piątek, 27 listopad 2015 20:27

Jakich sił zbrojnych Polska potrzebuje?

Napisane przez

Historia nie biegnie ruchem jednostajnym.

W dziejach zdarzają się ciągi dziesięcioleci spokojnych, więc ugruntowujących przekonanie o zbędności sił zbrojnych. Żaden ład polityczny nie jest jednak dany raz na zawsze. Nie raz bywało, że po gnuśnym półwieczu czasów saskich czy innym Belle époque tempo zdarzeń przerzuca się na tryb skrajnie gwałtowny. Dlatego nawet w czasach najbardziej błogich konieczne jest utrzymywanie i ciągłe doskonalenie prężnej armii. Rzymska zasada „chcesz pokoju – gotuj się do wojny” nic nie straciła ze swej aktualności.

Armia zawodowa

Napoleon mówił, że woli jednego prawdziwego, zawodowego wojownika od dziesięciu żołdaków z poboru. A przecież dzisiejszej techniki wojskowej i kompetencyjnych wymogów nie sposób porównać z tymi z przełomu XVIII i XIX wieku. Bez wątpienia głównym składnikiem sił zbrojnych musi być armia zawodowa. Obrona kraju nie może się jednak do niej ograniczać, choćby z przyczyn finansowych. Wyszkolenie i wyposażenie tylko jednego żołnierza dzisiejszej armii Stanów Zjednoczonych kosztuje średnio pięć milionów dolarów. Nawet jeśli u nas cena ta byłaby znacznie niższa, to wystawienie stutysięcznej, dobrze wyszkolonej armii musi oznaczać wydanie wielu dziesiątek miliardów złotych. Na podwojenie czy potrojenie liczebności armii zawodowej, o ile ma ona reprezentować dostateczną jakość, długo nas jeszcze stać nie będzie.

Wynika stąd kilka wniosków. Do armii zawodowej trafiać muszą wyłącznie osoby o najlepszych predyspozycjach. W innych inwestować tak poważnych pieniędzy nie warto. Służba w armii zawodowej musi być jak najdłuższa, a jej zakończenie nie powinno oznaczać rozstania z zadaniami związanymi z obronnością kraju. Dobry system obrony narodowej powinien korzystać z doświadczenia zawodowych żołnierzy, aż do późnej emerytury. Armia zawodowa powinna stanowić elitę obronności, ale zarazem musi ona umieć bardzo efektywnie współpracować ze znacznie liczniejszymi jednostkami np. obrony terytorialnej – z natury rzeczy gorzej wyposażonymi i słabiej wyszkolonymi. Musi mieć też źródła rezerw, którymi może być właśnie najlepiej wyszkolona część obrony terytorialnej.

Na ile rozstaliśmy się z LWP?

Brytyjski marszałek Harold Alexander pod koniec lat sześćdziesiątych dokonał najbardziej trafnej analizy tego, czym w istocie było tzw. Ludowe Wojsko Polskie. Zauważył, że składa się ono z trzech zasadniczych części. Pierwszą stanowiły bardzo rozbudowane jednostki budowlane i inżynieryjne. Przygotowywano je do jednego celu – błyskawicznego zbudowania przepraw mostowych w olbrzymiej ilości, bo mającej zapewnić błyskawiczne przerzucenie na terytorium Niemiec setek tysięcy pojazdów Armii Radzieckiej. Drugą część LWP stanowiły wojska ataku – przede wszystkim nieproporcjonalnie rozbudowane dywizje pancerne i stosunkowo liczne jednostki desantu powietrznego i morskiego.

(...)

Wyświetlony 1305 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.