winien 100.000 zł, jego obrońca zadeklaruje spłatę długu w wysokości 5.000 zł, a resztę ratami przez dziesięć lat (!). Na tej podstawie prokurator umorzy postępowanie, gdyż występuje tu tzw. dobra wola oszusta. Kiedy zostanie spłacona pierwsza rata, dłużnika nic nie obliguje do dalszych spłat. A więc zabawa w kotka i myszkę trwa dalej.
Pan prokurator ze Środy Śląskiej odpisał mi na pozew (chodziło o 100.000 zł), że jeśli ktoś jest mi winien pieniądze, a wyprzedaje swój majątek, uciekając w ten sposób przed komornikiem i oddaniem długu, to jest to sprawa moralna, a nie karna. Krótko mówiąc, jest to przyzwolenie pana prokuratora na złodziejstwo. Sprawa zażalenia na tegoż prokuratora trwała 1 min. 20 sek. Z wiadomym skutkiem.
W tej sytuacji nie dziwi fakt zakupu samolotu MIG przez osobę, która nie spłaciła innym swoich zadłużeń. Dzieje się tak, albowiem w naszym kraju nie istnieje system weryfikacji i kontroli firm czy osób fizycznych. I nie zanosi się, by w najbliższym czasie coś się miało zmienić. Jako że każdy kij ma dwa końce, w taki sam sposób można oszukiwać skarb państwa. Sprzedajemy towar podstawionemu renciście (na weksel, aby było szybciej). Dalej za 100.000 zł towar od rencisty sprzedajemy dalej za tę samą sumę. Podstawiony rencista nam tych pieniędzy nie spłaca, oddajemy go więc do sądu, który z kolei orzeka nakaz spłaty należności. Oddajemy sprawę do komornika, który stwierdza niewykonalność ściągnięcia zadłużenia. Na tej podstawie możemy odpisać owe 100.000 zł od podstawy opodatkowania jako stratę, zyskując przy tym dwukrotnie. A może o to chodzi...
Kto zna odpowiedź na pytanie, gdzie jest miejsce dla uczciwego podatnika?
Duch minionego (?) socjalizmu niestety jest wszechobecny, stąd rozumiem, dlaczego tyle band, przepraszam, komorników, żyje dostatnio ze ściągania długów.
PS. A co na to Urzędy Skarbowe?
Do Urzędu Skarbowego podatnik może się zwrócić z prośbą o odroczenie terminu płatności podatku dochodowego ze względu na niepłacenie należności przez dłużników. Urząd Skarbowy odpowiada, iż podatnik mając dochody może płacić wspomniany podatek w terminie. I tak właśnie dochodzi do sytuacji, kiedy podatnik czuje się jak w "Procesie" Kafki, osaczony i osamotniony.
Wyświetlony 6794 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.