poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:27

Spojrzenie na dokonania i zasługi powojennej Polonii amerykańskiej

Napisane przez

Poczynając od inwazji hitlerowskiej, przez długie dziesiątki lat narzuconej Polsce znienawidzonej dyktatury komunistycznej, Polonia amerykańska, jej polityczna reprezentacja z Kongresem Polonii Amerykańskiej na czele, poczuwając się do współodpowiedzialności za losy Narodu Polskiego, wzięła na siebie rolę jego rzecznika na wolnej ziemi amerykańskiej. Polonia swą liczebną i organizacyjnie silną pozycję w całej pełni wykorzystywała na wszystkich szczeblach władz państwowych, łącznie z Białym Domem, domagając się nieustannie dotrzymywania solennych, wojennych zobowiązań wobec wiernego alianta, Polski, które gwarantowałyby jej wolny i niepodległy byt.

 

Ta deklaracja, poczyniona już w "Słowie wstępnym" ostatnio wydanej książki Władysława Zachariasiewicza "Etos niepodległościowy Polonii amerykańskiej", jest doskonałym punktem wyjścia nie tylko do opisu i charakterystyki jej zawartości, ale także stylu myślenia i artykułowania idei przez tę formację, do której należy autor. Mamy bowiem do czynienia z testamentem tamtej generacji, przysłowiową "pałeczką w sztafecie pokoleń" polskiej emigracji w Ameryce, która musi być postrzegana w należnej jej perspektywie.

Zacznijmy jednak od uzmysłowienia, kim jest człowiek, który dołożył tyle starań, aby pozostawić po sobie tom o pokoleniu niepodległościowej Polonii, a także, co predestynowało go szczególnie do wystawienia tego, generacyjnego świadectwa. Władysław Zachariasiewicz (rocznik 1911) należy do formacji, która doczekała wskrzeszenia Polski Niepodległej po I wojnie światowej i dla jej umocnienia poświęciła wszelkie siły w dwudziestoleciu międzywojennym. Broniła jej honoru we wrześniu 1939 r., przeszła (tak jak autor publikacji) przez sowiecką niewolę i obozy, brała udział w tworzeniu Wojska Polskiego na terenie Związku Sowieckiego, a po wojnie najpełniej reprezentowała ów "etos niepodległościowy" w organizacjach polonijnych na Zachodzie. Życie Władysława Zachariasiewicza już od młodości należało do wyjątkowo barwnych. W trakcie studiów na "Wszechnicy Jagiellońskiej", jak powiada kreślący jego portret Andrzej Pomian, został on prezesem Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej stojącym na stanowisku poszanowania godności ludzkiej bez względu na przekonania polityczne czy pochodzenie narodowościowe, by po jakimś czasie objąć Wydział Młodzieży w utworzonym w Warszawie Światowym Związku Polaków z Zagranicy (słynnym "Światpolu"). Był to bardzo znaczący awans, tym bardziej że jego zwierzchnikiem został wówczas Władysław Raczkiewicz, który obejmie w latach wojny stanowisko Prezydenta RP na Wychodźstwie.
Zachariasiewicz był żołnierzem Września, a przy próbie przekroczenia granicy, by dołączyć do jednostek polskiej armii tworzącej się we Francji, wpadł w ręce sowieckie. Zesłany po przesłuchaniach i procesie do Archangielska, na daleką Północ, jako więzień polityczny, dzięki układowi Majski-Sikorski, mógł w roku 1941 nie tylko opuścić zesłanie, ale podjąć odpowiedzialną pracę w polskiej placówce dyplomatycznej w Czelabińsku, na Uralu. Stamtąd skierowano go do Ałma-Aty w Kazachstanie, gdzie znajdowały się tysiące polskich przesiedleńców, w drodze został jednak ponownie aresztowany i uwięziony przez Sowietów. Dzięki nieustannym interwencjom polskiego rządu emigracyjnego trafił w końcu, do Teheranu, a następnie do Konstantynopola. Ta długa seria wojennych perypetii zakończyła się w Londynie, gdzie autor tej książki został bliskim współpracownikiem ówczesnego premiera RP, Tomasza Arciszewskiego. Stamtąd dalsza droga wiodła przez wyzwolony Rzym do II Korpusu gen. Władysława Andersa, a po powrocie do Londynu powierzono mu sprawy imigracyjno-uchodźcze przy gen. Borze-Komorowskim. Następnym przystankiem stał się już Nowy Jork, w roku 1948, gdzie Władysław Zachariasiewicz, jako dyrektor wykonawczy, mógł wykazać się swoim zapałem i poświęceniem, pracując w Polskim Komitecie Emigracyjnym i Pomocowym, który ułatwił tysiącom byłych żołnierzy, wysiedleńców, uchodźców politycznych i więźniów obozów koncentracyjnych w znalezieniu swego miejsca pod słońcem w Ameryce.
W misjach, mających pomóc Polakom szukającym politycznego azylu, podróżował nawet na Tajwan (w r. 1954), by pośredniczyć pomiędzy władzami Chin i USA w rozwikłaniu kwestii polskich marynarzy, którzy chcieli dostać się na Zachód. Jego kariera w następnych latach nabrała tylko tempa i rozmachu. Pracował m.in. dla Narodowego Komitetu Partii Demokratycznej, był asystentem ministra poczty amerykańskiej do spraw międzynarodowych, dyrektorem Rady Radia Wolna Europa. Jego działalność w polonijnych organizacjach była jeszcze bardziej rozległa. Współpracował z Polskim Instytutem Naukowym w Nowym Jorku i Fundacją Kościuszkowską, z wydawnictwem "Nowy Świat", udzielał się w polskiej redakcji "Radia Wolna Europa", żywo działał w Komitecie Spraw Polskich Kongresu Polonii Amerykańskiej, a po wyborze Jana Pawła II znalazł się w składzie Rady Administracyjnej Fundacji JPII, w redakcji "Kroniki Rzymskiej", nie mówiąc o komitecie rzymskiego Domu Jana Pawła II, który na cały okres pontyfikatu stał się promieniującą placówką polskiej kultury katolickiej. Mając tak pasjonujące i rozległe doświadczenia w świecie waszyngtońskiej polityki i międzynarodowych kontaktów, czyż należy się dziwić, że autor przez lata walczył z naturalną pokusa spisania osobistych wspomnień, o co z wielu stron usilnie nalegano (pisze o tym w rozdziale "Od autora"). Postanowił jednak skierować całą pozostałą energię raczej na zebranie i zestawienie "Etosu niepodległościowego Polonii amerykańskiej", czyli publikacji, jaką obecnie od niego otrzymujemy, zraniony do żywego stopniem niewiedzy i ignorancji o zasługach tej formacji, zarówno wśród pokoleń rodaków żyjących w kraju, jak i napływającej na Zachód "emigracji posolidarnościowej".
Z bólem wyznaje: Gdy w naszych częstych wędrówkach po Polsce, od czasu zwycięstwa "Solidarności", rozmawialiśmy z dziesiątkami osób z różnych kręgów społecznych, a przede wszystkim z przedstawicielami młodszego, wykształconego pokolenia, uderzała nas rażąca niewiedza o tej wspanialej batalii staczanej przez Polonię na każdym wpływowym politycznym forum w czasie, gdy Polska znajdowała się w największej potrzebie. Tłumaczyliśmy to sobie totalnym zakłamaniem w tych czasach środków masowego przekazu i zniekształcaniem wszystkiego, co przychodziło zza oceanu, w szczególności w odniesieniu do Polonii Amerykańskiej. Byliśmy wtedy "faszystami na usługach władz amerykańskich pracującymi na szkodę Polski Ludowej". Na tym tle dojrzewała w mojej świadomości potrzeba dołożenia z mojej strony skromnego przyczynku do niezwykle ważnego procesu odkłamywania tych czasów i oddania sprawiedliwości tej niezwykle pięknej karcie Polonii amerykańskiej, która powinna znaleźć właściwe miejsce w historii naszego Narodu. Intencje doskonale zrozumiałe i tym silniej motywowane osobistym udziałem autora w całym, trwającym niemal pół wieku procesie działania na rzecz wszystkiego, co polskie, patriotyczne i narodowe, przez emigrację na Zachodzie, a szczególnie przez potężną Polonię w Stanach Zjednoczonych.
Zasługi te zostały czytelnie wyartykułowane w sumarycznym szkicu, zatytułowanym "Rola Polonii Amerykańskiej w zmaganiach o niepodległość Polski", który otwiera serię prezentacji dorobku wiodących organizacji polskich na kontynencie amerykańskim ? począwszy od nowojorskiego KNAPP-u (czyli Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia), a także chicagowskiej Rady Polonii Amerykańskiej, związków, które wyprzedzały późniejszy Kongres Polonii Amerykańskiej (KPA), skonfederowany jako organizacja polityczna jednocząca wszystkie siły i fronty środowisk polonijnych w maju 1944 r. na zlocie w Buffalo, NY. Najbogatszy ze wszystkich szkic o powojennej strategii mocarstw zachodnich oraz akcjach KPA zdaje się być jądrem całego wydawnictwa. Czytelnik znajdzie tu nie tylko czytelną wykładnię politycznej, z czasem także charytatywnej i środowiskowej agendy KPA przez kolejne dziesięciolecia, ale także trafną syntezę siły, jaką Kongres czerpał ze środowisk, które reprezentował, jednocześnie z istotnego dialogu na miarę czasów, jaki prowadził nie tylko z amerykańską administracją, ale również wpływowymi kręgami, choćby środowisk żydowskich. Cennym atutem tej krótkiej historii KPA i Polonii budującej swój "etos niepodległościowy", tak fundamentalnie ważny dla pokoleń żołnierskich, znajdujących się w Stanach, są z pewnością przytoczone tu w dużych fragmentach dokumenty, przemówienia, memoriały o historycznym znaczeniu, podobnie jak obfita kolekcja zdjęciowa, pochodząca z prywatnego archiwum autora.
Wprowadza nas ona istotnie w świat wybitnych polityków i mężów stanu, liderów polonijnych, działaczy Kongresu o znaczących do dziś nazwiskach, nie mówiąc o aurze zjazdów, manifestacji i wielkich spotkań polonijnych, które znacząco charakteryzują i oddają nam, współczesnym, "ducha czasu". Wyjątkowo przemawia też dziś cała "watykańska" wkładka zdjęciowa, o dużej wartości sentymentalnej, przypominająca nie tylko różne etapy wspólnych inicjatyw Ojca Świętego, polskiego duchowieństwa i Polonii w minionych dziesięcioleciach tego niezapomnianego pontyfikatu. Oczywiście, uzmysławia ona w sposób nie budzący wątpliwości, jaką rolę odgrywał w tamtej epoce autor publikacji, laureat wielu wysokich odznaczeń watykańskich i emigracyjnych, Władysław Zachariasiewicz. Autorowi książki towarzyszy w dodatku szlachetna ambicja objęcia swymi wywodami możliwie wszystkich polonijnych organizacji, stowarzyszeń i instytucji, jakie istniały w Ameryce na przestrzeniu ostatniego półwiecza i miały swój niekwestionowany udział w budowaniu tytułowego "etosu niepodległościowego", co się tylko autorowi chwali. Pomówmy o najmocniejszych punktach zrekonstruowanego obrazu aktywności amerykańskiej Polonii, bo zasługuje on na upowszechnienie. Cały rozdział poświęcony czołowym patriotycznym organizacjom "bratniej pomocy" (a więc założonym na długo przed pojawieniem się powojennej fali emigracyjnej) przynosi podstawowe informacje o zasługach Związku Narodowego Polskiego, Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego, Sokolstwie Polskim oraz Związku Polek w Ameryce. Nie budzi kontrowersji także rozdział następny, który zwięźle charakteryzuje program, idee przewodnie i praktykę działania organizacji kombatanckich. Z wyczuciem podkreślone zostały podobieństwa, ale i różnice w programie działalności Stowarzyszenia Weteranów Armii Amerykańskiej (która gromadziła zasadniczo "hallerczyków", z czasem otworzyła się jednak na późniejsze fale weteranów), w konfrontacji z linią wyznawaną przez SPK, czyli Stowarzyszeniem Polskich Kombatantów, będącym częścią federacji b. żołnierzy polskich II wojny światowej, z siedzibą w Londynie. Przy okazji odnotowano istnienie Stowarzyszenia Lotników Polskich w Stanach Zjednoczonych (którzy służyli w lotnictwie brytyjskim podczas słynnej "bitwy o Anglię" i później), Kół Żołnierzy Armii Krajowej, którzy przybyli tu z niemieckich obozów jenieckich, Związku Oficerów Polskiej Marynarki Wojennej i Handlowej (czyli "stowarzyszenia wilków morskich", którzy po wojnie trafili do Nowego Jorku), Polskiego Legionu Weteranów Amerykańskich (złożonego z polonijnych weteranów II wojny światowej) oraz enigmatycznej dla wielu "Ligi Morskiej w Ameryce", która zachowała się jeszcze sprzed wojny, kiedy Polonia chciała wyrazić swoje poparcie i entuzjazm dla faktu powrotu niepodległej Polski nad Bałtyk.
Spora część książki obejmuje zwartą dokumentację tradycji oraz stanu na dzień dzisiejszy polskiego skautingu w Ameryce, czyli dziejów Związku Harcerstwa Polskiego w Stanach Zjednoczonych. Natomiast osobistym związkom z polskim duchowieństwem w Stanach Zjednoczonych oraz nieoczekiwanej misji "polonijnego ambasadora w Watykanie" po wyborze Karola Wojtyły na tron papieski zawdzięczamy wyjątkowo pogłębione i rozgleglejsze próby opisu duszpasterstwa polonijnego w Ameryce, jakich w syntetycznej postaci znaleźć jest wciąż dość trudno, a w dodatku przynoszą one sporo świeżych i zajmujących szczegółów. Przypomniane zostały tu słusznie: Apostolat Polski w Ameryce, Polsko-Amerykańskie Stowarzyszenie Księży, Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, rozległe zasługi Zakładów Naukowych w Orchard Lake, Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Dolestown, Pa., o których słyszało się nie raz, ale na ogół za mało się o nich wie. Tym razem otrzymaliśmy wartościowe źródło referencyjne! Osobiście bardzo się ucieszyłem, odkrywając w tej książce rozlegle rozdziały o staraniach Polsko-Amerykańskiego Komitetu Ufundowania Domu Polskiego Jana Pawła II w Rzymie, z całą niemal dokumentacją, listami, przemówieniami, etc.
Była to inicjatywa wiekopomna, podobnie jak rzymskiej Fundacji Jana Pawła II, w czym autor miał znaczny udział osobisty. Wątki te uzupełnia i wzbogaca podrozdział o funkcjonowaniu Towarzystwa Przyjaciół Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Chicago, przykład kolejnej pięknej inicjatywy polonijnej, o której wiedzą głównie wtajemniczeni.
Studiując książkę Władysława Zachariasiewicza, miałem przemożne uczucie dramatycznej podróży w czasie. Autor zdołał z osobistą pasją wskrzesić heroiczne czasy swojej formacji emigracyjnej, która rozumiała wyzwanie epoki i usiłowała stanąć na wysokości herkulesowego zadania, batalii o Polskę demokratyczną i niepodległą. Dał piękne świadectwo tamtemu zapałowi, zaangażowaniu i dalekosiężnym czynom, zwłaszcza Kongresu Polonii Amerykańskiej i związanych z nim dziesiątków stowarzyszeń i organizacji, pod sztandarami których pokolenie to dożyło pełnej satysfakcji i dziejowego zadośćuczynienia. Najpierw w momencie powstania "Solidarności", a po dalszych latach, wolnych wyborów w 1989 r. Zahaczyłem sam o ostatni rozdział tej epopei, obserwując z bliska, w akcji, prezesa ZNP i KPA, Alojzego Mazewskiego, a potem Edwarda J. Moskala, który zbierał plon pracy poprzedników, mogąc już bezpośrednio rozmawiać z nowymi władzami Polski i skutecznie zapewniać im w Ameryce ważne przywileje, takie chociażby jak miejsce dla kraju w NATO. Dlatego rozumiem doskonale ambicje towarzyszące Władysławowi Zachariasiewiczowi przy pisaniu tej, fundamentalnie dla niego i dla nas tak ważnej, pracy o "etosie niepodległościowym" Polonii amerykańskiej. Chciałbym też bardzo, aby wysoka temperatura emocjonalna i pasja tej lektury udzieliła się młodym Polakom w kraju i całej nowej emigracji do Stanów Zjednoczonych.
Podzielam zwłaszcza jego finałowe, troskliwe uwagi oraz przestrogi dla Polonii: Poświęcenie przez Kongres, przez długi czas, gros swojej uwagi na akcje charytatywne dla Polski, musiało z natury rzeczy odbić się niekorzystnie na naszej aktywności politycznej. Uważam, że pomoc materialna dla Polski była i długo jeszcze będzie ważna. (...) Czy nie warto jednak wrócić do tej koncepcji, żeby Kongres mógł się całkowicie skoncentrować na reprezentacji naszych żywotnych interesów w Stanach Zjednoczonych? ? pyta Zachariasiewicz. Silna organizacyjnie i wpływowa reprezentacja naszej wspólnoty w tym kraju jest w interesie każdego z nas ? członka tej wspólnoty. Leży ona również w żywotnym interesie drogiego nam kraju nad Wisłą. Daleki jestem od bicia na alarm ? konkluduje autor ? ale myślę, że trzeba zapobiec dalszemu procesowi spowalniania naszej politycznej działalności i opracować realny plan akcji, która odpowiadałaby uzasadnionym aspiracjom naszej wielomilionowej grupy etnicznej. Przydałaby się jakaś poważna narada z próbą zdefiniowania naszych celów, uwzględniająca zmiany zachodzące w naszej wielkiej wspólnocie. Mamy doskonałą strukturę organizacyjną w postaci Kongresu Polonii Amerykańskiej, trzeba tylko wypełnić ja odpowiednią treścią z zastrzykiem dynamizmu (str. 327). Nic dodać, nic ująć!

Władysław Zachariasiewicz: Etos niepodległościowy Polonii amerykańskiej. Oficyna Wydawnicza "Rytm", Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", Warszawa, 2005, stron 360.
Wyświetlony 2710 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.