wtorek, 31 sierpień 2010 18:43

Etatyzm a la Polonaise

Napisane przez

 Rzadko kiedy oglądam polityczne debaty telewizyjne, gdyż zazwyczaj działają mi one na nerwy. Ileż można oglądać polityków od wielu lat zapewniających, że znają receptę na bolączki polskiej gospodarki. Przecież przez piętnaście lat możni włodarze zajmowali się głównie psuciem, a nie naprawą gospodarki.

Zasiłek dla każdego!
Kilka tygodni temu zmusiłem się, aby wysłuchać w telewizji wypowiedzi wielce szanownego pana przewodniczącego Leppera, który stanowczo twierdził, że ustanowienie zasiłku na poziomie 900 zł dla każdego bezrobotnego z pewnością nie zwiększy bezrobocia, ale je zmniejszy. Niestety, w tym momencie przerwał mu jego interlokutor i nie miałem okazji wysłuchać sofistycznych argumentów na rzecz tak absurdalnej tezy.
Wydawałoby się, że dla przeciętnego obywatela proste do zrozumienia powinno być prawo popytu i podaży, a więc oczywisty jest fakt, iż wzrost poziomu pomocy społecznej generuje zwiększoną ilość klientów pomocy społecznej (zjawisko to Murray Rothbard nazywa mechanizmem dodatniego efektu podaży). Propozycje przewodniczącego Leppera są więc prostą drogą do wzrostu bezrobocia i kompletnego krachu polskiej gospodarki. Pozostaje pytanie, dlaczego ludzie chcą głosować na partię tego wielkiego oszusta? Odpowiedzi są dwie: albo są głupi, albo kierują się racjonalnymi przesłankami, że za ery Leppera nie będą musieli pracować za 1000 zł, tylko będą mogli się wylegiwać na fotelu przed telewizorem, a 900 zł samo wpadnie.
W zasiłkowej licytacji inne partie postanowiły nie pozostać w tyle. W kwestii tzw. zasiłku becikowego prym wiodły LPR i PIS, dając wyborcom do zrozumienia, że 2000, 3000 lub 5000 zł za urodzenie dziecka to emanacja ich dobrodusznej prorodzinności, szkoda tylko że na koszt podatnika. Stanowczo twierdzę, że propozycja becikowego jest z gruntu zła i zniża człowieka do poziomu trzody chlewnej. Tak zapewne rozumował również Hitler, który jest prekursorem w dziedzinie zasiłków dla rodzących matek. Jeżeli asumptem do spłodzenia i urodzenia ma być jednorazowo rzucony ochłap, to żal mi tych nowo narodzonych dzieci. Należy podkreślić, że znajdzie się spora część zwyrodnialców wywodzących się z lumpenproletariatu, którzy będą się reprodukować w celu uzyskania funduszy na zakup polskiego wina owocowego.
Oczywiście, osoby społecznie wrażliwe wszelkich przeciwników zasiłków nazywają bezdusznymi apologetami zdziczałego, wilczego i "wszystkoconajgorsze" kapitalizmu. Problem polega na tym, parafrazując wybitnego francuskiego ekonomistę Fryderyka Bastiata, że lewica różnej proweniencji analizuje jedynie to, co widać, a w głębokim poważaniu ma to, czego nie widać. Widać więc tylko uradowanych beneficjentów pomocy społecznej, nie widać tych, którym pieniądze odebrano. Co najciekawsze, ludzie, którzy otrzymują pomoc społeczną, często sami ją częściowo opłacają, a rodziny ledwo wiążące koniec z końcem, acz płacące podatki, muszą dotować różnej maści obszczymurków i klientów siłowni na rentach inwalidzkich.

Bez dotacji przemysł upadnie
Słowa Fryderyka Bastiata doskonale również korespondują z problematyką dotowania nierentownych przedsiębiorstw. Wszelkie próby urynkowienia ledwo dyszących podmiotów gospodarczych spotykają się z gromkim krzykiem związków zawodowych. Dla związkowca wszystko jest jasne jak słońce: urynkowienie to zwolnienia lub likwidacja zakładu, a więc wzrost bezrobocia. To widać. Nie widać jednak miliardów złotych zagrabionych od podatników, którzy za te pieniądze mogliby dać zarobek szewcowi, sklepikarzowi czy kierowcy taksówki.
Wyobraźmy sobie, że w państwie Nibylandia pan Igrekowski wymusza na rządzie, aby ściągnął z każdego ze stu obywateli dodatkową złotówkę podatku, w celu subsydiowania jego działalności. Tym samym 100 zł trafi do pana Igrekowskiego, który prowadzi nierentowne przedsiębiorstwo, i jednocześnie nie trafi poprzez rynkową alokację do przedsiębiorstw efektywniejszych. W ten oto sposób państwo karze za pracowitość. Nie muszę chyba dodawać, że w celu przekazania dotacji rząd z pewnością powoła odpowiednich urzędników, których przecież trzeba opłacić, a którzy w oczywisty sposób nie wytwarzają produktu krajowego. Jak na dłoni widać, że per saldo gospodarka traci w sytuacji dotowania nierentownych przedsiębiorstw. Związkowców jednak interesuje to tak bardzo jak zeszłoroczna zima.

(?)

 

Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 3106 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.