czwartek, 30 wrzesień 2010 10:16

Służby specjalne i lud

Napisał

Oczywiście, zawsze pewien margines spontaniczności istnieje, ale nie jest on zbyt duży, zwłaszcza w naszych czasach, napisał Stanisław Michalkiewicz w znakomitej analizie "Podróż do jądra ciemności", zamieszczonej w kwietniowej Opcji. A dalej stwierdził: służby specjalne wszystkich państw, a państw demokratycznych w szczególności, wystarczająco opanowały wyrafinowane metody reżyserowania wypadków i bieżącego interweniowania w ich przebieg, pozwalające na podtrzymanie wrażenia, jakby wszystko przebiegało spontanicznie.

Czyli, mówiąc inaczej, służby specjalne są w stanie sterować życiem politycznym i realizować plany polityczne tak sprawnie, że niewiele miejsca do działania zostaje niekontrolowanym przez nie ludziom i środowiskom (organizacjom, siłom politycznym, ugrupowaniom, jakkolwiek chcielibyśmy to nazwać). Gdyby miał rację, byłoby bardzo źle. Skłonny jednak jestem twierdzić, że jest jeszcze gorzej, niż sądzi Stanisław Michalkiewicz. Służby specjalne nie są w stanie sterować życiem politycznym, a właśnie spontaniczne działania ? rezultat przeróżnych interesów, ideologij, uprzedzeń, przesądów, etc. ? przesądzają o przebiegu zdarzeń.
Ponieważ Stanisław Michalkiewicz napisał powyższe, polemizując z tekstem Józefa Białka i moim, w którym pozwoliliśmy sobie na zabawę w możliwe scenariusze wydarzeń po wejściu Polski do Unii, czuję się zobowiązany odpowiedzieć. Tym chętniej, że polemika z publicystą tej klasy jest prawdziwą przyjemnością.
Odpowiedzieć we własnym, dodam imieniu, bo współautor tamtej zabawy inne zapewne znalazłby argumenty i nie ze wszystkim, co niżej będę pisać, skłonny byłby się zgodzić. Ruszmy więc ochoczo do boju o spontaniczność albo niespontaniczność, bo kwestia to w istocie fundamentalna w myśleniu o polityce.

Kto komu i gdzie wsadzi kij?
Na wszelką myśl polityczną czyhają dwie pułapki: historycyzm, który zakłada działanie obiektywnych praw rządzących biegiem dziejów, oraz założenie, że przebieg zdarzeń jest wynikiem świadomych i celowych działań jakichś niejawnych grup. Sprawą historycyzmu można się nie zajmować po doświadczeniach politycznych z życia w państwie urządzonym według marksistowskiej ideologii, opartej właśnie na przekonaniu, że prawa historii są nieubłagane, a ludziom pozostaje jedynie zrekonstruować je teoretycznie i postępować zgodnie z ich działaniem. Druga jednak pułapka wciąż jest groźna. Dlaczego jest to pułapka i dlaczego groźna, spróbuję wykazać.
Problem ma charakter nie tylko poznawczy ? choć ten wystarczyłby, bo przyjemniej jest pojmować coś w zgodzie z rzeczywistością niż pojmować z nią w niezgodzie ? ale i praktyczny. Przyjęcia założenia, że służby specjalne ? a w domyśle stojące za nimi grupy trzymające władzę albo kasę, ponieważ służby, jak sama nazwa wskazuje, komuś przecież służą ? reżyserują wydarzenia, ograniczają myślenie polityczne do dwóch jedynie kwestii: rekonstruowania zamierzeń grup trzymających władzę ewentualnie kasę ? albo jedno i drugie ? i idących w ślad za nimi strategii służb specjalnych oraz opracowywania strategii reagowania na te zamierzenia. Skazuje więc na myślenie wyłącznie defensywne, na szukanie szans obrony przed przemożnymi siłami, które sprytnie i niezauważalnie realizują jakieś swe cele. Podstawowym politycznym celem byłoby w tej sytuacji jedynie skuteczne wkładanie kija w szprychy tego, czym kto inny obraca, a nie próby budowy czegoś własnego, co obracać się będzie ku naszemu pożytkowi, a kij w nasze szprychy wsadzać będzie co najwyżej kto inny.
Dowodem, że takim właśnie torem biegnie myśl Stanisława Michalkiewicza, są wnioski wypływające z jego tekstu. Wejście do Unii wyznacza, zdaniem Autora, dwie tylko możliwe drogi przed Polską: albo poddanie się wpływom niemieckim, a w konsekwencji planom odtworzenia Rzeszy w granicach z 1937 roku, albo poddanie się wpływom amerykańskim, a w konsekwencji oddanie się we władanie Żydom. Zła zatem przyszłość nasz kraj czeka albo jeszcze gorsza i tylko tak być może, bo przecież my ? Polacy, ludność tubylcza ? wpływu na bieg zdarzeń wyreżyserowanych przez służby specjalne mieć nie będziemy.

Czy tym się da kierować?
Założenie, że bieg zdarzeń są w stanie reżyserować służby specjalne dziwnie przypomina założenie, że gospodarką mogą sterować rządy. Cóż prostszego ? wydawało się marksistom ? jak ludzką wolą okiełznać chaos gospodarki kapitalistycznej, która marnuje wysiłki ludzi, po czym na gruncie wiedzy ekonomicznej zbudować maksymalnie wydajną gospodarkę?
Nic takiemu rozumowaniu nie można zarzucić. Jest tylko jeden drobiazg. Zrobić się tego nie da, bo gospodarka jest tworem tak nieprzewidywalnym, że nie da się jej planowo zorganizować. Nieprzewidywalność wynika nie tyle ze złożoności ? uczymy się opanowywać coraz bardzie złożone struktury ? ile z tego, że na gospodarkę składają się ludzkie, indywidualne decyzje, a tych przewidzieć nie sposób.
Państwo jest tworem równie złożonym jak gospodarka, a przede wszystkim podobnie jak ona funkcjonującym dzięki ludzkim decyzjom. Nie tylko pana prezydenta, ministra czy szefa tajnej policji, ale i pani Zosi z Supraśla. Setki milionów codziennych drobnych decyzyj pań Zoś i panów Ziutków ? decyzyj bezpośrednio nie dotyczących państwa, ale na przykład zamordowania na obiad koguta albo też spożycia sześciu piw o wiosennym poranku ? tak samo ważą na losach państwa, jak ustawy pichcone przez Sejm.
Co tylko pan prezydent z panem ministrem i szefem tajnej policji sklecą w państwie, to miliony pań Zoś i panów Ziutków po odrobince rozmontowują, jeśli im to nie odpowiada. I żadne służby specjalne w dłuższej perspektywie nic na to nie poradzą. SB tępiła spekulantów, a pan Ziutek i tak pozyskiwał wieniec papieru toaletowego ? kto pamięta, ten wie, co to takiego, a kto nie wie, niech zapyta rodziców albo dziadków ? u znajomej kioskarki i sprzedawał na targowisku. I to był jego wkład w zbożne dzieło rozmontowywania Peerelu.
Kiedy służby specjalne próbują okiełznać panie Zosie i panów Ziutków, powstają twory potworne. Państwo Stalina było takim tworem, a upadło nie dzięki temu, że Gorbaczow tego chciał, ale że miliony ludzi powoli, drobniutki krok po drobniutkim kroku to państwo rozmontowały, żeby choć trochę dało się w nim żyć. I reżim najpierw złagodniał, a w końcu zniknął. Jedyne, co mogły rozbić służby specjalne, to ustępować krok po kroku i pilnować, żeby to się nie rozpadło w gigantycznym paroksyzmie, ale łagodnie rozsypało. Takim państwem sterowanym przez służby specjalne były Chiny w czasach Rewolucji Kulturalnej, takim jest dziś Kuba czy Korea.
Ograniczone możliwości służb specjalnych poznał rząd USA w Ameryce Południowej i KC KPZR w Afryce. Próby sterowania tamtymi państwami kończyły się dla USA i ZSRR utratą wpływów, a dla ludności tubylczej ? tambylczej? ? życiem w spotworniałych reżimach, których dziś nikt nie kontroluje ani nawet nie próbuje, bo po co.
W tym, że Służba Bezpieczeństwa infiltrowała polską opozycję i w stanie wojennym, i wcześniej oraz wiele wiedziała o ludziach i działaniach, niektórzy widzą argument za tym, że ona to wszystko reżyserowała. Rzeczywiście infiltrowała, rzeczywiście wiedziała o wiele więcej, niż sądzili konspiratorzy, ale wpływu na bieg zdarzeń nie miała.
Przekonanie, że miała, bierze się z zaskoczenia ówczesnych konspiratorów czytających odtajnione dziś akta, że bezpieka wiedziała więcej, niż im się w tamtych czasach wydawało. Ale można wysnuć z tego wniosek przeciwny: choć wiedziała tak wiele, dlaczego niewiele była w stanie zrobić? Owszem, próbowała reżyserować, ale aktorzy grali niekoniecznie zgodnie z zamiarami reżysera, więc ta wiedza na niewiele się zdała.
Rzeczywistość polityczna jest grą, w której udział biorą służby specjalne. Trzeba więc się z nimi liczyć. Dotychczasowe doświadczenia pokazują jednak, że możliwości mają te służby znacznie mniejsze, niż chciałyby one i niż sądzi Stanisław Michalkiewicz.
Ostatnie ruchy służb specjalnych w Polsce ? ujawnienie ich roli w sprawie Orlenu czy naiwna gra z Janem Rokitą ? pokazuje, że nadal są narzędziami mało skutecznymi i tępymi.

Kto za tym stoi?
Pytanie to klasyczne, zadawane z wielkim upodobaniem przez propagandę Peerelu i ludzi nim rządzących. Jeśli jednak przyjąć, że służby specjalne przesądzają o biegu zdarzeń, pytanie ze wszech miar uprawnione.
Nie jest przecież tak, że służby specjalne są autonomiczne. Nie jest nawet tak, że są one wyrazicielami czyichś interesów. Są służbami tylko, a więc ciałami wykonawczymi, realizującymi rozkazy.

(?)
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 5393 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.