sobota, 12 wrzesień 2015 11:06

Nuklearny sfinks przy stole negocjacyjnym

Napisane przez

3 marca 2015 roku premier Izraela Benjamin Netanjahu wygłosił w amerykańskim Kongresie ponad czterdziestominutową mowę w całości poświęconą trwającym negocjacjom P5 + 1. Mówił wyłącznie o irańskim zagrożeniu i nadciągającej wojnie, o niedopuszczalnych, jego zdaniem, warunkach postawionych Iranowi i o swojej dezaprobacie wobec polityki bliskowschodniej Obamy.

Zerwanie wszelkich więzi z Ameryką to jeden z zasadniczych elementów naszej polityki. Nigdy nie twierdziliśmy jednak, że relacje te pozostaną przerwane na zawsze. (…) W dniu, w którym stosunki z Ameryką okażą się pożyteczne dla naszego kraju, poinformuję o tym pierwszy.

Najwyższy Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei w Jazdzie, 1 marca 2008

 

Osiemdziesiąt procent ludności Zatoki to Irańczycy. Panujące rodziny są arabskie, ale reszta to Irańczycy. Cała ludność jest irańska. (…) Iranu nie można unikać. Iran to nasz muzułmański sąsiad i nie leży w naszym interesie, byśmy byli wrogami. (…) Spotykamy się w Syrii, która jest krajem arabskim. Ale stosunki jakie posiada Syria z Rosją, Iranem czy Turcją, są tysiąc razy lepsze niż jej relacje z arabskimi sąsiadami. (…) Taka jest sytuacja Arabów.

Muammar Kaddafi na szczycie Ligi Arabskiej w Damaszku, marzec 2008

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Islamskiej Iranu znajduje się w reprezentacyjnej parkowej dzielnicy w centrum Teheranu. Sąsiaduje z Muzeum Narodowym i Biblioteką Narodową. Ministerstwo rezyduje w pięknym kompleksie budynków w stylu art deco z perskimi ornamentami. Aby spotkać się z ministrem lub z jego urzędnikami, odwiedzający musi przejść przez dwoje charakterystycznych drzwi. Ponad ich masywnymi drewnianymi skrzydłami, znajdują się tradycyjne perskie kafle o roślinnej ornamentyce z napisami w farsi: „Islamska Republika Iranu” i „Ministerstwo Spraw Zagranicznych”. Poniżej widnieje jeszcze jeden, nieco mniejszy, napis w języku perskim: „Ani zachodnia, ani wschodnia – Republika Islamska”.

Iran kultywuje i podkreśla swój przekaz, który sformułował rewolucyjny rząd ponad trzydzieści lat temu, tuż po obaleniu szacha. Nie należymy ani do zachodniego, ani do wschodniego (sowieckiego) obozu. Odrzucamy liberalną demokrację Zachodu i ateistyczny komunizm Wschodu. Sami określiliśmy nasz oryginalny system polityczny i jesteśmy suwerenni. Szyicki islam musi dotrzeć na wszystkie krańce ziemi i zwycięży. Koniec z kolonializmem i z postkolonializmem nie tylko w rejonie Zatoki Perskiej, ale na całym globie – taka wiadomość płynie nieustannie w świat z Teheranu po 1979 roku.

Iran wymarzone sny o niezależności i potędze pragnie osiągnąć poprzez różne instrumenty, m.in. swój program atomowy. Spór o zasadność i zakres ambicji nuklearnych Teheranu trwa od wielu lat i stał się już jedną z głównych osi sporu na współczesnej arenie międzynarodowej. Mimo licznych prób rozmów na przestrzeni prawie dwóch dekad, nie udało się, jak dotąd, światowym mocarstwom dojść do trwałego porozumienia w tej kwestii. Być może właśnie trwające negocjacje atomowe P5 + 1 w Genewie przyniosą długo oczekiwany przełom. Czy jest na to szansa mimo głośnego sprzeciwu m.in. Izraela? Jakie konsekwencje dla Iranu i dla całego obszaru od Maroka po Pakistan miałaby taka umowa lub jej fiasko? Czy można sformułować jakieś wnioski dla Polski, które płyną z tej nieco odległej geograficznie sytuacji?

Początki irańskiego programu atomowego sięgają lat 50. i 60. ubiegłego wieku, czyli okresu rządów monarchy szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, który objął pełnię władzy w wyniku amerykańsko-brytyjskiego zamachu stanu w 1953 r. W 1957 roku Iran podpisuje ze Stanami Zjednoczonymi umowę o cywilnej współpracy atomowej w ramach amerykańskiego przedsięwzięcia „Atom dla pokoju”. Chwilę później, Instytut Badań Atomowych, działający pod auspicjami METO (ówczesny bliskowschodni odpowiednik NATO pod zwierzchnictwem zachodnich mocarstw), przenosi się z Bagdadu do Teheranu. Wizja energii atomowej rozpala na tyle wyobraźnię szacha Pahlawiego, że w 1959 roku z jego inicjatywy powstaje centrum badań atomowych na Uniwersytecie Teherańskim. Stany Zjednoczone dążą w tamtym okresie do wzmocnienia swojego najbliższego sojusznika w rejonie Zatoki Perskiej (zwłaszcza z powodu zagrożenia sowieckiego), więc wysyłają rok później reaktor badawczy do Iranu. W 1967 roku Teheran otrzymuje od USA nowy reaktor badawczy wraz z kilkoma tonami wzbogaconego uranu oraz małym zapasem plutonu. Rok później Iran podpisuje traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i ratyfikuje go w 1970 roku. W marcu 1974 roku szach ogłasza światu, że jego kraj będzie wkrótce pozyskiwał 23 000 MW energii ze swoich siłowni jądrowych (całość obecnej polskiej produkcji energii elektrycznej – ponad 38 000 MW), a w czerwcu tegoż roku stwierdza, że będzie w posiadaniu broni nuklearnej „bez wątpienia szybciej, niż niektórym się wydaje”. W tym okresie Iran podpisuje w USA, RFN i Francji wiele ważnych kontraktów na budowę elektrowni jądrowych i dostawy paliwa do nich. Tylko jedna z umów USA-Iran (1974) opiewa na ponad 6 miliardów ówczesnych dolarów. Reaktor w Bushehr ma zostać ukończony niedługo po 1978 roku. W tamtym okresie irański program atomowy jest jednym z najbardziej zaawansowanych na Bliskim Wschodzie. Rządy szacha, jego sny o atomowej potędze oraz prężny rozwój programu jądrowego gwałtownie przerywa rewolucja islamska w 1979 roku.

Uwaga władz nowego, islamskiego Iranu od samego początku skupiła się na zneutralizowaniu wewnętrznego chaosu oraz grup podsycających go, umacnianiu teokracji, budowaniu sojuszy międzynarodowych i powstrzymywaniu trwającej od września 1980 roku irackiej agresji na Iran. Program atomowy zszedł na odległy plan, ponieważ państwa zachodnie wycofały się ze współpracy nuklearnej, wielu irańskich naukowców wyjechało z kraju po obaleniu szacha i trwała również debata teologiczna między szyickimi duchownymi nad zgodnością energii jądrowej z Koranem.

Śmierć w 1989 roku ajatollaha Chomeiniego, ikony i przywódcy rewolucji islamskiej (był najbardziej wpływowym przeciwnikiem rozwoju energetyki atomowej), i koniec wojny z saddamowskim Irakiem w 1988 r. stworzyły warunki do powrotu tematu nuklearnego na pierwszy plan. Szczególnie że zwierzchnictwo nad irańskimi władzami po Chomeinim przejął entuzjastyczny wobec atomistyki ajatollah Ali Chamenei. Na początku lat 90. zostają podpisane umowy o współpracy w dziedzinie energetyki nuklearnej z Rosją i Chinami, intensyfikuje się nieformalne, trwające już od dłuższego czasu współdziałanie z Pakistanem, który jest w tamtym czasie o krok od stworzenia bomby atomowej (pierwszy test jądrowy – 1998 r.).

Kiedy pod koniec 1993 roku Niemcy odmawiają dokończenia budowy reaktora w Bushehr (gotowy w 80%), rozpoczętej przed rewolucją islamską, Rosja kilka dni później deklaruje pomoc. W marcu następnego roku ruszają wstępne prace, elektrownia o sile 1000 MW (największa elektrownia węglowa na świecie, w Bełchatowie, ma moc 5400 MW) ma powstać w ciągu czterech lat. Reaktor atomowy w Bushehr zaczął działać bez większych awarii dopiero we wrześniu 2013 roku przy znacznym współudziale Rosji. Jest pierwszą siłownią atomową na Bliskim Wschodzie.

Zachodnie sankcje nie zatrzymały rozwoju irańskiej atomistyki, ale spowodowały poważne opóźnienia. W tym momencie oficjalna infrastruktura atomowa Iranu składa się z około dwudziestu obiektów położonych w różnych częściach kraju. Zaawansowanie całego projektu jest na tyle wysokie, że cały cykl produkcji i wykorzystywania paliwa jądrowego może już się odbywać wyłącznie na terenie kraju. Oczywiście pomoc zewnętrzna jest wciąż potrzebna, ale nie na taką skalę jak dawniej. Iran ma również liczną, dobrze wyszkoloną kadrę naukową do obsługi swojego programu, co jeszcze nie było takie oczywiste kilkanaście lat temu.

Czy program atomowy Iranu ma charakter wyłącznie pokojowy, czy wykracza poza te ramy? Porewolucyjne elity polityczne, szybko nauczone doświadczeniami wojny irańsko-irackiej (1980-1988), w której Saddam Husajn otrzymywał hojne wsparcie ze strony państw arabskich, Związku Sowieckiego oraz państw zachodnich, czy udaną próbą obalenia demokratycznego premiera Iranu Mohammada Mosaddegha w 1953 roku (dokonaną przez CIA), skonstatowały, że rządzony przez nie kraj nadal będzie bardzo podatny na silne ingerencje wewnętrzne lub interwencje zbrojne, jeżeli nie stworzy się odpowiedniej siły odstraszania potencjalnych agresorów. Zaczynając od wojsk konwencjonalnych, przez wewnętrzne i zewnętrzne służby wywiadowcze oraz organizacje wspierające, na arsenale broni niekonwencjonalnych kończąc. Irańczycy dobrze wiedzą, że jeszcze nigdy w historii żadne państwo posiadające arsenał jądrowy nie zostało poważnie i otwarcie zaatakowane przez inny kraj. I traktują inwestycje w broń nuklearną i pociski balistyczne jako najlepszą polisę ubezpieczeniową, która daje równocześnie możliwość jeszcze silniejszego wpływania na państwa regionu. A wszystko wskazuje na to, że oprócz już wdrożonego programu cywilnej energetyki jądrowej w Bushehr (trwają pracę nad kilkoma następnymi reaktorami), irańskie władze chcą wykorzystać zaawansowany program atomowy do produkcji własnego arsenału nuklearnego.

Iran potrzebuje jokera w swojej talii kart, trzy asy ma już w tej chwili: możliwość zablokowania na pewien czas wąskiej cieśniny Ormuz (szlak dla 35% światowej ropy transportowanej morzem) przez swoją mobilną marynarkę wojenną i miny morskie; zmodernizowane rakiety Shahab 3 (modele dalszego zasięgu w fazie testów), zdolne trafić w Tel Awiw, Rijad, Kair, Ankarę, Stambuł, New Delhi czy wszystkie bazy amerykańskie w regionie, oraz rozbudowane światowe siatki irańskiego wywiadu i Hezbollahu, które w razie ataku na Iran mogą przeprowadzić wiele poważnych zamachów odwetowych na terytorium agresora, np. w USA (nieszczelna granica z Meksykiem pozwala na wiele), w Izraelu (Hezbollah i Hamas) i w wielu innych krajach globu (np. zamach na AMIA w Buenos Aires w 1994 r., zamachy w Bejrucie w 1983 r., czy zamach na Khobar Towers w 1996 r.).

Nie będę tutaj przytaczał licznych dowodów, które pojawiły się w ostatnich kilkunastu latach, świadczących o nie tylko cywilnym obliczu irańskiego programu atomowego, ponieważ jest ich wiele. Interesującymi przykładami na częściowe potwierdzenie tej tezy niech będzie seria zabójstw dokonanych po 2007 roku prawdopodobnie przez Mossad (lub USA) na „ojcu” irańskiego programu rakietowego gen. Hassanie Moghaddamie, na dowódcy irańskiej jednostki wojny cybernetycznej Mojtabie Ahmadim oraz na pięciu ważnych irańskich naukowcach zaangażowanych w program jądrowy (nie wspominając już o serii prób zamordowania kolejnych osób). Nieprzypadkowo też w systemie operacyjnym zakładu wzbogacania uranu w Natanz pojawił się robak komputerowy Stuxnet, który doprowadził do tymczasowego zamknięcia produkcji w listopadzie 2010 roku.

Tak poważnie traktowane jest przez przeciwników irańskie dążenie do posiadania własnej broni atomowej. Dążenie przecież właściwe dla każdego suwerennego narodu, który pragnie być niezależny i mieć adekwatną siłę odstraszania. Dlaczego w gronie dziewięciu mocarstw nuklearnych ma znajdować się kraj, który nie kontroluje niemałej części swojego terytorium i jest wyjątkowo niestabilny (Pakistan)? Albo inne państwo, które nigdy nie wpuściło inspektorów MAEA (Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej) do swoich obiektów nuklearnych, ale nieustannie i gorliwie atakuje Iran, który wielokrotnie gościł inspektorów, za nieszczere intencje i ukrywanie faktów (Izrael)?

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 605 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.