czwartek, 30 wrzesień 2010 09:22

Kłamstwa o państwie?

Napisane przez

Stefan Kisielewski polecał "wieczną rewizję każdej postawy i każdego myślowego zrostu". Chciałbym więc podważyć pewien "zrost myślowy", aksjomat, który popiera 99,(9)% ludzkości, jakim jest stwierdzenie, że konieczność istnienia państwa jest tak oczywista jak to, że słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie.

"Państwo, jakie jest, takie jest, ale być musi, bo co to by było, gdyby go nie było?" ? w ten sposób można streścić dodatnie wartościowanie państwa wobec jego braku. Różnorakie instytucje i urzędy istnieć muszą, gdyż gwarantują one ład i porządek. Gdyby zniknął rząd, zapanowałby chaos, a ludzie powyrzynaliby się nawzajem. Silni poczuliby się bezkarni i wykorzystaliby swoją przewagę w celu egoistycznego wyzysku słabych. Nie chodzi bynajmniej o wyzysk ekonomiczny, ale o zwyczajną przemoc, rozboje, morderstwa i gwałty (minarchiści ? w uogólnieniu zwolennicy państwa minimalnego ? odrzucają wszelkie funkcje, jakie spełnia państwo, poza gwarantowaniem bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego obywatelom. Samą ideę istnienia prawnie zorganizowanej społeczności jak najbardziej popierają). Dzięki istnieniu tejże instytucji mamy policję, która nas chroni, sądy, które rozsądzają nasze spory, wojsko, które nas broni przed obcą agresją. Bardziej "prospołecznie" nastawieni dorzucają do tego jeszcze służbę zdrowia, która nas leczy, szkolnictwo, które nas kształci, i ogólnie rząd, który o nas dba. Co prawda, wszyscy psioczą na leniwych stróżów prawa, skorumpowanych sędziów, niedozbrojonych żołnierzy, pijanych lekarzy, niedokształconych nauczycieli i "złodziei z Wiejskiej", ale państwo być musi ? na to rady nie ma.
Tymczasem faktycznie czegoś takiego jak państwo NIE MA! Dokładniej: nie ma jednego państwa, jest wiele państw. I każde rządzi się swoimi prawami. Na dodatek jedne chronią swych obywateli przed czynami, które w innych krajach uznawane są za coś normalnego. Dla przykładu: w Polsce dziecko przebywające w łonie matki chronione jest przed morderstwem (poza pewnymi wyjątkami), natomiast w USA płód można spokojnie spędzić w zasadzie z byle powodu. W Europie człowiek jest w znacznie większym stopniu chroniony przed samym sobą, niż w Ameryce. Teoretycy państwa i prawa są bardzo często stwórcami własnych światów, w których nie ma miejsca na konkurujące ze sobą rozwiązania ustrojowe. Nie ma bowiem w istocie instytucji, która chroniłaby człowieka na całym świecie ? i bynajmniej nie chodzi mi tu o skuteczność, ale nawet o teoretyczną ochronę. Co kraj, to przecież obyczaj.
Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, jeżeli zauważymy, że świat także nie rządzi się jakimiś ustalonymi prawami, ale jest w rzeczywistości bardzo anarchiczny. Stosunki między państwami odbywają się ponoć na podstawie tzw. prawa międzynarodowego. Ale czy to "prawo" jest rzeczywiście przestrzegane? Obserwując to, co dzieje się na świecie, dochodzę do wniosku, że raczej nie. Owszem, istnieją pewne "normy", ale za ich łamanie sankcje grożą tylko państwom słabym, i to tylko tym, które nie mają poparcia państw silniejszych, takich jak USA, Rosja czy Chiny. Stosunkami międzynarodowymi rządzi zwykła naga siła ? a opowieści o "prawie międzynarodowym" czy strzeżeniu pokoju na świecie przez Organizację Narodów Zjednoczonych można włożyć między bajki. Wbrew pozorom to właśnie zasada "Si vis pacem, para bellum" chroni świat przed globalną wojną, a nie traktaty międzynarodowe czy organizacje powołane w tymże celu. Moim zdaniem przed III wojną światową nie uchroniły nas ani ruchy pacyfistyczne, ani ONZ, ale... bomba atomowa oraz wzajemne szachowanie się nią przez supermocarstwa ? USA i ZSRR. W przeciwieństwie do np. traktatu wersalskiego i innych traktatów kończących I wojnę światową, które miały nie dopuścić do podobnej tragedii w przyszłości. Szybko okazało się, że w rzeczywistości można było je wyrzucić do kosza tuż po podpisaniu ? albo lepiej w ogóle ich nie spisywać. Oszczędziłoby się trochę papieru i atramentu. W latach 20. i 30. następowały po sobie kolejne posunięcia Niemiec łamiące lub podważające postanowienia tychże traktatów. Wymienić tu należy chociażby notoryczne niewywiązywanie się Republiki Weimarskiej, a potem III Rzeszy, z obowiązku płacenia reparacji państwom zwycięskim. Likwidacja przemysłu zbrojeniowego straciła na znaczeniu już w 1922 roku, kiedy to w Rapallo został podpisany traktat niemiecko-radziecki, na mocy którego oba państwa nawiązały ścisłą współpracę gospodarczą i wojskową, polegającą m.in. na dostarczaniu broni Niemcom przez komunistów. Ostateczne odejście Niemiec od "dyktatu wersalskiego", jak pogardliwie nazywany był przez propagandę hitlerowską traktat, nastąpiło w 1936 roku podczas remilitaryzacji Nadrenii. Rok wcześniej została wprowadzona w Niemczech powszechna służba wojskowa, co także łamało postanowienia wersalskie. Podczas żadnego z wymienionych przeze mnie wydarzeń ani rząd Francji, ani Anglii, nie protestowały. A wystarczyłoby to, by obalić Hitlera, który w 1936 roku miał już przygotowaną dymisję ze stanowiska "wodza i kanclerza Rzeszy", którą ogłosiłby w przypadku sprzeciwu któregoś z państw. My Polacy w szczególności nie powinniśmy wierzyć w moc traktatów i umów międzynarodowych po tym, jak zostaliśmy potraktowani przez naszych "sprzymierzeńców" we wrześniu 1939 roku. W rzeczywistości układy są ważne, tylko dopóki silnym ich stronom przynoszą korzyść.
Ale wróćmy do naszych rozważań na temat państwa. Kolejnym dowodem na to, że nie można obejść się bez niego ma być fakt, iż istnieje ono (lub, biorąc pod uwagę mój wywód, istnieją one) od zawsze. Organizmy państwowe nie są jednak nieśmiertelne, powstają one i giną. Mapa polityczna Europy czy świata wyglądała 2000, 1000, 500, a nawet 100 lat temu zupełnie inaczej, niż dziś. Tysiąc lat temu nie można było mówić o istnieniu "państwa" w dzisiejszym znaczeniu tego słowa.

(?)
Stefan Sękowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5496 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.