czwartek, 23 marzec 2017 21:34

O charakterze Polaków (fragment)

Napisane przez Jan Ciechanowicz

Patriotyzm

Polakom przypisuje się gorący patriotyzm, połączony z głębokim uczuciem prorodzinnym. Henryk Rzewuski był pewny, że w zaciszu domowym, a nie w urzędach zachowuje się narodowość, a przed nim Wacław Potocki zauważał:

Zły to ptak, co od gniazda swojego się dziczy,

Gdzie ma Polak pieluchy, tam się niechaj ćwiczy.

Poeta zachęcał w ten sposób polską młodzież do studiowania i pracy w ojczyźnie, a nie na obczyźnie. Rozważano też sposoby służenia ojczyźnie. Znany historyk Józef Szujski uważał, że patriotyzm i duma narodowa wyrażać się powinny w czynach, a nie słowach. Pamiętajmy – pisał – że odziewanie się w świetną przeszłość historyczną i jej wspomnienia będzie tak długo strojeniem się w cudze piórka, jak długo pracom przeszłości nie wskażemy prac własnych, wieńcom chwały przodków nie dorzucimy wieńców chwały własnej, skromniejszych może, ale również zacnych… Lubimy bowiem wstrząsać powietrze na uroczystych akademiach gromkimi frazesami, a rzadko mamy skłonność uczynić dla Polski coś konkretnego. Toteż i w XX wieku wybitny uczony Kazimierz Dąbrowski zauważy: Miłość ojczyzny idzie w parze z dbałością o jej rozwój… Do Polaków, jak też do innych ludów, można byłoby skierować słowa, jakie ongiś Tukidydes wypowiedział pod adresem Ateńczyków: Oceniacie przyszłość na podstawie pięknych możliwości, jakie malują przed waszymi oczyma mówcy, a przeszłość na podstawie tego, jak ją zręczni mówcy zganią lub pochwalą, nie tyle dając wiarę oczywistym faktom, ile słowom.

Niektórzy autorzy uważają, że tradycja nie tyle sprzyja rozwojowi ludzi, ile ich krępuje. Pisze tedy Marian Piechal:

Naród ze swą tradycją

jak pies

z budą związany

zacieśnia swego ducha

bo tyle ma ze świata

na ile mu zezwala

długość łańcucha.

Te słowa ocierają się niewątpliwie o nihilizm narodowy i mogą prowadzić do indyferentyzmu moralnego, a poprzez to i do zdrady narodowej, jeśli ktoś uzna, że tak dla niego samego będzie wygodniej i zyskowniej. Wiemy, że nieraz tak bywało. W 1846 roku hrabia Henryk Poniński szczegółowo poinformował policję pruską w Poznaniu o zamiarze wszczęcia powstania przez Polaków, podając nazwiska przywódców. Wskutek tej zdrady aresztowano siedemdziesięciu działaczy patriotycznych, w tym Mierosławskiego, Libelta, Guttry’ego. Wymowny przykład „arystokratycznego” draństwa… Grasylda Malinowska w Pamiętnikach opisywała stosunek rodaków do tej kobiecej młodzieży, która zaciągnęła się była pod sztandary Powstania Styczniowego: Oj, ciężko nam było! Wycierpiałyśmy wiele pogróżek, wymyślań i od rodzeństwa oskarżeń, zażaleń, posądzeń, żeśmy to robili dla swojej przyjemności, a Bóg widział, żeśmy wszystkie ofiary robiły z miłości Ojczyzny i dla braci cierpiącej. Ciężko i teraz wspominać, jak opacznie zapatrywano się na nasze czyny. Ludzie złej woli we wszystkim widzą zło… Podkreślmy, że chodzi tu o złą wolę Polaków, nie zaś urzędników czy sołdatów rosyjskich.

Sami rodacy wyśmiewali, potępiali i wydrwiwali tych spośród siebie, którzy przyłączyli się do powstania, a nieraz pisywali donosy nawet na swych krewnych, nie mówiąc o sąsiadach. Podłość była powszechna i bezprecedensowa i właśnie to umożliwiało zaborcom tak długie zniewalanie kraju.

Na wiadomość zaś o klęskach powstańców wielu Polaków reagowało złośliwą radością. Grasylda Malinowska wspominała: Na wieść z Warszawy, że przy manifestacji 8 kwietnia 1861 roku z racji rozwiązania Towarzystwa Rolniczego zabito 200 osób, moja chlebodawczyni mówiła, że „Warto, czego leźli? Z ich racji i nam teraz będzie źle”… I cóż miałam mówić na takie argumenta? Wręcz zgrozę budzi fakt, że gdy powstanie dogorywało, a jego uczestnicy, tułając się po bezdrożach, docierali do ojczystego domu, właśni ojcowie i bracia nie wpuszczali ich na rodzinny próg, bojąc się kary ze strony władz rosyjskich. Wymęczeni, głodni, nieraz ranni i chorzy rozbitkowie tułali się po lasach, żywiąc się liśćmi drzew, jagodami, korzonkami, niekiedy rzadką jałmużną z ręki spodlonych rodaków, którzy nie wahali się dawać „cynk” carskim władzom o tułających się powstańcach, „bandytach”.

A przecież kresowa szlachta była bez porównania bardziej patriotyczna niż koroniarska. Cóż dopiero mówić o ciemnym i prymitywnym chłopstwie, które wszędzie, a szczególnie na Mazowszu, moralnie i czynnie wspierało Moskali mordujących najlepszych synów narodu polskiego, wdeptujących w błoto kwiat patriotycznej młodzieży. Wielu przebitych widłami, służącymi zwykle do przerzucania gnoju, młodziutkich powstańców żywcem zakopywano do ziemi. Aż dziw, że tak niepatriotyczna, małoduszna, nikczemna i tchórzliwa zbiorowość sama siebie ogłaszała za „pierwszorzędny” naród patriotyczny, szlachetny, odważny, a nawet inteligentny.

I jeszcze Grasylda Malinowska: Niby patrioci, współczujący rozbitkom, nikt się nimi nie zajął, nikt nie oszczędzał, nie ukrył u siebie, zawsze (…) odsyłano, aby zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności. Jeśli tak bardzo dbali o swoje majątki, to mogli zasilić nas rublem, odzieniem, ale gdzie tam, o wszystkim myśmy same myśleć musiały, opłacać, a potem cierpieć od rodzeństwa przez całe życie. Za poświęcenie i ofiary nawet wstęp do Czerepowszczyzny [kresowa wieś] był nam wzbroniony… Gdyż sąsiedzi czy chłopi natychmiast by donieśli Rosjanom i cała rodzina poszłaby etapem na Sybir.

[...]

Wyświetlony 485 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.