sobota, 12 wrzesień 2015 14:21

?Integracja" czyli konfrontacja - rozmowa z Richardem Sakwą

Napisał

Rosja ma niejedno oblicze, często te oblicza są ze sobą sprzeczne, więc można powiedzieć wiele kontrastujących ze sobą rzeczy o Rosji i większość z nich będzie prawdą.

Pana książka „Frontline Ukraine: Crisis in the Borderlandsjest jedną z niewielu publikacji na Zachodzie, która przedstawia inną perspektywę nt. kryzysu ukraińskiego niż ta, która jest przedstawiana w mediach głównego nurtu i przez zachodnią elitę polityczną. Jakie były zasadnicze powody jej opublikowania?

Od momentu pierwszych protestów 21 listopada 2013 r. przeciwko ogłoszonemu przez Janukowycza odroczeniu podpisania Umowy Stowarzyszeniowej z Unią Europejską wiedziałem, że oto zaczyna się długo oczekiwana konfrontacja na wielką skalę między Rosją a UE i że będzie to iskierka, która ujawni wszystkie wewnętrzne sprzeczności Ukrainy. Unia Europejska całkowicie zlekceważyła potencjalne skutki polityczne swoich działań. Jest to rodzaj hermetycznego myślenia, które charakteryzuje wspólnotę euroatlantycką jako całość. Wywodzi się z tryumfalistycznych sentymentów osadzonych w zachodniej narracji o zakończeniu zimnej wojny.

Nie chodzi o to, czy Ukraina powinna lub nie powinna mieć możliwość wyboru przyłączenia się do euroatlantyckiej wspólnoty, ale w jaki sposób to ma nastąpić. Konfrontacyjny tryb integracji nieuchronnie sprowokowałby reakcję ze strony Moskwy. Natomiast integracja europejska sama w sobie nie wystarczała – potrzebowaliśmy pankontynentalnego sposobu na pojednanie, którego jawnie brakowało. Zaiste, ta idea była potępiana na Zachodzie jako „gaullistowska herezja”.

Gdy idzie o wewnętrzne sprzeczności na Ukrainie, one się wyostrzyły od czasu pierwszego Majdanu. „Pomarańczowa” i „niebieska” Ukrainy znalazły się w walce na śmierć i życie, podczas gdy oligarchowie wykorzystali ten podział. Te dwie kwestie i ich powiązania musiały być poddane analizie w taki sposób, aby nie ulec zachodniemu tryumfalizmowi czy też uproszczonej narracji o bohaterskiej Ukrainie walczącej w imię „europejskiego wyboru”. Europejski wybór jest istotny i uzasadniony, ale konieczna była analiza szerszego kontekstu i właśnie tego się podjąłem.

 

Wielu na Zachodzie oskarża Putina o nacjonalistyczne i imperialistyczne ciągoty. Narracja ukazuje Putina jako złowieszczego tyrana, mającego obsesję na punkcie zdominowania przynajmniej Zachodniej Europy. Jedni mówią o jego chęci odbudowy starego imperium sowieckiego, inni z kolei twierdzą, że jest bardziej „białym” imperialistą, ale jednak imperialistą. Pana książka przedstawia inny pogląd, a mianowicie, że Putin, jak każdy inny racjonalny mąż stanu, miał wiele do stracenia na Ukrainie, szczególnie gdy idzie o gospodarkę i sprawy związane z bezpieczeństwem. Czyli sprawy, których żaden przywódca polityczny, w szczególności przewodzący takiemu narodowi jak Rosja i z taką historią, zwyczajnie nie mógł zignorować. Więc pytanie brzmi: czy Putin jest imperialistą, czy występuje w obronie prawowitych interesów narodowych Rosji?

Rosja ma niejedno oblicze, często te oblicza są ze sobą sprzeczne, więc można powiedzieć wiele kontrastujących ze sobą rzeczy o Rosji i większość z nich będzie prawdą. Gdy idzie o Putina, proszę pamiętać, obejmował władzę w 2000 r. jako prawdopodobnie jeden z najbardziej proeuropejskich przywódców, jakich Rosja kiedykolwiek miała. Po czym nastąpił proces rozczarowania, gdyż z perspektywy Rosji Zachód okazał się niegodny zaufania i militarystyczny – przede wszystkim poprzez wycofanie się z traktatu ABM w 2002 r. i rozpoczęcie wojny w Iraku w 2003 r. To doprowadziło do słynnego przemówienia Putina w Monachium w lutym 2007 r. Inne kluczowe elementy stopniowej alienacji Putina ze wspólnoty zachodniej wyniknęły z niemożności prowadzenia przez UE polityki odrębnej od atlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa. To nieuchronnie miało sprowokować pęknięcie z największą potęgą euroazjatycką. Związany z tym był fakt, że przez 25 lat żyliśmy w sytuacji zimnego pokoju, podczas którego żadna z fundamentalnych kwestii europejskiego bezpieczeństwa nie została rozwiązana, poza górnolotną retoryką, która coraz bardziej była oderwana od rzeczywistości. Akcesja krajów Wschodniej Europy do NATO i UE niczego w tej materii nie zmieniła, wszak kraje te były zdominowane przez antyrosyjsko nastawione pokolenie. UE nie zdołała przekonać swoich nowych członków, iż integracja jest pokojowym projektem, a nie środkiem do kontynuowania starych żalów w nowym formacie.

Tak więc, w tym kontekście, Putin faktycznie wygląda na kogoś, kto reaguje na fiasko euroatlantyckiej wspólnoty w zrozumieniu, że rywalizacja epoki zimnej wojny się skończyła. Przeciwnie, element rywalizacji był coraz głośniej artykułowany, przede wszystkim przez liberalnych interwencjonistów i neokonserwatystów w Waszyngtonie, z ich nomenklaturą uniwersalnej demokratyzacji i siłowej zmiany władzy.

UE stała się czymś gorszym niż zdezaktualizowaną instytucją – stała się instrumentem euroatlantyckiego natarcia. Gdyby Europa była próżnią, wówczas nie byłoby problemu. Ale ideologia normatywnej zachodniej przewagi ma niebezpieczne konsekwencje, gdy nie zważa na złożoność sytuacji kontynentu z kontrastującymi tradycjami i perspektywami na wdrażanie politycznych reform i prowadzenia polityki międzynarodowej.

To zdanie z pana książki było dla mnie szczególne uderzające: „W ostateczności, istnienie NATO było usprawiedliwiane potrzebą zaniechania zagrożeniom wynikłym z jego rozszerzenia”. Czy mógłby pan rozwinąć tę myśl?

W kontekście zimnego pokoju, o którym wspomniałem wyżej, rozszerzenie NATO stało się coraz bardziej prowokacyjnym i niebezpiecznym zjawiskiem. Jak powiedział swego czasu szef liberalnej partii Jabłoko, Grigorij Jawliński, nie ma znaczenia, że czołg pomaluje się na różowo i umieści kwiatek w jego lufie – to nadal będzie zmierzający ku tobie czołg. Gdyby jakiś większy model pojednania na poziomie kontynentalnym został wdrożony, wówczas rozszerzenie NATO nie byłoby problemem. Co więcej, mogłoby się okazać korzyścią dla wszystkich stron. Do roku 2014, NATO w Europie nie było agresywnym ciałem i szczerze szukało sposobu na współpracę z Rosją w celu rozwiania jej obaw. Ale w ostateczności te różne środki, w tym i powołanie Rady NATO-Rosja, okazały się kosmetyczne i sztuczne oraz nie rozwiązały fundamentalnej kwestii znalezienia jakiejś większej formuły europejskiej jedności. Rosyjsko-gruzińska wojna w 2008 r. była pierwszą wojną przeciwko rozszerzaniu NATO, a Ukraina jest drugą. Wątpię, czy przeżyjemy trzecią.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 1086 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.