czwartek, 30 wrzesień 2010 11:07

Socjalistyczny podatek liniowy?

Napisane przez

W swym artykule pan Mateusz Machaj poruszył istotne kwestie dotyczące podatku liniowego. Z podstawową tezą tego artykułu, czyli "ważna wielkość podatku, nie forma" wypada się zgodzić. Do wielu argumentów można wysunąć jednak sporo zastrzeżeń.

Czy rzeczywiście podatek liniowy jest wymysłem socjalistycznym? Oczywiście, że nie. Wybitny libertarianin, prof. Robert Nozick wyraźnie podkreślał, że progresja podatkowa w większym stopniu ogranicza wolność bogatych, co jest jawną niesprawiedliwością. Ekonomia a la Janosik zawsze była domeną lewicy, a więc postulaty jednej stawki są ex definitione antylewicowe. Jakich wielkich propagatorów progresji podatkowej zna historia? Rousseau, Galbraith, Keynes ? to tylko najbardziej znaczące nazwiska. Trzeba jednak wprowadzić bardzo ważne zastrzeżenie ? stawka podatku liniowego musi być niska. Próba ośmieszania idei podatku liniowego, poprzez ukazanie, że podatek w wysokości 100% jest podatkiem liniowym jest delikatnie mówiąc dosyć pokrętna. Wystarczy bowiem zapoznać się z opiniami zwolenników jednej stawki podatkowej. Praktycznie zawsze owi zwolennicy są jednocześnie apologetami ograniczania fiskalizmu państwa.
Jeżeli przyjmiemy, że podatki powinny być jak najniższe, to dlaczego podatek liniowy uważam za lepszą formę niż podatek progresywny? Trzeba jasno stwierdzić, że liniowość w znacznie większym stopniu motywuje do powiększania dochodów i częściowo eliminuje skłonność ukrywania lub pomniejszania dochodów przez podatników. Nie można więc ignorować aspektu psychologicznego. Inną sprawą jest fakt, że zwolennicy progresji podatkowej jednocześnie są gorącymi propagatorami niezliczonej ilości ulg motywowanych tzw. wrażliwością społeczną. Ulgi podatkowe w oczywisty sposób zmniejszają opodatkowanie obywateli. Z drugiej strony jednak komplikują one obliczanie obciążenia podatkowego, a więc zabierają dużo czasu, który mógłby być poświęcony na powiększanie dochodu. Żeby było mało, system pełen ulg podatkowych jest wymarzonym polem do popisu dla mistrzów podatkowej egzegezy, zatrudnionych w urzędach skarbowych. Oczywiście, od razu pojawi się zarzut, że podatek liniowy równie dobrze może funkcjonować wraz z ulgami podatkowymi. Owszem, ale nie zmienia to faktu, że zdecydowana większość zwolenników jednolitej stawki podatkowej nie dość, iż popiera niskie podatki, to ponadto postuluje, aby znieść wszystkie, albo zdecydowaną większość ulg i zniżek podatkowych.
Ze zwolennika podatku liniowego bardzo łatwo zrobić socjalistę, przypuszczam, że byłoby to możliwe nawet z osobą Murraya Rothbarda. Nie w tym jednak rzecz, aby obracać się wśród abstrakcyjnych formuł, lecz spojrzeć na realia i przyjrzeć się temu, kto w Polsce głosi apoteozę podatku liniowego. Na pewno nie ci, którzy w jak największym stopniu chcą drenować obywateli.
Pozostaje jeszcze problem neutralności podatkowej. Próba udowodnienia, że liniowość nie ma z tym nic wspólnego, a to z racji tego, iż sektor rządowy nie jest opodatkowany, jest już chyba najbardziej pokrętną próbą ośmieszenia idei podatku liniowego. Rozumiem, że osoba wygłaszająca takie tezy powtarza za wspomnianym już Rothbardem słowa: "państwo to największa mafia wszechczasów" i domaga się całkowitego zniesienia państwa. Po raz kolejny jednak pragnę, abyśmy byli realistami, a nie marzycielami w krainie political fiction. W przypadku, gdy wszystkie sektory gospodarki są opodatkowane i występuje zróżnicowanie, tzn. sektor A płaci 10% podatku, sektor B 30%, a sektor C 50%, to oczywiste jest, że przedsiębiorcy będą skłaniali się do inwestowania w sektor A i B. Podatek liniowy ma na celu równe traktowanie podmiotów gospodarczych, nic więcej. Oczywiście, zwolennik liberalizmu gospodarczego nie może się godzić, aby w imię owej neutralności, stawki 0%, 7% i 22% zastępować np. stawką 18%. Liniowości nie może fetyszyzować, przecież nadal główną sprawą pozostaje wysokość opodatkowania. Z drugiej strony, nieuczciwością jest przypisywanie zwolennikom podatku liniowego poglądów, których nie wygłaszają tudzież eksponowanie wybranych opinii.
Perorowanie o tym, że każdy podatek jest niesprawiedliwy i tkwienie w doktrynerstwie skończyć się może tylko wiecznym pobytem w krainie ekonomicznej fantasmagorii, będącej jedynie wytworem umysłu. Polskę czeka obecnie perspektywa asygnowania bajońskich sum na rzecz Unii Europejskiej. Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na Rzecz Ekorozwoju twierdzi, że dostosowanie się do norm ekologicznych będzie kosztowało nasz kraj 35 miliardów euro. Ten sam instytut postuluje wprowadzenie podatków ekologicznych na energię elektryczną i benzynę. Kolejnymi podatkami, parapodatkami, quasi-podatkami i opłatami zamierza nas obciążyć fiskalna triada pod tytułem Hausner-Raczko-Pol.
Nie walczmy więc z pomysłami, które mogłyby się przyczynić do poprawienia sytuacji w Polsce, Bądźmy realistami i bierzmy przykład chociażby ze Słowacji, gdzie udało się podatki uprościć, obniżyć i spłaszczyć, czego efekty doskonale widać.

Krzysztof Nestor Kuźnik
Wyświetlony 4118 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.