czwartek, 13 grudzień 2018 11:19

Zmarnowana Architektura?

Napisane przez Jan Jabłoński

Rok 1989 zastał Polskę w niezbyt komfortowej sytuacji: państwo wyniszczone materialnie i umysłowo przez lata PRL-u, zwłaszcza przez dwa lata stanu wojennego i następujące po nich lata rządów gen. Jaruzelskiego, zamknięcie na świat zewnętrzny.

 

Jeśli dodać do tego brak zrozumienia idei własności prywatnej, przy jednoczesnym skompromitowaniu instytucji własności wspólnej, publicznej, jak i samego myślenia w kategoriach dobra wspólnego, brak środków do zainwestowania przytłaczającej większości obywateli oraz chwiejną i niedecyzyjną władzę centralną, to zrozumiały staje się wielki problem, jaki stanął u podstaw III RP: jak się podnieść? Od czego zacząć?

            II RP istniała dwadzieścia jeden lat. Zaczynała w warunkach dużo większego zapóźnienia technologicznego oraz wyniszczenia materialnego po Wielkiej Wojnie. W ciągu tych dwudziestu lat zdołała jednak wytworzyć własną szkołę myślenia o architekturze i urbanistyce, powstały i rozwijały się niezliczone nurty i prądy, by wymienić chociażby środowiska Blok i Praesens działające na skalę światową. Należy też wskazać na architekturę dworkową, styl zakopiański i po przewrocie majowym w 1926 roku, krystalizujący się monumentalizm autorytarnej sanacji[1].

            Od Okrągłego Stołu minęło dwadzieścia dziewięć lat. Czy mamy dziś do czynienia z taką erupcją idei, pomysłów i działań? Nie do końca. W jaki jednak sposób zmierzyć czy określić postęp, regres czy stagnację w dziedzinie tak nieostrej jak architektura? Można by spróbować zebrać informacje na temat ilości budynków powstałych w tym okresie, rzecz w tym, że to nie powinno być jedyne kryterium, w końcu można zbudować bardzo wiele, słabej jakości obiektów bądź stosunkowo mniej budynków jednak o dużo wyższej wartości użytkowej czy estetycznej. Można by zastanowić się nad rodzajami powstałych obiektów i ich procentowym udziale w całości, a więc: czy były to domy jednorodzinne, budynki wielorodzinne, biurowce, fabryki etc. Sęk w tym, że takie określenie również nie da nam pełnego obrazu architektury, nie będziemy mieli wciąż danych o jakości tych obiektów, ich wartości estetycznej, ani ich rozmieszczeniu, a co za tym idzie, informacji o rozkładzie tego rozwoju w skali kraju, który to rozkład jest bardzo nierównomierny. Można by mierzyć sukces polskiej architektury liczbą laureatów międzynarodowych konkursów, bądź rozpoznawalnością uczelni architektonicznych, ale to również tylko część obrazu…

            Niemniej trzeba wyznaczyć jakieś ramy, żeby móc rozmawiać na dany temat, trzeba na czymś się oprzeć. Posunę się więc do autorytaryzmu i wybiorę aspekty w jakich odniosę się do tezy o zmarnowanej niepodległości w dziedzinie architektury.

W rankingu World University Rankings 2019 magazynu „Times Higher Education”, gdzie oceniono 1258 szkół wyższych z całego świata, znalazły się cztery polskie uczelnie nauczające architektury: Politechnika Warszawska, Politechnika Gdańska, Politechnika Łódzka i Politechnika Wrocławska. Osiągnęły one odpowiednio 992, 1076, 1122 i 1250 miejsce.

            Zacznę od edukacji architektonicznej, która stoi u podstaw. W rankingu World University Rankings 2019[2] magazynu „Times Higher Education”, gdzie oceniono 1258 szkół wyższych z całego świata, znalazły się cztery polskie uczelnie nauczające architektury: Politechnika Warszawska, Politechnika Gdańska, Politechnika Łódzka i Politechnika Wrocławska. Osiągnęły one odpowiednio 992, 1076, 1122 i 1250 miejsce. Cóż, nie najlepiej, biorąc pod uwagę, że żadna z tych szkół nie znalazła się nawet w pobliżu połowy stawki, no ale przynajmniej są w tym rankingu aż cztery. Słaba to jednak pociecha jeśli weźmiemy pod uwagę, że choćby Makerere University (kształcące również architektów) z Ugandy zajmuje w tym samym rankingu miejsce 549.

Dane te, jakkolwiek działają na wyobraźnię, nie są specjalnie zaskakujące. Dziwne byłoby gdyby uczelnie, które nie wspierają studentów, ich działalności pozawydziałowej, lekceważą ich inicjatywę, piętrząc przed nimi biurokratyczne zapory osiągały coraz lepsze wyniki i szybowały w rankingach. Jeżeli nie ma chęci współpracy ze studentami, uwzględniania ich uwag, a jednocześnie brakuje rzetelnej oceny wydajności pracy, to jedynym możliwym efektem jest właśnie ten, który polskie wydziały architektury osiągają: produkcja sfrustrowanych magistrów, którym zawczasu wtłoczono świadomość niemożliwości, poczucie beznadziei, którym zarazili ich pedagodzy.

Z drugiej strony trudno się dziwić nauczycielom akademickim, jeśli ich inicjatywa jest nie nagradzana, lub wynagradzana symbolicznie, za błędy natomiast odpowiedzialność ponoszą w pełni. Taki układ skłania do stagnacji, „nie wychylania się” i rezygnacji z prób zmiany systemu. Poza tym przy śmiesznie niskich płacach akademickich (minimalna płaca profesora zwyczajnego to 5390 zł, a asystenta 2375 zł miesięcznie), większość wykładowców pracuje poza wydziałem na pełny etat, co powoduje, że traktują wykładanie jako coś dodatkowego, co skutkuje brakiem czasu dla studentów, a zdarza się, że i lekceważeniem obowiązków. W takich realiach wielu zdolnych studentów stara się przenieść na zagraniczne uczelnie, część rezygnuje z ukończenia edukacji architektonicznej na rzecz innych zajęć, ci natomiast którzy kończą magisterium stają przed wyborem rozpoczęcia działalności na bardzo niesprzyjającym rynku krajowym, a emigracją. Co ciekawe, opisane przeze mnie problemy pogłębiły się przez te 29 lat niepodległości.

            Wychodząc z takiej bazy trudno się spodziewać nadzwyczajnych wyników. I w społeczeństwie dominuje nieco kolonialne myślenie o architekturze. Zamiast starać się wytworzyć coś oryginalnego, zamiast długofalowego myślenia i próby stworzenia własnej drogi, czerpie się garściami z dorobku i mód już zakorzenionych na tzw. Zachodzie, często bezrefleksyjnie. Jeśli chce się zbudować jakiś budynek, mający świadczyć o statusie, czy to państwa, miasta firmy czy osoby prywatnej, najlepiej zlecić to jakiejś zagranicznej gwieździe. Przykładem może być Filharmonia Szczecińska autorstwa studia Barozzi Veiga czy Muzeum Żydów Polskich POLIN autorstwa Rainera Mahlamäki. I przytaczając te przykłady nie uważam, aby odpowiednim rozwiązaniem było zamknięcie się na jakiekolwiek wpływy, gdyż jest to bezowocne, szkodliwe, a w dodatku nie możliwe w dzisiejszym świecie. Chodzi raczej o to, by poświęcić czas i środki, choćby i tak już finansowanych z państwowych funduszy uczelni architektonicznych, aby przemyśleć naszą tożsamość. Następnie zaś skorzystać z osiągnięć współczesnej architektury i stworzyć coś oryginalnego, to co obecnie nazywa się marką (ang. brand), jak udało się to swego czasu Japonii, czy chociażby prawie osiem razy mniejszej od Polski Finlandii. Oba te kraje udowadniają, że nawet startując z niskiego pułapu można dostać się do światowej czołówki, ale potrzeba do tego systematycznej pracy i perspektywicznego myślenia. Zwłaszcza Finlandia mogłaby posłużyć nam za przykład, bo w przeciwieństwie do Japonii nie miała ani ciągłości trwania na przestrzeni wieków, ani bardzo silnej tożsamości.

 

  1. [1]          Ciekawe światło na to zagadnienie rzucają książki takie jak np. Warszawa niezaistniała Jarosława Trybusia, czy Kresy nowoczesne Michała Pszczółkowskiego.
  1. [2]          https://www.timeshighereducation.com/world-university-rankings/2019/world-ranking#!/page/0/length/25/sort_by/rank/sort_order/asc/cols/stats

 

(...)

Jan Jabłoński

Wyświetlony 264 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.