Wydrukuj tę stronę
wtorek, 31 sierpień 2010 18:42

Prawda czasu, prawda ekranu

Napisał

Włodzimierz Lenin orzekł kiedyś autorytarnie, że film jest najważniejszą ze sztuk. Jak się okazuje, twierdzenie to traktowane jest nadal bardzo serio, podobnie zresztą jak inne pomysły ojca rewolucji. Wynikają stąd różne konsekwencje. Jedną z nich jest, na przykład, wiara ludzi w to, że filmy odzwierciedlają rzeczywistość, a rzeczywistość jest taka, jak pokazują w filmach. Niektórzy sądzą, że o bitwie pod Grunwaldem wszystkiego można się dowiedzieć z filmu Krzyżacy, o wojnie wietnamskiej - z dzieł Olivera Stone'a, a o holokauście – z Listy Schindlera czy Shoah. Inni sądzą, że skoro w niektórych filmach pokazują świat zamieszkany przez wampiry, wilkołaki, zombie czy kosmitów, to tak właśnie jest. Jeśli spytać kogoś takiego o dowody, od razu sypnie setką tytułów, uważając, że to w zupełności wystarcza.

Siłę przekonywania celuloidowych obrazków umieli wykorzystać Lenin i Goebbels, sponsorując takich reżyserów, jak Eisenstein czy Leni Riefenstahl. Również dziś film może być ideologiczną bronią. Jakiś czas temu niezły skądinąd reżyser Alan Parker nakręcił film Evita, w którym żona argentyńskiego dyktatora Perona ukazana została jako postać na miarę Matki Teresy, pracująca w pocie czoła dla dobra ludzkości. Oczywiście, cała ta szopka dokonana została w imię słusznej dewizy, zgodnie z którą jest prawda czasu i prawda ekranu, i jedna z drugą niekonieczne musi się pokrywać. Co prawda Argentyna Perona była krajem rządzonym w sposób quasi-totalitarny, a polityka Perona i jego żony doprowadziła do gospodarczej katastrofy, ale za to Argentyna Parkera okazuje się rozśpiewanym rajem. Jest prawda czasu i jest prawda ekranu...
Takich filmów edukacyjnych kręci się zresztą sporo i w każdej chwili prosty człowiek może się za niewielkie pieniądze dokształcić. Wystarczy choćby wybrać się do kina na film Kinsey, opowiadający o życiu osławionego Alfreda Kinseya, twórcy "raportu", wykazującego rzekomo, że wszelkie aberracje seksualne są w zasadzie normą, norma zaś jest nienormalna. Sam Kinsey ? którego badania można uznać za równie naukowe, jak teorie Trofima Łysenki dowodzące, że dziobak jest krzyżówką kaczki z bobrem ? przedstawiony został jako pogromca zaściankowości i człowiek tak wyzwolony, że rozmawia z dziećmi przy kolacji o penetracji sromu. Prawda czasu jest taka, że Kinsey był hochsztaplerem świadomie manipulującym danymi, prawda ekranu zaś mówi, że to męczennik w imię nauki i bojownik o wolność.
Inną edukacyjną bajeczką, konwencjonalną w formie i postępową w treści, są Dzienniki motocyklowe. Rzecz opowiada o młodym człowieku, który wraz z przyjacielem przemierza Amerykę Południową w poszukiwaniu przygód. Pochodzi z dobrej i zamożnej rodziny, studiuje medycynę, ma wielkie ideały i ambicje. W trakcie podróży styka się z biedą, dyskryminacją, wykluczeniem i innymi strasznymi rzeczami, które ranią jego romantyczną duszę. Chciałby pomoc całemu światu, poświęcić się dla dobra ludzkości, coś zmienić, widzi jednak, że świat jest niereformowalny ? nie można go naprawić, trzeba go zastąpić innym...
Wzruszająca historia, bez wątpienia. Jedyny problem w tym, że stanowi apoteozę niejakiego Ernesto "Che" Guevary, rewolucjonisty-psychopaty lubującego się w egzekucjach. Che niewątpliwie był człowiekiem wrażliwym, ale raczej w sensie "nadwrażliwości". Był typem, o którym w dzisiejszej nowomowie, żeby go czasem nie skrzywdzić, powiedziano by "wrażliwy inaczej". Bawiły go strzelaniny, zwłaszcza kiedy mógł celować do ludzi bezbronnych ? jeńców, niepoprawnych ideologicznie chłopów i każdego, kto mu się pod lufę nawinął. Nawet Fidel Castro ? podobny mu bandyta i ulubieniec językoznawców ? uznał Che za kompletnego wariata i odetchnął z ulgą, kiedy ten opuścił Kubę i ruszył wyzwalać resztę ludzkości (w wyniku czego zresztą zszedł z tego świata, a reszta ludzkości z ulgą odetchnęła).
Oczywiście, trudno ganić reżysera za to, że pokazał młodego, przedrewolucyjnego Che jako romantycznego idealistę. Można nawet przypuszczać, że ten obrazek zgadza się z rzeczywistością i nie tylko Che, ale też wielu innych rzeźników stawiających sobie za cel poprawę losu mas, klas czy narodów miało tego typu skłonności. Nie byli w żadnym wypadku egoistami ? bo egoista, jak wiemy, kręci własny biznes, ludzkość go nie obchodzi i co najwyżej chce ją wykorzystać jako siłę roboczą, zamiast jej współczuć. Byli niepogodzeni ze światem ? bo, jak wiemy od Engelsa, człowiek, który godzi się z zastaną sytuacją, tym samym ją akceptuje, jest więc konserwatystą i reakcjonistą. Płomiennie przemawiali i nie troszczyli się o szczegóły, lecz mieli wielkie i ogólne plany. Słowem ? postępowi altruiści i wizjonerzy. Dlaczego więc nie kręcić o nich filmów ku pokrzepieniu serc?
A pomysłów na scenariusze nie brakuje. Weźmy choćby taką historię. Młody chłopak z biednej rodziny przyjeżdża do Wiednia studiować malarstwo. Z domu wyniósł niemiłe wspomnienia ? sadystyczny ojciec i rozhisteryzowana matka (murowane Oskary za role drugoplanowe). Mierzi go mieszczańska kultura, zaściankowość i hipokryzja wiedeńczyków, wolny rynek, egoizm i lichwiarskie banki. Ma dość nierówności, nieładu i dyskryminacji jego ziomków ? krótko mówiąc, chce zmienić świat (w tle patetyczna muzyka). Zrzesza wokół siebie grono podobnych mu zapaleńców ? ludzi młodych, ideowych, blondwłosych i wierzących w zażyłą męską przyjaźń (postępowy wątek dotyczący mniejszości seksualnych). Niestety, skostniale i reakcyjne społeczeństwo nie jest gotowe na przyjęcie zmian i nasz bohater trafia do więzienia, gdzie, jak na zaangażowanego intelektualistę przystało, pisze książkę. Po wyjściu na wolność zdobywa serca ludu (jak Evita, tylko bardziej wąsata) a kierowana przezeń partia (oczywiście socjalistyczna) naprawia świat ? daje ludziom pracę, gwarancje socjalne, przytulne mieszkania i wzniosłe uroczystości na stadionach (sceny z tysiącami statystów). Nasz bohater, widząc, jak lud się cieszy, chce zrobić tak samo dobrze całemu światu. Wpada na pomysł zjednoczenia Europy i nawet dogaduje się w tej kwestii z innym wąsatym wizjonerem. Niestety, finał jest okrutny. Osaczony przez złych Amerykanów (francuscy krytycy będą zachwyceni), popełnia samobójstwo (jak Sokrates czy Katon).

(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 4212 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.