piątek, 27 listopad 2015 22:13

Czy w szaleństwie jest metoda?

Napisał

W 2015 roku sprawdza się w Europie prorocza wizja francuskiego pisarza Jana Raspail, który w powieści „Obóz świętych”, opisał przed 40. laty jak miliony indyjskich nędzarzy opanowują statki, łodzie i wszystko, co tylko utrzymuje się na wodzie, by dotrzeć do Europy. Nie mają wobec Europejczyków żadnych złych zamiarów, a w każdym razie – nic o tym nie wiadomo. Chcą tylko tutaj dotrzeć i tu pozostać. Jednak już na wieść o zbliżaniu się tej armady nędzarzy Europa jako wspólnota cywilizacyjna zaczyna się rozpadać. Cywilizacja umiera i kiedy pierwsi przybysze docierają wreszcie na Stary Kontynent, Europy właściwie już nie ma – poza izolowanymi enklawami, w których chronią się ci nieliczni, co zachowali wolę oporu.

Dzisiejsza Europa sprawia wrażenie zaczadzonej własną propagandą, jakby zapomniała, że w propagandę maja wierzyć inni, a nie jej producenci. Kucharz sobie nie gotuje, żołnierz sobie nie wojuje. Tymczasem zachowanie większości europejskich przywódców wobec tak zwanych uchodźców z Syrii i innych krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej nosi znamiona czystego szaleństwa, rodzaju instynktu samobójczego. Czy to rzeczywiście szaleństwo, czy w tym szaleństwie jest jednak metoda?

Operacje pokojowe, misje stabilizacyjne

Kiedy w początkach lat 90. rozpadał się Związek Sowiecki i światowy system komunistyczny, wydawało się, że świat będzie odtąd politycznie jednobiegunowy. Że niekwestionowanym światowym hegemonem będą Stany Zjednoczone, a dopiero potem – różne lokalne, regionalne mocarstwa i wreszcie reszta bantustanów, suwerennych, albo i nie. Ale chociaż Związek Sowiecki się rozpadał, w niektórych punktach świata przetrwały zdecydowanie antyamerykańskie reżimy, których wrogość do USA była motywowana również religijnie. Był to przede wszystkim Iran, w którym po islamskiej rewolucji zainstalował się teokratyczny system z ajatollahami przy władzy. Stany Zjednoczone z różnych względów nie chciały wdawać się w otwartą wojnę z Iranem, również dlatego, że prozachodni szach Reza Pahlavi potężnie to państwo uzbroił, toteż w celu rozgromienia wrogiego reżimu posłużyli się irackim dyktatorem Saddamem Husajnem, który w latach 80. był jeszcze tak zwanym naszym sukinsynem – jak Amerykanie określają swoich agentów władających zaprzyjaźnionymi państwami. W charakterze „naszego sukinsyna” Saddam Husajn rozpoczął – ośmioletnią, jak się okazało – wojnę z Iranem, która jednak nie doprowadziła do rozstrzygnięcia, bo reżym irański nie został obalony. Wojna przyniosła tylko wzmocnienie Iraku, uznawanego za zaporę przed rozprzestrzenianiem się islamskiej rewolucji.

Islamska rewolucja, uznająca Stany Zjednoczone za „Wielkiego Szatana”, Izrael zaś– za „Szatana Mniejszego”, znajdowała żywy rezonans w krajach arabskich i w ogóle – muzułmańskich, więc trzeba było ją blokować, między innymi po to, by nie rozlała się na Arabię Saudyjską, żelazną ręką rządzoną przez największych i najbardziej „naszych” spośród wszystkich sukinsynów. W takiej sytuacji „nasz sukinsyn” w osobie Saddama Husajna był na wagę złota, chociaż... jego rosnąca siła obserwowana była z coraz większym niepokojem w bezcennym Izraelu.

Wprawdzie Saddam Husajn był „naszym sukinsynem”, ale przecież tylko sukinsynem, w dodatku – mniej wartościowym, toteż bezcenny Izrael bez ceregieli zbombardował iracki ośrodek atomowy Osirak. Wprawdzie „społeczność międzynarodowa” operację izraelską „potępiła”, ale na potępieniu się skończyło, bo jużci – każdy wiedział, że za bezcennym Izraelem murem stoją Stany Zjednoczone, dla których obrona Izraela jest bezwzględnym priorytetem. Toteż kiedy w 1990 Saddam Husajn zajął Kuwejt, wypłacając sobie w ten sposób honorarium za udział w wojnie z Iranem, natychmiast przestał być „naszym sukinsynem”, przemieniając się we wroga całej miłującej pokój ludzkości. Toteż Stany Zjednoczone, jako przywódca wielonarodowej koalicji, przedsięwzięły przeciwko Irakowi operację wojskową pod nazwą „Pustynna Burza”, która doprowadziła do wyparcia wojsk irackich z Kuwejtu i narzucenia Husajnowi warunków pokoju. Tym razem, m.in. ze względu na niepokonany ciągle Iran, Amerykanie jeszcze nie pociągnęli Husajna pod „sąd zagniewanego ludu”, którego tak obawiał się Adolf Hitler.

(...)

Wyświetlony 1183 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.