Wydrukuj tę stronę
środa, 12 grudzień 2018 22:34

Jair Bolsonaro na drodze do prezydentury

Napisane przez Ronald Lasecki

Pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii 7 października wygrał Jair Bolsonaro (ur. 1955), zdobywając 46,03% głosów, podczas gdy jego najgroźniejszy kontrkandydat, Fernando Haddad (ur. 1963) z Partii Pracujących (Partido dos Trabalhadores, PT) uzyskał jedynie 29,28% głosów (1). W związku z tym, że żaden z kandydatow nie osiągnąl wymaganej do zwycięstwa w pierwszej turze ponad połowy glosów, 28 października zostanie przeprowadzona druga tura, w której J. Bolsonaro może liczyć na 59% glosów, F. Haddad zaś na 41%. (2).

Wyborom prezydenckim towarzyszyły wybory 513 deputowanych do Kongresu Narodowego, 1059 deputowanych do stanowych zgromadzeń ustawodawczych, 54 senatorów oraz 27 gubernatorów stanów, ze względu jednak na prezydencki ustrój Brazylii, to wybory głowy państwa mają największe znaczenie i przyciągają najwięcej uwagi (3).

Kandydat lewicy

  1. Haddad uzyskał formalne poparcie Luiza Inácio Luli da Silvy (prezydent Brazylii w latach 2003-2011) i wcześniej wspomnianej lewicowej PT. Lula nie mógł kandydować osobiście, gdyż od kwietnia odsiaduje dwunastoletni wyrok pozbawienia wolności z tytułu przyjęcia jako łapówki luksusowego apartamentu od jednej z firm budowlanych. Wyrok skazujący zapadł w lipcu 2017 r., apelacja została odrzucona w styczniu 2018 r., zaś najwyższy trybunał wyborczy wydał wyrok odmawiający Luli prawa do kandydowania 4. września br., po sześciogodzinnym posiedzeniu (4).

11 września w Kurytybie przed budynkiem, gdzie uwięziony był Lula, PT ogłosiła mianowanie swoim kandydatem prezydenckim F. Haddada oraz odczytany został list od Luli, w którym ten oficjalnie udzielił swojego poparcia nowemu kandydatowi (5). F. Haddad to były burmistrz Sao Paulo, przed pierwszą turą wyborów prezydenckich relatywnie mało znany poza tym miastem. Jest pochodzenia libańskiego, studiował prawo, ekonomie i filozofię oraz pracował na uniwersytecie w Sao Paulo przed rozpoczęciem kariery politycznej w 2001 r. W latach 2005-2012 pelnił funkcję ministra oświaty (6).

  1. Haddad chce obniżenia podatków dla najbiedniejszych, podwyższenia dla najbogatszych, zwiększenia wydatkow publicznych w celu walki z ubóstwem i tworzenia nowych miejsc pracy, taniego kredytu, podatku bankowego i kontroli przepływu kapitału (7). Pozytywnie odnosi się do ruchów LGBT, feminizmu spod znaku #metoo, oraz promotorów tzw. praw człowieka. Kandydat PT jest również zwolennikiem prawa do aborcji, ograniczenia możliwości posiadania przez cywilów broni palnej, oraz zniesienia kar więzienia za posiadanie narkotyków, co uzasadnia “przepełnieniem brazylijskich więzień”(8).

Z kandydatów rywalizujących o fotel prezydenta Brazylii F. Haddad wydaje się bardziej systemowym. Zarazem fakt, iż wywodzi się z otoczenia Luli da Silvy wzbudza zaniepokojenie zachodniego kapitału. Lula uniemożliwił penetrację brazylijskiego sektora naftowego przez zachodnie kompanie ExxonMobil i Chevron oraz doprowadził do podpisania umowy z chińską firmą Sinopec. Jako kontynuator lini Luli da Silvy, obecny kandydat PT zapewne zachowałby też bardziej umiarkowane stanowisko wobec czawistowskiej Wenezueli, nie stwarzając zagrożenia eskalacją napięcia na kontynencie (9).

“Tropikalny Trump”

Zwycięzca pierwszej i faworyt drugiej tury wyborów prezydenckich J. Bolsonaro wspierany był przez Partię Socjalliberalną (Partido Social Liberal, PSL), której członkiem został w styczniu 2018 r. przekształcając ją w partię konserwatywną (10). W wyborach do Kongresu Narodowego w 2014 r. PSL zdobyła jednak zaledwie jeden mandat, co zgodnie z brazylijskim prawem wyborczym ograniczalo czas wypowiedzi J. Bolsonaro w państwowej telewizji Globo do zaledwie kilku sekund. “Tropikalny Trump “oparł więc swą kampanię na sieciach spolecznościowych i aktywności swoich młodocianych zwolenników (11). W stanowiącej trzecią część elektoratu grupie wiekowej między 16 a 34 rokiem życia poparcie dla J. Bolsonaro jest dwukrotnie wyższe niż w grupie wiekowej od 55 lat wzwyż (12). Jego wydatki na kampanię wyborczą nie przekroczyły 235 tys. dolarów, wobec 6,3 mln. dolarów F. Haddada (13).

  1. Bolsonaro jest kapitanem armii w stanie spoczynku, deputowanym do Kongresu Narodowego z Sao Paulo nieprzerwanie od 1990 r. Był trzykrotnie żonaty i ma pięcioro dzieci, z czego dwóch jego synów zaangażowało się w jego kampanię wyborczą (14). Prezentuje się jako katolik, chrzczony był jednak przez protestanckiego pastora i jest blisko zwiazany z konserwatywnymi środowiskami brazylijskich zielonoświątkowców oraz z lobby żydowskim (15). J. Bolsonaro odwołuje się do obyczajowego konserwatyzmu i prawicowych poglądow protestantów, których odsetek w Brazylii w ostatnim półwieczu gwałtownie wzrasta: w 1980 r. stanowili 6,6% społeczeństwa, w 1991 r. – 9%, w 2000 r. – 15,4% (26,2 mln. ludzi), w 2010 r. – 22,2% (42,3 mln. ludzi) (16). Pod znacznym kulturowym i ideowym wpływem prosyjonistycznego jankeskiego protestantyzmu znajdują się również środowiska brazylijskich konserwatywnych katolików.

Konserwatywny liberalizm po brazylijsku

Agenda wyborcza J. Bolsonaro obejmuje pełniejszą ochronę życia ludzkiego w stadium prenatalnym, sprzeciw wobec promocji homoseksualizmu, malżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez pary homoseksualne, odrzucenie ideologii “genderowej”, sprzeciw wobec rejestrowania transseksualistów pod zmienioną płcią, sprzeciw wobec “akcji afirmatywnej” w postaci minimalnych kwot dla kobiet i ludności kolorowej, zaprzestanie finansowania wszelkich organizacji pozarządowych, przywrócenie kary śmierci, chemiczną kastrację gwałcicieli za ich zgodą, obniżenie wieku karalności do 16. roku życia, nagradzanie policjantow którzy zabili “10, 15 lub 20” handlarzy narkotyków zamiast obecnego karania takich funkcjonariuszy, poszerzenie kompetencji policji i żandarmerii wojskowej, rozszerzenie prawa do posiadania broni oraz do obrony koniecznej (17).

Doradcą ekonomicznym J. Bolsonaro i kandydatem na ministra gospodarki w jego rządzie jest prof. Paulo Guedes (ur. 1949) – absolwent Uniwersytetu Chicago, uczeń Miltona Friedmana i zwolennik ortodoksyjnego liberalizmu ekonomicznego, założyciel neoliberalnego ośrodka analitycznego Instituto Millenium. Doświadczenie polityczne P. Guedes zdobywał w Chile za neoliberalnej dyktatury generała Augusto Pinocheta (1973-1990). Jego receptą na ożywienie gospodarki brazylijskiej są cięcia wydatków publicznych, prywatyzacja spółek publicznych, zaniechanie ochrony środowiska naturalnego i obniżki podatków dla najbogatszych i wielkiego kapitału. W przeszłości J. Bolsonaro sprzeciwiał się co prawda prywatyzacji i przekazaniu obcemu kapitałowi największej brazylijskiej firmy górniczej Vale, naftowego giganta Petrobras oraz telekomunikacji, nie dlatego jednak by był zwolennikiem zachowania nad nimi kontroli państwowej, lecz że chciałby ich “uczciwej” prywatyzacji.

Początkowo zachodni kapitał zachowywał wstrzemięźliwość wobec sytuacji politycznej w Brazylii: zawieszone zostały warte 33 mld. dolarów zachodnie inwestycje w tym kraju, w tym tak strategiczne przedsięwzięcia jak umowa Embraera z Airbusem oraz umowy o eksploatacji wraz z Petrobrasem atlantyckich złóż ropy i gazu (18). Wydaje się jednak, że ostatecznie zachodni kapitał przestał dostrzegać w J. Bolsonaro zagrożenie dla swych interesów w Brazylii: po zwycięstwie kandydata prawicy w pierwszej turze wyborów prezydenckich indeks giełdy w São Paulo skoczył w górę, zaś cena brazylijskiego reala podniosla się do 3,87 za dolara USA, zyskując tym samym w ciągu miesiąca 6% wartości (19). Jak pisze znawca regionu Artur Domosławski: “(...) stawia na niego wielki biznes, ponieważ w obliczu słabych notowań kandydata z kręgu tradycyjnych konserwatystów, ludzie dużego pieniądza wolą Bolsonara od kandydatów z lewicy” (20). Zachodni kapitał oczekuje przy tym od Brazylii zreformowania systemu emerytalnego, którego zasady obecnie są zapisane w konstytucji i w którym brak dolnej granicy wieku uprawniającej do przejścia na emeryturę (21).

Atlantycki ekstremizm

Dla zachodniego kapitału J. Bolsonaro niebezpieczny jest przede wszystkim przez swoją nieprzewidywalność, w czym bardzo przypomina D. Trumpa. Zapowiedział wycofanie Brazylii z Mercosur, a niektórzy analitycy podejrzewają że może też dążyć do wycofania swego kraju z BRICS, szanse na realizację tego są jednak minimalne (22). W miejsce dotychczasowych stosunków wielostronnych J. Bolsonaro zapowiada dążenie do dwustronnych układów o wolnym handlu z USA i z Japonią oraz wszechstronnego zacieśnienia stosunków z Waszyngtonem i Tel Awiwem. “Stany Zjednoczone stały się swego rodzaju Północną Gwiazdą dla Bolsonaro i jego akolitów (…). Bolsonaro i jego ekipa odbyli w ostatnich miesiącach szereg spotkań z przedstawicielami USA – normalna praktyka w czasie kampanii – zapewniając, że jeśli [J. Bolsonaro] zostanie wybrany, to będzie wyjątkowo lojalnym sojusznikiem [USA] w polityce zagranicznej. «To tak jakby Waszyngton przedstawił listę tego, co chce od Brazylii, oni zaś odczytali tę listę słowo po słowie», powiedziała osoba znająca przebieg dyskusji” (23).

Zapowiedzi te w praktyce oznaczają pogorszenie stosunków Brazylii z Kubą i Wenezuelą, możliwe zaś zbliżenie z Chile, Argentyną, Kolumbią i być może Peru rządzonymi przez projankeskie ekipy centroprawicowe i konserwatywne, jak również dążenie do zastąpienia Chin przez Japonię w roli najważniejszego azjatyckiego partnera handlowego i inwestycyjnego Brazylii (24). Brazylia będzie też ściśle współdziałać z Waszyngtonem w jego “polityce antynarkotykowej” oraz na forum ONZ i innych gremiów międzynarodowych. USA i Brazylia wspólnie wywierać mogą też nacisk na liberalizację reżymu politycznego państw takich jak Gwatemala. Można też spodziewać się wycofania się Brazylii z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 r.

Niepokoją również związki J. Bolsonaro z lobby żydowskim i środowiskami syjonistycznymi. W grudniu 2017 r. stwierdził on, że jeśli zostanie wybrany prezydentem, to, podobnie jak D. Trump, doprowadzi do niezwłocznego przeniesienia ambasady Brazylii z Tel Awiwu do Jerozolimy (25). Gdy 7 września 2018 r. J. Bolsonaro został raniony nożem w czasie wiecu wyborczego, odmówił przewiezienia do kliniki syryjsko-libańskiej i zażądał leczenia w szpitalu izraelskim (26). Podczas jednej ze swych wizyt w Stanach Zjednoczonych, J. Bolsonaro krzyczał nawet na wiecu w Miami “USA! USA!” (27). O ile zatem F. Haddad jest politykiem bardziej systemowym, o tyle J. Bolsonaro to kandydat bardziej projankeski.

Szansa na autorytaryzm?

 Niepewność zachodniej opinii co do J. Bolsonaro stara się podsycać liberalna prasa, szerząc wątpliwości co do przyszłości brazylijskiej demokracji (28). Mogą one mieć oparcie w fakcie, że wspierająca J. Bolsonaro PSL, choć stała się po obecnych wyborach drugą siłą w Kongresie Narodowym, będzie tam miała jedynie 52 deputowanych. J. Bolsonaro zapowiadał natomiast, że powoła do rządu czynnych i byłych wojskowych, chwalił brazylijską dyktaturę generałów z lat 1964-1985 nazywając ją “złotą epoką Brazylii”, a nawet chwalił wojskowych odpowiedzialnych wówczas za tortury wobec działaczy lewicy (29).

Z drugiej strony, zamach stanu z 1964 r. J. Bolsonaro uważa za “demokratyczną rewolucję” i uspokaja, że pod jego rządami zagrożenie dla demokracji będzie “zerowe” (30). Komentatorzy wskazują także, że brazylijscy wojskowi zmienili się od lat 1960-1970 i obecnie nie poparliby już autorytaryzmu. Brak stosownej większości w Kongresie uniemożliwi zaś J. Bolsonaro zmianę konstytucji (31). W przypadku zostania prezydentem J. Bolsonaro będzie mógł liczyć (32) na PSL – 52 mandaty, centroprawicową Partię Socjaldemokracji Brazylijskiej (Partido da Social Democracia Brasileira, PSDB) – 29 mandatów, oraz centrowych Demokratów (Democratas, DEM) – 29 mandatów (33).

Do roli “przybocznego filozofa” J. Bolsonaro aspiruje udzielający mu publicystycznego wsparcia i zamieszkały na stałe w USA pisarz i astrolog Olavo de Carvalho (ur. 1947). Zajmuje on stanowisko zdecydowanie projankeskie, wrogie Rosji, Chinom, Kubie i Wenezueli. Z drugiej strony, O. de Carvahlo przyswoił czytelnikowi brazylijskiemu prace takich tradycjonalistycznych myślicieli jak René Guénon (1886-1951) i Frithjof Schuon (1907-1998) (34).

Koniec z polityczną poprawnością

Niechęć środowisk liberalnych i lewicowych J. Bolsonaro zawdzięcza tyleż swoim poglądom, co sposobowi ich wyrażania. Ludność napływową (tzw. uchodźców) z Haiti, Afryki i Bliskiego Wschodu nazwał “szumowiną ludzkości”, którą powinna “zająć się” armia. Czarnych określił jako “nieodpowiednich do rozmnażania”, rdzenne ludy Amazonii zaś mianem “pasożytów” i “śmierdzieli”(35). Popularność przyniosły mu też slowa, iż poprawność polityczna odbiera mu radość życia, bo zabrania opowiadać dowcipy o Murzynach (36). Oskarżającej go o “seksizm” i promowanie “kultury gwałtu” lewicowej deputowanej wypalił, że na pewno by jej nie zgwałcił, bo nie jest tego warta, później doprecyzowując, że jest zbyt brzydka (37). Stwierdził też, że to słuszne jest to, że kobiety zarabiają mniej na tych samych stanowiskach co mężczyźni, gdyż przeznaczone są, by rodzić dzieci (38). O swojej rodzinie w kwietniu 2017 r. powiedział, że “najpierw spłodził czterech synów, a na koniec w chwili słabości córkę” (39).

Zapowiedział też, że pobiłby całujących się mężczyzn gdyby takich zobaczył. Stwierdził, że wolałby, aby jego syn zginął w wypadku niż był homoseksualistą. Homoseksualizm, jego zdaniem, prowadzi do pedofilii, liczba homoseksualistow w społeczeństwie wzrasta zaś z powodu dostępności narkotyków, liberalizmu obyczajowego i przez wpływ liberalnych światopoglądowo kobiet. W innej wypowiedzi stwierdzil, że jego rodzinie homoseksualizm nie grozi, ponieważ “porządnie wychował swoje dzieci” (40). Brazylia nie potrzebuje zaś praw chroniących homoseksualistów, gdyż “są oni mordowani przez swoich homoseksualnych kochasiów, podzas gdy spokojni obywatele śpią w swoich domach” (41).

  1. Bolsonaro nie ukrywa też swojego pozytywnego stosunku do autorytaryzmu. “Jestem zwolennikiem dyktatury!”oświadczył kandydat na prezydenta, po czym doprecyzował “Nigdy nie rozwiążemy poważnych problemów społecznych w tej beznadziejnej demokracji”(42). Amnesty International określił mianem “idiotów”, zaś demokrację nazwał “bzdurą”. Jak wspomniano już wyżej, J. Bolsonaro chwalił wojskową dyktaturę lat 1964-1985, nazywając ją “złotym okresem rozwoju Brazylii”, a jedyne zastrzeżenie, jakie wobec niej zgłosił, dotyczy tego, że “nie wybiła wszystkich komuchów”(43). Podczas głosowania nad odsunięciem prezydent Dilmy Rousseff w kwietniu 2016 r. stwierdził, że dedykuje swój głos pułkownikowi Carlosowi Alberto Brilhante Ustra (1932-2015), który w latach 1970-1974 odpowiadał za torturowanie działaczy lewicowej opozycji, czego ofiarą padła wówczas m.in. D. Rousseff (44).

Swoje poparcie dla kary śmierci (zapis o jej zniesieniu znajduje się w obecnej konstytucji Brazylii) J. Bolsonaro podsumował dowcipnie słowami: “Nigdy jeszcze nie widziałem, by ktoś zabity na krześle elektrycznym ponownie kogoś zamordował” (45). W swych staraniach o restytucję kary śmierci J. Bolsonaro przypomina również podejmującego zabiegi w tym kierunku R. Duterte. Działania tego drugiego utknęły w martwym punkcie w związku z obstrukcją senatu i podobnie powodzeniu zamiarów J. Bolsonaro zagraża brak zaplecza w rozdrobnionym politycznie parlamencie i obstrukcja deputowanych stanowiących część demoliberalnej oligarchii.

 

 

 

(...)

Ronald Lasecki

Wyświetlony 178 razy

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.