czwartek, 13 grudzień 2018 12:51

Czy Chinom potrzebna jest niepodległość Polski?

Napisane przez

31 grudnia 2003 roku byłem na Ostatnim Balu Sylwestrowym w Niepodległej Rzeczypospolitej. Bal był organizowany przez rzeszowski Oddział Unii Polityki Realnej. Nie był specjalnie wesoły.

Ton nadawał p. Janusz Korwin-Mikke, próbując ożywić atmosferę aukcją obrazów miejscowych artystów. Nie na wiele się to zdało, towarzystwo było raczej przygnębione widmem utraty niepodległości. Zresztą oferowane obrazy też miały jakiś minorowy ton. Przy stołach natomiast dominowały tematy kulinarne a nie polityczne.

1 maja 2004 Rzeczpospolita Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Wniosek o członkostwo został złożony w roku 1994, czyli już w rok po powstaniu tej struktury – i po 10 latach Polska została wpisana na listę uczestników tej międzynarodowej organizacji. Przy czym w 2004 roku UE nie mała jeszcze statusu organizacji międzynarodowej (takiej, jak np. WTO czy UN), a nabyła go dopiero w roku 2009.

Członkostwo w każdej organizacji wiąże się z poddaniem się jej wewnętrznym regulacjom. Regulacje wewnętrzne Unii Europejskiej są generalnie ekspansywne i skłaniają członków do pozbycia się części własnej niezależności, samostanowienia, suwerenności a nawet niepodległości. Rzeczpospolita Polska w wielu obszarach te cechy utraciła i nadal je traci. Od dwu lat proces ten jest nieco hamowany przez rządy Beaty Szydło, a potem Mateusza Morawieckiego. Okupione jest to wewnątrzpolską awanturą zwolenników i przeciwników tzw. integracji europejskiej. Relacja RP do UE jest wykorzystywana do rozgrywek politycznych i niewiele jest sił w Polsce, które mogłyby ją ustawić na torach rzeczywistego partnerstwa a nie postawy klęczącej z wyciągniętą, proszalną dłonią.

Ta pełzająca utrata niepodległości jest przez jej zwolenników oklaskiwana i pokazywana jako cel – powstaje bowiem nowe państwo, znacznie silniejsze niż RP, w którym wszyscy Polacy mieliby znaleźć bezpieczny dobrobyt znacznie atrakcyjniejszy niż mglista przyszłość samej Polski, targanej coraz to nowymi rządami lokalnych partii, rozdzierających Rzeczpospolitą na kawałki. To może lepiej oddać się pod opiekę berlińskich administratorów (dziś występujących z plakietką „Bruxelles”), którzy zapewnią nam spokojny byt? Mało kto zadaje sobie pytanie: za jaką cenę?

Zauważmy, że politycy, którzy postawią sobie takie pytanie nie muszą od razu dochodzić do wniosku, że „grozi nam Polexit”. Odzyskanie własnej tożsamości jest możliwe w dużej mierze bez rewolucyjnych kroków podobnych do brytyjskich.

Oczywiście, by w ogóle mówić o powrocie do samostanowienia, musi istnieć wola polityczna rządzących RP. Bez głębokiego przekonania, że Polska może funkcjonować bez podlegania innym państwom, a jedynie współpracując z nimi – nie uda nam się przeprowadzić żadnych zmian. Załóżmy zatem – przynajmniej na potrzeby tych rozważań - że polityczna świadomość i wola zmian istnieją.

Jak więc rozpocząć odzyskiwanie samostanowienia?

Technicznie kluczowym działaniem wydaje się zmiana sposobu funkcjonowania Komitetu do Spraw Europejskich przy MSZ. Jest to struktura powołana w 2009 roku na miejsce Komitetu ds. Integracji Europejskiej. To stamtąd pochodzi strategia współpracy Polski z UE i stamtąd powinny wychodzić kierunki naszego stosunku do „spraw unijnych”. Komitet jest zaprzątnięty dziesiątkami drobnych spraw i nie widać, by w ciągu ostatniego roku miał siłę i czas wypracować jakieś wytyczne, kierunki budowania relacji z UE. (Właściwie nie powinno się pisać: „z UE”, tylko: „wewnątrz UE”, bo jesteśmy częścią tej struktury, a nie podmiotem zewnętrznym.)

Komitet ten jest de facto częścią MSZ i oczekiwać by należało, że w nim wypracowuje się postawa RP wobec tego, co generuje Komisja Europejska i inne instytucje UE. Co miesiąc generuje on wykaz tematów, którymi się zajmował na 2-4 swoich posiedzeniach. W roku 2018 wykazy te miały od 5 do 14 stron miesięcznie. Najkrótszy wykaz spraw zawierał 68 tematów (sierpień 2018), a najdłuższy – 197 tematów (czerwiec) opracowywanych na 4 posiedzeniach. Przy takim tempie pracy nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie myśleć o perspektywie RP w UE, bo terminy generowania poszczególnych dokumentów uciekają, a Bruksela nie próżnuje i zwiększa wydajność narzucając coraz większe tempo biurokratycznej pracy polskim urzędnikom.

W zadaniach Komitetu należałoby umieścić takie sformułowania, które spowodują, że Unia Europejska będzie traktowana jako zewnętrzny podmiot, którego inicjatywy będą oceniane przez pryzmat polskiego prawa. Jest to postulat uzyskania takiego statusu wewnątrz Unii Europejskiej, jaki ma RFN: prawa stanowione w Brukseli obowiązują na terenie Niemiec jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to Bundestag i Bundesrat. Jeśli wymagałoby to renegocjacji części Traktatu Lizbońskiego – należy taką procedurę jak najszybciej rozpocząć. Z pewnością RP nie będzie osamotniona w takich działaniach. I to nie jest żaden gazetowy „polexit”. To jest odzyskanie samostanowienia bez naruszania wspólnych interesów gospodarczych (np. wspólny obszar celny), a także politycznych (np. relacja Unii Europejskiej z USA jako głównym graczem w NATO). Unia Europejska jest ważną strukturą, ale nie aż na tyle, by cały departament polskiego MSZ był w 100% pochłonięty jedynie ustosunkowywaniem się do problemów generowanych przez jeden z traktatów, który podpisała RP. Liczba osób w MSZ zajmująca się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, Rosją, Brazylią, Indiami czy Chinami – powinna być porównywalna z liczbą osób zajmujących się Unią Europejską. I żeby nie było niejasności: uważam, że należy zmniejszyć personel tego komitetu redefiniując jego zadania. Taki ruch wymaga nowelizacji przepisów powołujących ten komitet (Dz.U. 2009 nr 161 poz. 1277). A dokładnie: należałoby co najmniej zmienić sformułowanie: „strategia działania Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Unii Europejskiej” na „strategia działania Rzeczypospolitej Polskiej wobec Unii Europejskiej”.

 

(...)

Paweł Falicki

 

przycisk

 

Wyświetlony 528 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.