sobota, 12 wrzesień 2015 10:56

Wiek rozbieżności

Napisał

System międzynarodowy miał o wiele bardziej czytelną konstrukcję w okresie „zimnej wojny”. Zachód pozostawał wówczas w otwartej konfrontacji z reżimami totalitarnymi, oczywiste były podziały na swoich i obcych, przyjaciół i wrogów. Obecnie żadne państwo nie jest oficjalnie wrogiem innego, ale najważniejsi adwersarze wcale nie chcą przyjąć wartości zwycięskiego Zachodu. Potęga jest bardziej rozproszona, pod przykrywką zaś nowych form dyktatur tlą się wyzwania niebezpieczne dla świata wolności i demokracji.

Po rozpadzie świata komunistycznego nastąpiła dekompozycja systemu międzynarodowego, a nawet próbowano zacierać kontury wszelkich podziałów. Na kilkanaście lat zapanowało wrażenie jednobiegunowości. Wydawało się, że hegemonia jednego mocarstwa zdominuje cały system międzynarodowy. Tymczasem dość szybko Amerykanom zaczęła wymykać się kontrola nad światem.

W tej sytuacji powracają stare schematy trójdzielności. Beneficjentami stabilności i dobrej koniunktury gospodarczej pozostają państwa zachodnie, które należą do OECD i nadal zaliczane są do świata „pierwszego”, bądź też bogatej Północy. W kontraście do nich „trzeci świat” – eufemistycznie nazywany Południem – pozostał biedny i niestabilny. To w nim pojawiło się kilkadziesiąt jednostek geopolitycznych zagrożonych upadkiem. Pomiędzy światem dostatku i światem biedy plasuje się „drugi świat”, który podziela wiele charakterystyk typowych dla obu powyższych. Są w nim państwa, które będą decydować o równowadze międzynarodowej w XXI wieku pomiędzy trzema głównymi ośrodkami potęgi – Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską i Chinami. Należy do nich między innymi: Rosja, państwa latynoskie, państwa ASEAN, Iran, państwa arabskie. Ich pozycja jest labilna, mogą szybko, w zależności od tempa rozwoju, dołączyć do świata pierwszego bądź popaść w regres i znaleźć się w świecie trzecim. Wiążąc ten podział geopolityczny z efektami globalizacji jako zjawiskami korzystnymi w sensie cywilizacyjnym, można przyjąć, że świat pierwszy to świat zglobalizowany, świat drugi – częściowo zglobalizowany i świat trzeci – nieobjęty jeszcze globalizacją.

Z powyższą narracją koresponduje spojrzenie Roberta Coopera, brytyjskiego dyplomaty i błyskotliwego publicysty, który wskazując na zróżnicowanie istniejącego systemu międzynarodowego, dowodzi istnienia stref ładu, zagrożeń i chaosu. Zgodnie z tym, świat jest podzielony na trzy strefy – państwa ponowoczesnej, bogatej i wysoko rozwiniętej Północy – Europa, Stany Zjednoczone, Kanada (do tej grupy można też zaliczyć Japonię, Australię, Nową Zelandię); państwa nowoczesne – w miarę dobrze zorganizowane, które wkroczyły w epokę industrialną (głównie w Azji, Ameryce Łacińskiej i części Afryki – do tej kategorii należą nowe globalne mocarstwa – Chiny, Indie, Rosja, Brazylia); wreszcie państwa przednowoczesne, w których nadal przywódcy plemion, klanów i wielkich rodzin stanowią o sposobach sprawowania władzy, a egzystencja prostych ludzi jest na poziomie ubóstwa, wprost niewyobrażalnego dla Europejczyków czy Amerykanów. Jest to zarazem strefa chaosu, konfliktów, nieprzewidywalnego rozwoju.

Cooper utrzymuje również, że z epoki państw narodowych następuje przejście do epoki kontynentów, przy czym największe potęgi – USA, Chiny, Rosja czy Indie – same w sobie mają wymiar kontynentów. Może je przeciwważyć jedynie zjednoczona Europa, w przyszłości być może także Unia Afrykańska czy Unia Azjatycka. Z kolei kilku amerykańskich badaczy upowszechnia pogląd, że powraca epoka podziałów ustrojowych i ideologicznych, epoka konfliktu pomiędzy demokracjami a autokracjami. Francis Fukuyama i Robert Kagan wskazują, że Rosja i Chiny, opowiadając się za kombinacją autorytaryzmu i modernizacji, rzucają w oczywisty sposób wyzwanie liberalnej demokracji. Po ich stronie opowiada się wielu dyktatorów, choćby z Azji Środkowej, które w Rosji widzą wsparcie, a niekoniecznie groźbę zniewolenia. Zatem nowa oś podziału przebiega między autorytaryzmem a liberalną demokracją, choć Fukuyama przyznaje, że ze względu na ogromne zróżnicowanie systemów autorytarnych oś ta nie oddaje istoty nowych podziałów. Nie ma bowiem jednolitego wzorca autorytaryzmów. Są wśród nich zarówno wielkie „wschodzące” potęgi, jak i państwa upadłe, zagrażające światu nie swoją siłą, lecz chaosem i bezsilnością. Brakuje im też oręża ideologicznego, za pomocą którego dawne dyktatury, w istocie totalitarne (nazistowskie Niemcy, stalinowski Związek Radziecki i maoistowskie Chiny) mogły grozić reszcie świata.

Są jednak ideologie, które mogą konkurować z liberalną demokracją i nakręcać współczesny konflikt zimnowojenny. Są to: radykalny islamizm, czyli fundamentalizm islamski, za którym stoi Iran pod rządami ekstremistycznych mułłów, oraz Rosja i Chiny, napędzane ideologią nacjonalizmu. Przy czym w Rosji nacjonalizm przybiera charakter rewanżystowsko-imperialny i stanowi rzeczywistą groźbę dla państw poradzieckich, podczas gdy nacjonalizm chiński, dumnie okazywany podczas igrzysk olimpijskich w 2008 r., nie ma jednoznacznego oblicza. Jest to rodzaj nacjonalizmu biurokratycznego, bazującego na specyfice kulturowej i podkreślającego póki co służebność reżimu wobec celów społecznych.

Zdaniem Zbigniewa Brzezińskiego Eurazja pozostaje ciągle tą „wielką szachownicą”, na której toczy się walka o światową hegemonię. Rzeczywiście wiele wskazuje na to, że po kompromitującej klęsce w Iraku i bez szans na zwycięstwo w Afganistanie USA kierują swoją uwagę na obszar poradziecki, aby powstrzymać Rosję przed wzmocnieniem politycznym i gospodarczym oraz odbudową jej strefy wpływów. Zdaniem Ivana Krasteva, eskalując napięcie w stosunkach z Moskwą, Waszyngton nie oddala wszak niebezpieczeństwa, że w przestrzeni poradzieckiej wrócą graniczne zasieki i strefy wpływów, ale je przybliża.

Świat XXI wieku będzie kształtowany pod znakiem walki o światową hegemonię, mimo że wielu obserwatorów wskazuje nieuchronny powrót do wielobiegunowości. Następują zmiany w geopolitycznym układzie sił. Słabnie globalna hegemonia Stanów Zjednoczonych, ale to nie oznacza, że kończy się epoka wielkich imperiów. Do roli nowych potęg pretendują Chiny, Indie i Rosja. Unia Europejska stała się potęgą ekonomiczną, ale osłabienie Ameryki osłabia i ją, gdyż nie była ona nigdy potęgą militarną, korzystając z parasola ochronnego USA. Obecnie, po administracji Baracka Obamy UE spodziewa się odnowienia stosunków transatlantyckich, w tym wypracowania wspólnej euroatlantyckiej polityki wobec Rosji. UE nie chce już odgrywać roli siły alternatywnej i przeciwwagi dla USA, raczej szuka możliwości powrotu do solidarności atlantyckiej, która pozwoli na konsolidację Zachodu wobec narastających zagrożeń i wyzwań.

Nadchodzi nowy ład XXI wieku, który Robert Kagan nazywa „wiekiem rozbieżności”. Będzie w nim zachodzić nieuchronna dywersyfikacja gospodarcza, która zadecyduje o głębokiej dekompozycji geopolitycznej. Świat z jednej strony pozostanie oparty na współzależności wielkich potęg, którym będzie zależało na utrzymaniu stabilnej gospodarki i wspólnym zapobieganiu kryzysom. Z drugiej strony jednak „wschodzące” mocarstwa, bogacąc się dzięki wkroczeniu na drogę kapitalistycznych modernizacji, rzucą wyzwanie liberalnemu Zachodowi i podważą jego prymat w świecie. Zdaniem Fukuyamy, jeśli ekonomiczny racjonalizm nie przeważy nad politycznymi namiętnościami, to współzależność całego systemu sprawi, że ucierpią wszyscy.

Pod wpływem sytuacji kryzysowych wraca wiara w znaczenie państwa narodowego i nacjonalizmu jako siły politycznej. Wystarczy spojrzeć na Chiny, Indie i Rosję, aby zobaczyć, że etniczny nacjonalizm i religia nadal kształtują życie polityczne, oraz że budowane na nich ustroje są alternatywą dla demokracji liberalnej, a nie jej repliką. Państwo narodowe nie tylko odzyskuje swój wigor, ale staje się jedyną deską ratunku dla przywrócenia stabilności systemowej.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 1005 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.