wtorek, 31 sierpień 2010 19:42

Wojna to polityka

Napisał

Niespodziewany zupełnie przebieg wyborów w Iraku, w których obywatele, idąc do urn, powiedzieli terrorystom, że ich nie popierają, sprawił, że przeciwnicy amerykańskiej interwencji nieco ucichli, bo im odpadły główne argumenty, a zwolennicy nieskorzy okazali się do ogłoszenia triumfu, bo dostrzegli, że wybory niczego nie zmieniły. Konflikt iracki okazał się niezrozumiały nie tylko dla komentatorów, ale i dla uczestników. Ani Amerykanie, ani ich przeciwnicy nie bardzo wiedzą, o co walczą. Każda z stron oczywiście coś głosi, ale nijak to się ma do tej wojny.

 

Tymczasem jeśli prowadzi się wojnę, dobrze jest wiedzieć, o co się ona toczy, bo inaczej nie da się jej zakończyć. Można teoretycznie dążyć do likwidacji przeciwnika albo przynajmniej takiego osłabienia go, że odechce mu się wojować. Rzecz jednak w tym, że ani Amerykanie, ani ich przeciwnicy takiego celu nie są w stanie osiągnąć.

O co toczy się ta wojna?
Przeciwnicy amerykańskiej interwencji twierdza, że o pieniądze. Ale w każdej wojnie w ostatecznym rozrachunku chodzi o pieniądze i biznes.
Na wyprawach krzyżowych zarabiali bankierzy, ale i sfanatyzowani uczestnicy przy okazji bojów o Grób Pański łupili niewiernych, a jeśli niewiernych akurat zabrakło, to i wschodnich chrześcijan. Komuniści ? żołnierze radzieccy i radzieckie państwo ? idący na wojnę w imię wszechświatowej rewolucji rabowali wszystko, co im wpadło w ręce.
Więc może ambicje polityków. Tylko że w każdej wojnie wielką rolę odgrywają politycy kierujący się ambicjami panowania, jeśli nie nad całym światem, to choć nad jakimś jego kawałkiem. Polityczne ambicje papieży, królów, cesarzy, firerów czy generalissimusów stały za wojnami, które dziś określamy jako polityczne, gospodarcze albo religijne. Nawet chłopska rabacja w Galicji wyniosła do władzy ? na krótko i niezbyt wysoko ? niejakiego Jakuba Szelę.
Za każdą wojną stoją zatem przeróżne interesy, ale każda też ma ten jeden czynnik główny, który wyzwala dążenie do realizacji tych interesów, który sprawia, że zwykli ludzie, zamiast zarabiać na życie, płodzić i wychowywać dzieci zaczynają z entuzjazmem zabijać innych ludzi, a nawet znajdują satysfakcję w efektownym umieraniu z takim czy innym hasłem na ustach i w duszy.
I o zidentyfikowanie tego jednego czynnika głównego idzie, bo jeśli się już wojnę prowadzi ? a my ją prowadzimy razem z Amerykanami ? warto wiedzieć, o co walczymy nie tylko my, ale i nasi nieprzyjaciele. Jest to interesujące nie tylko teoretycznie, ale i ma praktyczne znaczenie.
Wojna to ? jak wiadomo ? szczególna metoda uprawiania polityki. Każda wojna zmierza do pokoju, który następuje wtedy, kiedy główny czynnik napędzający ją zostanie zniwelowany. Żeby to się stało, trzeba jednak wcześniej główny czynnik zidentyfikować.

Kto jest agresorem?
Zacząć trzeba od odpowiedzi na pytanie, kto tę wojnę rozpoczął? Jeśli za jej początek uznaje się atak z 11 września, sprawa wydaje się jasna: wojnę rozpoczęli islamscy terroryści. Oni jednak głoszą, że nie był to akt agresji, ale obrony. Może kłamią ? agresorzy zwykle przedstawiają się jako ofiary ? ale może jednak nie. Terroryści i ich przywódcy mówią: zostawcie nas w spokoju, pozwólcie nam żyć tak, jak chcemy. Może naprawdę tylko tego chcą? Jeśli tak, to kto im zabrania? I jak?
Jeśli ten zamach ? a także inne, wcześniejsze i późniejsze ? był aktem obrony, to przed czym? Państwa islamskie są przecież niepodległe. Mają poza tym mocną pozycję polityczną, bo dysponują ropą naftową. Ameryka, główny cel ataków, niczym im nie zagraża, Amerykanie ? podobnie jak inni ? płacą za ropę prawdziwą gotówką.
Może to jest więc starcie cywilizacyj? Jeśli jest, to przebiega nie tak, jak to sobie skłonni jesteśmy wyobrażać. Przecież terroryści z równym zapałem zabijają obcych, jak swoich. W Iraku ginie więcej Irakijczyków niż Amerykanów czy w ogóle obcokrajowców.

Gospodarka i technologia
Jeśli cywilizację pojmować jako upowszechniony w społeczeństwie ogół sposobów radzenia sobie ze światem, trudno zaprzeczyć, że cywilizacja Zachodu dysponuje sposobami najatrakcyjniejszymi, co nie znaczy, że najlepszymi. Zachód ? cywilizacja wywodząca się z dziedzictwa greckiego, rzymskiego i z chrześcijaństwa ? jako jedyny wytworzył w XIX wieku technologię oraz system gospodarczy zdolny mnożyć bogactwo.
Kraje Dalekiego Wschodu dopiero po przejęciu ? albo po narzuceniu im siłą ? zachodniego systemu gospodarczego i po opanowaniu zachodniej technologii zaczęły rozwijać się i współtworzyć technologię. Dziś japońska ? a niedługo chińska ? elektronika czy motoryzacja dorównuje amerykańskiej albo zachodnioeuropejskiej.
Cywilizacja Zachodu to jednak nie tylko technologia oraz zachodni system gospodarczy. W rezultacie bogactwa stworzonego przez ekonomię i technologię, Zachód zaczął w drugiej połowie XX wieku wytwarzać społeczne wzorce życia łatwego i przyjemnego. Moralny nakaz pracy zastąpiony został nakazem konsumpcji, uzasadnianym tym, że kupowanie dóbr nakręca koniunkturę, a tym samym wzmaga ogólny dobrobyt. Kupno lodówki czy auta stało się tym samym aktem czynienia dobra.
To wszystko uczyniło życie coraz wygodniejszym. Gospodarka do wieku XX zapewniała przyjemne, wygodne życie tylko nielicznym, a reszcie co najwyżej przetrwanie. Od XX wieku w coraz większym stopniu nastawiła się na uprzyjemnianie życia wszystkim jej uczestnikom. Nie tylko właścicielom, ale także pracownikom. Przemysł wytwarza coraz doskonalsze przedmioty wyręczające ludzi przy nieprzyjemnych, nudnych i żmudnych pracach, coraz większą częścią gospodarki stają się usługi, rozwija się showbiznes, którego jedynym celem jest dostarczanie ludziom przyjemności.
Wszystkim ludziom. Tak powstał wzorzec życia ułatwionego, nastawionego głownie na przyjemności.

Życie ułatwione
Wzorzec życia coraz łatwiejszego i coraz przyjemniejszego powstał w USA, ale obecnie rozprzestrzenia się na cały świat. Z oczywistych względów rozprzestrzenia się niezależnie od czyichkolwiek intencji, bo to przecież pokusa nie do odparcia.
Z wielości cywilizacji kształtowanych przez tysiąclecia tworzy się w ten sposób jedna ogólnoludzka cywilizacja. Z lokalnymi odrębnościami wynikającymi z miejscowej tradycji, jak w Japonii, która jest modelowym przykładem, bo Japończycy ? nie bez trudności ? potrafili swoją tradycyjną kulturę zharmonizować z cywilizacją Zachodu.
Cały świat przyswaja nie tylko zachodnie wzorce ekonomii i technologii, ale i zrodzoną z nich tendencję do coraz łatwiejszego i przyjemniejszego życia. I to w kolejności odwrotnej od tej, w jakiej to się kształtowało: najpierw wzorzec życia ułatwionego, a dopiero potem technologię i gospodarkę. Albo nawet przyswaja wzorzec życia ułatwionego bez gospodarki i technologii.
Zachodnia gospodarka i technologia dostarczyły mieszkańcom krajów, które je sobie przyswoiły, możliwość życia ułatwionego. Tylko możliwość. W świadomości ogółu możliwość zmieniła się jednak w prawo do. Upowszechniło się przekonanie, że życie ułatwione należy się wszystkim.

Życie nad stan ułatwione
W ten sposób wzorzec życia ułatwionego stał się pułapką. Mieszkaniec amerykańskich dzielnic dziedzicznej nędzy chce żyć bogato i miło, choć nie ma wykształcenia zdolnego sprostać technologii ani chęci do pracy, choć na pracy przecież opiera się zachodnia gospodarka. Kradnie więc, rabuje albo handluje narkotykami, dorobiwszy sobie ideologię, że inaczej życia przyjemnego nie ma szans osiągnąć, bo go biali, bogaci i wykształceni nie dopuszczą. A wzorzec życia ułatwionego jest obecnie dominujący i dla wielu jedyny.
Podobnie jest w dzisiejszej Polsce. Żyjemy w kraju ubogim, nasza gospodarka nie jest zdolna zapewnić Polakom życia tak przyjemnego jak niemiecka Niemcom czy amerykańska Amerykanom. I to frustruje Polaków. Sprawia, że urzędnicy oraz politycy kradną na potęgę, tłumacząc się przed własnym sumieniem, że przecież płace nie wystarczają na godne życie, to znaczy takie, jakie pędzą ludzie na ich stanowiskach w krajach bogatszych. Zwykli ludzie, którzy mają polską pracę za polskie płace ? bo takie tylko jest w stanie zapewnić nasza kulawa gospodarka i technologia nie dorównująca zachodniej ? uważają się za wyzyskiwanych, bo w zachodniej Europie ludzie robiący to samo zarabiają lepiej.

(?)

 

Wojciech Jankowski

Wyświetlony 3216 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.